Pomysł Barei może kojarzyć się ze słynną sceną z "Nocy w operze" (1935) braci Marx, w której ludzie tłoczą się w ciasnej kabinie statku. Odniesienie to jest nieprzypadkowe, ponieważ reżyser nawiązuje w "Nie ma róży bez ognia" do klasycznych amerykańskich komedii. Zmagania Jana ze złośliwością materii ocierają się o slapstick, a scena, w której skacowany mężczyzna budzi się na chwiejnym rusztowaniu bloku wyraźnie nawiązuje do "Jeszcze wyżej" (1923) z Haroldem Lloydem. Jednak to nie prymitywne gagi decydują o wyjątkowości filmu Barei, ale połączenie satyry socjologicznej z poetyką absurdu. Bohaterowie "Nie ma róży bez ognia" są wcieleniem stereotypowych figur Polaków z okresu PRL-u. Znajdziemy tu naiwnego inteligenta (Jan), cwaniaka i kombinatora (Jerzy), muskularnego robotnika o ptasim móżdżku (Zenek), czy trzpiotowatą dziewczynę z prowincji (Luśka). Barwna galeria osobowości zostaje dopełniona przez znakomitych bohaterów drugiego planu, takich jak dziarski sąsiad Boguś (Henryk Kluba), który pragnie zbliżyć się do Filikiewiczów, gdyż myśli, że zatłoczone mieszkanie jest miejscem wyuzdanego "gruppensex".
Bareja bazuje na największych stereotypach, ale wyostrza je do granic absurdu i z wielkim poczuciem komizmu przedstawia głupotę, chamstwo czy naiwność. Przedmiotem satyry są tu jednak tyleż ludzie, co cały system społeczny – to polityka państwa wymusza krętactwo, donosicielstwo i kombinatorstwo. Pozbawione sensu wyrażenie tytułowe, które powstało wskutek pomyłki bohaterów, mieszających słowa piosenki "Nie ma róży bez miłości" z przysłowiem "Nie ma dymu bez ognia", jest dobrym symbolem zarówno braku logiki w socjalistycznym państwie, jak i purnonsensowej poetyki filmu.
Choć komizm w "Nie ma róży bez ognia" nie zawsze jest świeży i oryginalny, to jednak w dziele Barei znaleźć można też prawdziwe perły humoru. Wystarczy wspomnieć o fragmentach z bezczelnym Jerzym, świetnie zagranym przez Jerzego Dobrowolskiego, o scenie obrazującej "kulturę" Polaków w komunikacji miejskiej, czy o rachunkach matematycznych Zenka, który w prawdziwie enigmatyczny sposób nalicza dług Janowi. Poza tym "Nie ma róży bez ognia" zapowiada już jedną z najlepszych produkcji Barei – serial "Alternatywy 4" (1983-1986), w którym problemy spółdzielczo-mieszkaniowe staną się punktem wyjścia do stworzenia metafory Polski socjalistycznej.
Nie ma róży bez ognia
Reżyseria Stanisław Bareja. Scenariusz Stanisław Bareja, Jacek Fedorowicz. Zdjęcia Andrzej Ramlau. Scenografia Tadeusz Myszorek. Muzyka Waldemar Kazanecki. Wykonawcy Jacek Fedorowicz (Janek Filikiewicz), Jerzy Dobrowolski (Jerzy Dąbczak), Halina Kowalska (Wanda), Stanisław Tym (Zenek) Mieczysław Czechowicz (ojciec Lusi), Stanisława Celińska (Lusia), Wiesław Gołas (Malinowski), Bronisław Pawlik (administrator), Henryk Kluba (Boguś), i inni. Zespół Filmowy Pryzmat, Polska 1974. Kolorowy, 91 minut.