Również w przypadku Krzyżanowskiego umiejętne przedstawienie życia duchowego zwierząt przekładało się na psychologiczną głębię jego obrazów. Zwierzęcy modele nie są salonową dekoracją, żywym bibelotem, lecz autonomicznymi bohaterami zdradzającymi własne emocje i wzmagającymi nastrój napięcia i tajemniczości. Siła portretów żony powstałych w latach poprzedzających pierwszą wojnę światową, a więc w okresie, kiedy artysta cieszył się powszechnym uznaniem i rodzinnym szczęściem, wynika do pewnego stopnia właśnie z napięcia między ukazaną mieszczańską stabilizacją a elementem niepokoju, pozbawionym jednak nadmiernego dramatyzmu i dosłowności. Wyczuwał to już w 1900 roku Adolf Nowaczyński, pisząc o Krzyżanowskim na łamach "Kraju": "W portretach swoich daje on duszę w całym tego słowa przepotężnym znaczeniu, bez błazeństw symbolicznych, bez embrionów i trupich czasek, bez melodramatycznych smaczków, którymi tak entuzjazmują się wykwintni arystokraci ducha".
Jednocześnie ludzko-zwierzęce portrety Krzyżanowskiego ukazują głębokie zmiany, jakie w poprzednich wiekach zaszły w sposobie postrzegania i przedstawiania kotów. W sztuce starożytnej Grecji i Rzymu kot nie cieszył się co prawda boskim statusem, jaki zyskiwał w Egipcie, zajmował jednak poczesne miejsce jako pokojowe zwierzę domowe, przedstawiane często w towarzystwie dzieci. Na odzyskanie tej pozycji musiał jednak czekać wiele stuleci, po tym jak jego obraz uległ radykalnej transformacji w erze chrześcijańskiej. Koty postrzegano jednocześnie jako użyteczne zwierzęta domowe polujące na myszy i szczury, lecz także symbol lenistwa, łakomstwa, zwodniczości, herezji, a nawet czarnej magii. Miały być towarzyszami czarownic, a wręcz uosobieniami diabła. Oskarżane o konszachty z siłami nieczystymi i rzekomymi wiedźmami bywały torturowane i mordowane wraz z nimi. Podczas gdy pies zyskał status symbolu wierności, kot – wręcz przeciwnie. W renesansowych przedstawieniach ostatniej wieczerzy, m.in. pędzla Ghirlandaia, kot nieprzypadkowo bywał towarzyszem Judasza. Z kolei w niderlandzkich martwych naturach próbował nieraz zwędzić kawałek mięsa z suto zastawionego stołu.
W sztuce nowożytnej koty z czasem powróciły do roli zwyczajnych domowych towarzyszy, drzemiących przy ogniu atrybutów domowego pokoju i harmonii. Po tym jak Oświecenie zwróciło uwagę na konieczność większej empatii wobec zwierząt, a kartezjańskie spojrzenie na inne gatunki jako istoty poślednie i rzekomo nieodczuwające bólu zostało naukowo zakwestionowane, w drugiej połowie XVIII wieku kot coraz częściej pojawiał się w przedstawieniach domowej idylli. Wraz z nowym postrzeganiem natury w dobie romantyzmu rosło także znaczenie zwierząt domowych: koty pojawiają się w poezji Keatsa i Shelley, William Blake zilustrował "Odę na śmierć ulubionego kota" Thomasa Graya, a w powieściach sióstr Anne i Charlotte Brontë, jak wskazywała Katherine Rogers, stosunek do tych zwierząt staje się wyznacznikiem wrażliwości człowieka. W menażerii znalazła swój wyraz także arystokratyczna ekstrawagancja Byrona – poeta miał pięć kotów, osiem psów, trzy małpy, a nawet borsuka, lisa i… krokodyla. Kiedy jego ukochany pies Boatswain zmarł, Byron napisał dlań epitafium, które wyryto na nagrobku zwierzęcia.