Na nagraniach Synów Jankowiak znalazł swój charakterystyczny styl. W konstruowanych przez niego bitach typowe dla rapowych produkcji sample poszły nieco w odstawkę na rzecz brzmienia analogowych syntezatorów. Chętnie korzystał (co dotąd na polskiej scenie hip-hopowej nie było zbyt często spotykane) z technik wypracowanych przez ojców jamajskiego dubu: jego produkcje zazwyczaj spowite są głębokim basem, a ich przestrzenną aurę tworzą różnego rodzaju delaye, echa i pogłosy. Budzą skojarzenia zarówno z nostalgiczną i melancholijną elektroniką spod znaku Boards of Canada, starą dubową szkołą Lee "Scratch" Perry’ego i Kinga Tubby’ego, najntisowym hip-hopem (zwłaszcza w swojej mrocznej marihuanowo-mistycznej otoczce, od Wu-Tang Clanu po pierwsze płyty Molesty i Kalibra 44).
Trzeba też wspomnieć o stylu Piernikowskiego: psuciu języka, chropowatej poetyce, kołowrotku nastrojów i kalejdoskopie niepokojących obrazów zaczerpniętych z nudnej codzienności, nieoczywistych skojarzeniach i charakterystycznej manierze rapowania: jedni nazywali to retard rapem, drudzy porównywali tekściarza do Masłowskiej i Białoszewskiego.
Wszystko to sprawiło, że Syny narobiły szumu. Duet zdobył wierną publiczność, często wywodzącą się spoza hip-hopowego kręgu. Z drugiej strony, rapowi puryści nieraz orzekali: "to nie jest hip-hop" czy przezywali twórczość Synów "rapem galeryjnym", próbując dyskredytować w ten sposób ich, tak cenioną w rapowym światku, autentyczność. Synowska spirala jednak nakręcała się: zespół występował na wszystkich najważniejszych festiwalach w Polsce (m.in. Unsound, OFF, Open’er czy Up to Date).
2017 rok przyniósł solowe albumy reprezentantów Synów: "No Fun" Piernikowskiego i "Grudę" 2K88. "Gruda" to niepokojące instrumentale, sytuujące się gdzieś na styku industrialnego hip-hopu i ambientu, eksplorujące, jak głosi tytuł jednego z utworów, "tajemnicę i melancholię ulicy".