"Chleb i sól" jest filmem o końcu świata. Tego małego, całkiem prywatnego. Przyglądając się kilku tygodniom z życia filmowego Tymka, mamy świadomość ulotności chwili. To jest jego ostatnie lato w tym miejscu, w tym miasteczku, w tym towarzystwie. Już nigdy kebab nie będzie tak słony, słońce nigdy już nie będzie tak prażyć, a przyjaciółka z dzieciństwa już nigdy nie będzie tak zalotna i piękna. Tymek przestaje tutaj pasować. Kiedy skończą się wakacje, wyjedzie. I najpewniej nigdy już nie wróci.
I tutaj docieramy do tego, co definiuje artystyczną wielkość młodego reżysera – umiejętności mówienia bez słów. Bo Kocur jest mistrzem niedopowiedzenia. Opowiada o tożsamości i niedopasowaniu, ale nie znajdziemy w jego filmie wielkich dialogów i dramatycznych deklaracji. Tworzy gejowski melodramat, w którym nikt nie mówi o swojej orientacji seksualnej i gdzie nie łopocze wielobarwna flaga. Bo Kocura nie interesuje niesienie sztandarów, ale prawda uczuć i emocji. On mówi szeptem, a najbardziej intymne treści potrafi zamknąć w jednym spojrzeniu.
Poetycka opowieść Kocura pozostaje jednocześnie mocnym portretem polski ksenofobicznej i rasistowskiej. Kocur opowiada w niej o odrzuceniu inności, ale też o biernym przyzwoleniu na agresję i przemoc. W "Chlebie i soli" jest wspaniała scena, w której młody bohater i jego przyjaciółka jadą autobusem, podczas gdy za ich plecami dwóch dresiarzy zaczepia arabskiego imigranta (Nadim Sulejman). Zachęceni biernością współpasażerów z sekundy na sekundę stają się coraz bardziej agresywni. Tymek nie reaguje. Boi się, może wstydzi. Nie chce się wychylać. Doskonale rozumiemy jego reakcję. Bo reżyser w tej scenie czyni nas zakładnikami własnego lęku, a wstyd, jaki czujemy wobec bierności współpasażerów, staje się naszym własnym wstydem.
W "Chlebie i soli" Kocur dotyka bowiem zjawiska stadności, pokazując, jak bycie częścią plemienia zabija empatię i ogranicza odruchy serca (o nich mówił w podobnym "Dalej jest dzień"). Zainspirowany tragiczną historią zabójstwa, do którego doszło w Ełku przed kilkoma laty, Kocur opowiada historię o przemocy, która narasta, puchnie, żeby w końcu wybuchnąć w niekontrolowany sposób. I choć finałowa sekwencja filmu wydaje się nazbyt dosłowna, nie zmienia to faktu, że "Chleb i sól" to obraz przenikliwy i niezwykle poruszający, to ślad talentu, jakie rzadko spotykamy dziś na polskich ekranach.
- "Chleb i sól". Scenariusz i reżyseria Damian Kocur. Zdjęcia: Tomasz Woźniczka. Scenografia: Ewa Mroczkowska. Montaż: Alan Zejer. Występują: Tymoteusz Bies, Jacek Bies, Nikola Raczko, Dawid Piejko, Nadim Sulejman.