Prezentowany w konkursie głównym Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Rotterdamie film Anki i Wilhelma Sasnalów to oparta na prozie Roberta Walsera historia człowieka pogrążonego w (i przywiązanego do) pracy, którego dylemat opiera się na tym, że sam nie wie, „czy jest siłą biurową, czy zerem, inteligencją czy automatem”.
Piotr Paziński w posłowiu do Człowieka do wszystkiego Roberta Walsera, szwajcarskiego autora (przez lata zapomnianego, dziś zaczynającego fascynować), zauważa:
Text
W swojej bogatej twórczości prozatorskiej Robert Walser powołał do życia niemałe grono pracowników najemnych. Są tu biurowi wyrobnicy, pozbawieni inicjatywy i udręczeni monotonią kancelaryjnej roboty, są zmęczone sekretarki i słudzy bez reszty zależni od humorów państwa czy surowych przełożonych, są kelnerzy, nauczycielki i robotnicy dniówkowi wywodzący się z samych dołów drabiny społecznej. Nadto rzesza ludzi bez wykształcenia i profesji […]. W tej galerii barwnych typów […] Joseph Marti jest jedną z najciekawszych postaci. Jego półroczna służba w willi „Pod Gwiazdą Wieczorną” może nie obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji, ale cóż to znaczy wobec rozmaitości odgrywanych tu ról, wobec gamy emocjonalnych odcieni i niuansów w opisach relacji między chlebodawcą a pracownikiem i sposobów wiwisekcji mieszczańskiego ładu.
Książka opowiada o Josephie Martim (w filmie: Piotr Trojan), który podejmuje pracę u bogatego wynalazcy Carla Toblera (Andrzej Konopka), stopniowo zbliżając się do niego i jego rodziny. Przy czym temu zbliżeniu towarzyszy postępujące zamazanie funkcji i odpowiedzialności bohatera – tytułowego człowieka do wszystkiego. Warto dla porządku dodać, że podejmowane w książce wątki są na różne sposoby autobiograficzne. Walser sam przez pół roku pracował u Carla Dublera, samozwańczego wynalazcy urządzeń technicznych i inżyniera (sam o sobie myślał zapewne jako o odkrywcy), który roztrwonił majątek, ogłosił plajtę swojego biznesu, pracownikom nie wypłacił należnych poborów, a potem wytaczane mu były przeróżne procesy sądowe. Dubler prowadził równolegle badania nad rozwojem kilku projektów według własnego pomysłu: „zegara reklamowego” i „automatu do strzelnic”, jednak żadne, podobnie jak to się dzieje w powieści (oraz filmie), nie zostały opatentowane, bo nikomu nie były potrzebne – miały na zawsze pozostać li tylko aspiracją, jego niespełnionym marzeniem.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
„Człowiek do wszystkiego”, reż. Anka i Wilhelm Sasnalowie, fot. Wilhelm Sasnal Produkcja / Sadie Coles HQ
Obrazek
wilhelm_sasnal_anka_sasnal_-_czlowiek_do_wszystkiego_-_kadry_z_filmu_-_2-s.jpg
To nie pierwszy raz, kiedy Anka i Wilhelm Sasnalowie czerpią z literatury, która szczególnie na nich oddziałała. Film Słońce, to słońce mnie oślepiło (2016) wywodził się z Obcego Alberta Camusa. Nie zgubiliśmy drogi (2022) był inspirowany nieco zapomnianą dziś książką Do cieplejszych krajów Pera Christiana Jersilda. Walser także przepadł na moment w odmętach literackich dziejów i zniknął z pamięci czytelników (sam zresztą popularności swoich utworów nie dożył), by powrócić dopiero za sprawą nowych wydań i wznowień.
Dlaczego wraca się do Walsera? Sasnal tłumaczył swoje intencje i motywacje w rozmowie z Kubą Mikurdą, która ukazała się w książce Rok z Walserem. O filmie Człowiek do wszystkiego Wilhelma Sasnala. W prozie pisarza pociągała go przede wszystkim oszczędność języka, a także jej ostentacyjna, absurdalna wręcz niedzisiejszość – przejawiająca się chociażby w stoickim spokoju, z jakim historia jest opowiadana. Formuła nasunęła się sama: film kostiumowy, z epoki. Nie żadne tam widowisko w stylu kubrickowskiego Barry’ego Lyndona, a Teatr Telewizji ze wszystkimi jego wadami, niedoskonałościami. I nie jest to żaden złośliwy przytyk. Sasnal od tej konwencji i estetyki sam się nie odżegnuje.
W filmie znaleźć można liczne wyłomy, a w świecie bohaterów – nietypowe przesunięcia i sytuacje. Przeszłość, przyszłość i teraźniejszość ciągle się tu mieszają, nachodzą na siebie, a opowieść przetykana jest wstawkami z zupełnie różnych porządków: w willi Toblera, nie wiedzieć czemu, wisi okładka debiutanckiego albumu The Smiths ze zdjęciem Joego Dallesandra, pupilka Andy’ego Warhola (odpowiednio przemalowana, „scoverowana” przez Sasnala), Marti czyta komiks Tytus, Romek i A’Tomek. U Toblerów w domu raz słucha się Morrisseya, raz – Roberta Brylewskiego z czasów Kryzysu. Sami bohaterowie też funkcjonują w osobliwie skrzywionej czasowości – mają niezachwianą pewność, że przez świat przetoczą się dwie wojny, precyzyjnie przewidując także ich daty, wiedzą również, że otwieracz do konserw (narzędzie, które Tobler mógłby opatentować, ale w końcu i z tym będzie musiał obejść się smakiem) odegra w wojennych okopach wielką rolę, chociaż wydarzy się to w dalekiej od nich przyszłości. Świat przedstawiony filmu ma zatem niejasny status, okazuje się względny, nie kierują nim żadne logiczne reguły ani typowa linearność czasu.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
„Człowiek do wszystkiego”, reż. Anka i Wilhelm Sasnalowie, fot. Wilhelm Sasnal Produkcja / Sadie Coles HQ
Obrazek
wilhelm_sasnal_anka_sasnal_-_czlowiek_do_wszystkiego_-_kadry_z_filmu_-_4-s.jpg
Z jednej strony willa Toblera zdaje się trwale zaklęta w czasie, nieuległa wobec jego upływu ani nowych wartości, jakie przynosi. Tutaj nowoczesność nigdy nie dotarła, choć Marti, jako intruz, podkopuje podstawy dawnego porządku, przemycając do świata Toblerów atrybuty współczesności. Z drugiej strony willa może być nie tyle portalem do innego świata, co miejscem, w którym pomieszały się różne języki i porządki; może to swoisty crossover, w którym spotykają się dotychczasowe dzieła Sasnalów, a przynajmniej ich powidoki. Wracamy bowiem w te same miejsca – raz wkraczamy w rejon miejski lub podmiejski z filmu Słońce, to słońce mnie oślepiło, raz w na pozór łagodny i sielski krajobraz wsi z Z daleka widok jest piękny. To chyba nie przypadek, że w jednej ze scen ktoś zaczytuje się w Camusie.
Status samego Martiego, zgodnie z zamierzeniem Walsera, jest równie niejasny, a Sasnalom udaje się całkiem nieźle oddać jego złożoność i tajemnicę. Powołam się raz jeszcze na Pazińskiego, który w posłowiu do książki pisał, iż
Text
zakres obowiązków Martiego nigdy nie zostaje wyraźnie określony, chyba przede wszystkim dlatego, że chaotyczny, impulsywny Tobler nie ma pomysłu na swojego sługę, ani cierpliwości, żeby przyuczać go zawodu […]. Panujący w firmie bałagan, wpierw, zdawałoby się, twórczy, później wyłącznie przyspieszający jej rozkład i upadek, sprawiają, że Marti jest po trosze buchalterem i skrybą, doradcą pana przedsiębiorcy i jednoosobowym „wydziałem handlowym” […]. Nie trzeba tłumaczyć, że Marti okazuje się wszystkim po trochu.
Człowiekiem do wszystkiego i do niczego niepotrzebnym. Do jego obowiązków należy jednak przede wszystkim wierność wobec pomysłów oraz humorów chlebodawcy (ten bywa, na zmianę, to wielkoduszny, to podły). Do Wirsicha, swojego poprzednika w biurze Toblera, Marti w gospodzie znad kufla piwa zawoła: „Wypraszam sobie ataki na mojego szefa”. Mimo że wcześniej nie bał się postawić pracodawcy, bezczelny i pyskaty okazuje tylko na chwilę, właściwie symbolicznie, by w końcu powiedzieć: „Urodziłem się chłopcem na posyłki”. Marti to prekariusz – tak ówczesny, jak i współczesny. Na tamte i na nasze czasy. Jest to czytelna historia poniżenia i poddaństwa, wyzysku i zależności klasowych.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
„Człowiek do wszystkiego”, reż. Anka i Wilhelm Sasnalowie, fot. Wilhelm Sasnal Produkcja / Sadie Coles HQ
Obrazek
wilhelm_sasnal_anka_sasnal_-_czlowiek_do_wszystkiego_-_kadry_z_filmu_-_3-s.jpg
To, czego najbardziej mi może brakuje w filmie Sasnalów, to podjęcie próby mocniejszego umocowania powieści Walsera w kryzysach naszych czasów – w krajobrazie tak zwanej „kultury zapierdolu”, startupów, korporacji i owocowych czwartków, w erze kieratu, przepracowania i przemęczenia. Pomogłoby to dobitniej wyrazić, jak dawne hierarchie przetrwały w nowych wariantach. Człowiek do wszystkiego jawi się bowiem jedynie jako gest retro – wtórny, bo jednak tylko wiernie rekonstruuje i odtwarza kolejne strony książki, wszelkie odniesienia do tu i teraz zamieniając w uwodzicielski, acz pusty ornament. To zaledwie drobny ślad, mrugnięcie okiem do widzek i widzów.
Człowiek do wszystkiego. Reżyseria: Anka i Wilhelm Sasnalowie. Scenariusz i zdjęcia: Wilhelm Sasnal. Montaż: Aleksandra Gowin. Kostiumy: Kinga Naszkiewicz. Scenografia: Ewelina Gąsior. Obsada: Piotr Trojan, Andrzej Konopka, Agnieszka Żulewska. Premiera: 17.07.2025 (BNP Paribas Nowe Horyzonty).