Wielbiciele typowego science fiction mogą być rozczarowani filmem Żuławskiego, ponieważ "Na srebrnym globie" to kino trudne w odbiorze i pozbawione atrakcji charakterystycznych dla gatunku. Fabuła jest tu jedynie pretekstem do filozoficznego dyskursu o naturze człowieka. Historia cywilizacji na obcej planecie staje się w ujęciu reżysera zniekształconym odbiciem dziejów ludzkości na Ziemi.
W filmie znaleźć można wiele wątków biblijnych: zakładanie społeczności to poniekąd powtórzenie Genesis, a Marek jest wyraźnie odpowiednikiem Jezusa Chrystusa. Inaczej niż w Piśmie Świętym, to, co boskie, jest jednak w "Na srebrnym globie" jedynie wytworem zrozpaczonych ludzi, którzy tworzą mity, aby ulżyć swojej egzystencji. Żuławski jest zainteresowany nie tyle dekonstrukcją religii, ile pytaniem o duchową stronę człowieka. Czy jesteśmy w stanie przezwyciężyć w sobie zwierzęcą naturę i wznieść się ponad cielesne potrzeby i pragnienia? Właśnie te wątpliwości nieustannie prześladują Marka.
Z egzystencjalnym tematem filmu współgra gwałtowna, niekonwencjonalna forma. W sposób przywodzący na myśl koncepcję teatru okrucieństwa Antonina Artauda twórcy eksponują ekstremalne, fizyczne doświadczenia postaci, a jednocześnie oddają ich potrzebę transcendencji. Aktorzy wiją się w konwulsjach, wykrzykują swój ból, są unurzani we krwi, brudzie i błocie. Gorączkowa i "agresywna" jest też praca kamery. Żuławski i operator Andrzej Jaroszewicz zastosowali ujęcia subiektywne w pierwszej części dzieła, ale również późniejsze sekwencje są filmowane w sposób gwałtowny i dynamiczny, w dodatku przy użyciu szerokokątnych obiektywów, które deformują obraz. Ponura atmosfera budowana jest również przez brudno-niebieską kolorystykę oraz fenomenalną scenografię i kostiumy, oddające prymitywizm wykreowanej rzeczywistości.
Choć "Na srebrnym globie" zyskało status dzieła kultowego, to jednak nie przemówi do wrażliwości wszystkich odbiorców. Dla jednych widzów adaptacja Żuławskiego będzie audiowizualnym traktatem filozoficznym, dla innych wyrazem grafomanii reżysera, który ociera się o pretensjonalność i w niektórych scenach osiąga szczyt patosu. Niewątpliwie "Na srebrnym globie" zachwyca jednak stroną wizualną – brutalne i pełne fantazji obrazy, np. w scenie ukrzyżowania, zapadają głęboko w pamięć. Nawet jeśli trudno zgodzić się z opinią, że film Żuławskiego jest najlepszym dziełem w historii gatunku, to trzeba przyznać, że pozostaje jednym z najbardziej oryginalnych.
- "Na srebrnym globie", reżyseria: Andrzej Żuławski, scenariusz: Andrzej Żuławski, zdjęcia Andrzej J. Jaroszewicz, scenografia: Tadeusz Kosarewicz, Jerzy Śnieżawski, muzyka: Andrzej Korzyński, obsada: Andrzej Seweryn (Marek), Jerzy Trela (Jerzy), Grażyna Dyląg (Ihezal), Waldemar Kownacki (Jacek), Iwona Bielska (Marta), Jerzy Grałek (Piotr), Elżbieta Karkoszka (Ada), Krystyna Janda (Aza), i inni. Produkcja Zespół Filmowy Pryzmat (1976–1978), Zespół Filmowy Kadr (1986–1987), Polska 1987, kolorowy, 157 minut.