W "Hejterze" Jan Komasa wprowadza swojego bohatera na moralne bagno, każąc mu coraz głębiej się w nie zapadać. Reżyser "Sali samobójców" nie próbuje go wybielać, ani też nie pokazuje go jako ofiary. Filmowy Tomek świadomie wybiera zło. Choć w każdej chwili mógłby zawrócić z wybranej przez siebie drogi, nie robi tego. Z wygody i z zamiłowania do władzy, jaką zyskuje.
Pisząc jego postać, Mateusz Pacewicz, scenarzysta filmu, po raz kolejny sięga po figurę, którą wykorzystywał w debiutanckim "Bożym ciele". Tak, jak młody chłopak podszywający się pod księdza, tytułowy hejter buduje siebie z zasłyszanych fraz, cudzych poglądów i podpatrzonych postaw. O ile jednak w "Bożym ciele" taka praktyka służyła próbie dostosowania się i przetrwania w nowym środowisku, w "Hejterze" mimikra służy jedynie cynicznej grze bohatera, który traktuje myśli i słowa jako oręż, którym można zranić przeciwnika bądź rozszczelnić jego zbroję. W "Sali samobójców" świat jest bowiem polem nieustannej walki.
Dom murem podzielony
Komasa kreśli w swym filmie smutny obraz Polski klasowej. To kraj podzielony między wellesowskich elojów studiujących na Oxfordach i Harvardach oraz morlocków gnieżdżących się w wieloosobowych pokojach warszawskich akademików z piętrowymi łóżkami i kolejkami do kibla. Z jednej strony przedstawiciele elit wygłaszający wzniosłe mowy o kondycji narodu, z drugiej – aspirująca reszta, niedopuszczana do pańskiego stołu, sfrustrowana i pogardzana. Z jednej strony "patointeligencja", z drugiej – plebs.
Komasa rysuje ten świat mocną, wręcz komiksową kreską. Bogaci przedstawiciele elity są w tym filmie tacy sami: z wielkimi mieszkaniami w luksusowych dzielnicach, z Ukrainkami zatrudnionymi jako pomoce domowe i konfliktami ukrywanymi pod płaszczykiem mieszczańskiej poprawności.
Opowiadając o rodzeniu się społecznych napięć, Komasa wnosi akt oskarżenia przeciwko polskim elojom. Pokazuje, że ksenofobia, nacjonalizm i agresja, są wynikiem ich działań, ich pogardy i feudalnego stosunku do świata. I nawet jeśli jest to diagnoza niepełna i bardzo uproszczona, w filmie Komasy robi duże wrażenie.
Między biegunami