Reprezentujący Polskę w oscarowym wyścigu film Damiana Kocura to nie tyle opowieść o wojnie w Ukrainie, co o społecznych rolach i związanym z nimi konflikcie powinności. "Pod wulkanem", świetnie zagrane i wyreżyserowane, pozostaje jednak dziełem niespełnionym, zbyt bezpiecznym i sterylnym, by do głębi poruszyć.
Kocur opowiada tu historię patchworkowej ukraińskiej rodziny spędzającej wakacje na Teneryfie. Czterdziestoletni Roma (Roman Lutskyi), jego żona Nastia (Anastasia Karpenko), nastoletnia Sofia (Sofiia Berezovska) oraz mały Fedir (Fedir Pugachov) właśnie kończą wakacje. Kiedy już mają lecieć do Kijowa, wybucha wojna. Uwięzieni w hotelu na rajskiej wyspie muszą na nowo zdefiniować łączące ich relacje i skonfrontować się z pytaniami, czy wracać, dokąd wracać, wreszcie – czy obowiązkiem mężczyzny jest raczej obrona ojczyzny czy opieka nad rodziną.
Fabuła nawiązuje wyraźnie do genialnego "Turysty" Rubena Östlunda, szwedzkiego reżysera, który z historii wyjazdu w Alpy uczynił psychodramę o rodzinie, rolach społecznych, męskości, prawie do tchórzostwa i egoizmu. Podobne pytania wybrzmiewają w "Pod wulkanem". Kamera Kocura niczym najczulszy z sejsmografów zaczyna odnotowywać tąpnięcia, do których dochodzi wewnątrz filmowej rodziny. Informacja o wybuchu wojny zmienia bowiem dynamikę ich relacji, tworzy nowe napięcia, które materializują się w kolejnych wybuchach.
Kocur, który już w "Chlebie i soli" udowodnił, że jest mistrzem budowania nieoczywistej atmosfery zagrożenia, znów rejestruje narodziny agresji – na pozór niewidocznej. Objawia się ona w błahych momentach: gdy Nastia wpycha do wody nastoletnią Sofię, która boi się skoczyć z wysokiego brzegu, albo wtedy, gdy Kocur filmuje zderzające się samochodziki w parku rozrywki. Narastające napięcie najwyraźniej widać w scenach z rosyjskimi gośćmi mieszkającymi w tym samym hotelu. Wybuch jest nieunikniony. W końcu nieprzypadkowo wraz z bohaterami znajdujemy się "Pod wulkanem".
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Choć o talencie Kocura do reżyserowania naturszczyków wiedzieliśmy już wcześniej, w "Pod wulkanem" znowu pokazuje, że potrafi precyzyjnie pokierować zarówno dziećmi (subtelna rola Sofii Berezovskiej), jak i hiszpańskimi nie-aktorami. Ale pierwsze skrzypce gra u niego Roman Lutskyi, znany fanom polskiego teatru jako Hamlet z poznańskiego przedstawienia Mai Kleczewskiej. Choć charyzmatyczny i niezwykle męski, na naszych oczach pęka. Zaczyna się od drobnych rys, które poszerzają się z minuty na minutę. Jego Roma pęka od środka, mierząc się z niemożliwym wyborem: zostawić rodzinę i z bronią ruszyć na front czy zapomnieć o ojczyźnie i wieść komfortowe życie na Zachodzie. Jak poradzić sobie z wpojonym poczuciem obowiązku? I w jaki sposób jego najbliżsi ocenią ewentualną decyzję o "ucieczce"?…
Młody reżyser stawia w swoim filmie niezwykle trudne i nieoczywiste pytania. A jednocześnie "Pod wulkanem" rozczarowuje, sprawiając wrażenie filmu, w którym od bohaterów ważniejszy jest społeczny temat – migracji i uchodźczego kryzysu (nieprzypadkowo ostatnim ujęciem jest afrykański uchodźca śpiewający pełną żalu pieśń). Mimo że zrealizowany po ukraińsku, z udziałem ukraińskich aktorów, film wydaje się stworzony z wypożyczonych emocji i zasłyszanych historii. Dylematy bohatera nigdy nie były przecież dylematami reżysera ani jego współscenarzystki, Marty Konarzewskiej. Tę obcość tematu czuć na ekranie, jakbyśmy poruszający dramat Romy i Sofii obserwowali przez szybę, z bezpiecznego dystansu. Podczas gdy wspomniany Östlund w swych filmach dokonuje bolesnej wiwisekcji samego siebie, Kocur serwuje nam sterylną opowieść o doświadczeniach innych ludzi, szlachetną, ale pozbawioną prawdziwych emocji i autentycznego bólu. I choć w "Pod wulkanem" nie brak znakomitych scen (świetna rozmowa Romy z nastoletnią córką przywodzi skojarzenie z genialnym "Aftersun" Charlotte Wells), a aktorzy na czele z fenomenalnym Lutskyim grają tu bez fałszywego tonu, filmowi Kocura brakuje żaru, dzięki któremu uwierzylibyśmy w szczerość tej nazbyt subtelnej i eleganckiej opowieści.
- "Pod wulkanem", reż. Damian Kocur, Scenariusz: Damian Kocur, Marta Konarzewska. Zdjęcia: Nikita Kuzmenko. Montaż: Alan Zejer. Występują: Sofiia Berezovska, Anastasia Karpenko, Roman Lutskyi, Fedir Pugachov. Premiera kinowa: 11 października 2024 roku.