Gesty wykonywane przez Wolnego – zakładanie uciekinierce skarpetek, mycie nóg, stawianie baniek – mogłyby zostać uznane za ilustrację przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, gdyby nie to, że od początku kryją w sobie wyraźny podtekst. Holland eksponuje bowiem cielesność kobiety i podkreśla erotyczny charakter działań bohatera. Dla Leona, zakompleksionego „starego kawalera”, który obsesyjnie się onanizuje i ma problemy z płcią przeciwną, relacja z Żydówką staje się w pewnym sensie komfortowa, ponieważ daje mu poczucie kontroli nad kobietą. Bohater chętnie zakłada maskę wybawcy – co Holland ironicznie podkreśla w jednym z kadrów, stylizując obraz na przedstawienie anioła – jednak w istocie nadużywa władzy, by spełniać własne potrzeby i pragnienia. Jako że mężczyzna ryzykuje własne życie ukrywając całkowicie uzależnioną od niego Żydówkę, oczekuje, że Róża będzie mu wdzięczna i posłuszna.
"Gorzkie żniwa" są złożonym studium konformizmu, hipokryzji i samooszustwa. Aby ugruntować swoją dominującą pozycję i podporządkować sobie drugiego człowieka, bohater szuka dla siebie rozmaitych usprawiedliwień, między innymi natury religijnej. Leon, praktykujący katolik i niedoszły ksiądz, uznaje na przykład, że prześladowania Żydów są rodzajem kary boskiej i usilnie próbuje nawracać Różę. Tchórzostwo i hipokryzja bohatera ujawniają się nie tylko w stosunku do spotkanej kobiety, ale też na innych polach. Choć Wolny deklaruje swoją pogardę wobec postępowania szmalcowników, to jednak sam zaczyna skupować za bezcen pożydowskie mienie. Gotowy do okrutnych czynów i przepełniony poczuciem winy, czuły i perwersyjny zarazem, Leon jest bohaterem tyleż odpychającym, co zwyczajnie słabym. Holland nie próbuje go demonizować, ale skupia się właśnie na "banalności zła" ujawniającej się w postaci głównego bohatera.