Dziewięć koszul i Stodoła
Trzeciego Sopotu nie było. W styczniu 1958 roku „Jazz” wypatruje w lokalnym informatorze zdanie, że prezydium Miejskiej Rady Narodowej „czyni starania”, by festiwal „nie odbył się na terenie Sopotu”. Do tego Najwyższa Izba Kontroli nie może się doliczyć ponad dwustu tysięcy złotych. Główny bileter twierdzi, że bloczki biletowe na 31 tysięcy złotych podarł. Z drogo odkupionej, ręcznie malowanej tkaniny uszyto dziewięć festiwalowych koszul po 164 zł 90 gr. Osiem rozdano gościom, jedna zniknęła. Latem „Jazz” zawiadamia „z wielką przykrością”, że III festiwal się nie odbędzie.
Jan Borkowski z Hot Clubu Hybrydy postanawia zrobić imprezę w Warszawie. „Skoro ja nie mogę wyjeżdżać, to niech oni przyjeżdżają do mnie” – tłumaczy. Nazwa brzmi Jazz ’58, a słowa „festiwal” lepiej nie używać. Tyrmand przysyła list z pomysłem na plakat: „Jazz Jamboree w warszawskiej Stodole”, podpisany „Hey-ba-ba-re-bop”. We wrześniu drewniany barak przy Emilii Plater, dawna stołówka budowniczych Pałacu Kultury, wypełnia się po brzegi. Stodoła udostępnia lokal za darmo, a muzycy, jak wspomina Borkowski, grają „po prostu za diety” – według Magdaleny Grzebałkowskiej, biografki Krzysztofa Komedy, Jazz Believers dostają zwrot za pociąg, nocleg i sto złotych za występ. Z zagranicy przyjeżdża tylko duński wibrafonista Louis Hjulmand, bez basisty. Ludzie siedzą na ziemi pod estradą, a w barakowym wnętrzu wiszą kłęby dymu. Ostatniego dnia, w hali Gwardii, galeria zaczyna domagać się „Świętych!”, czyli „The Saints”. Wróblewski podchodzi do mikrofonu: „Świętych nie będzie, jesteśmy ateistami”.
Te prowizoryczne początki okazały się zaskakująco trwałe. Jazz Jamboree odbywa się do dziś – 68. edycja zaplanowana jest na 23–25 października 2026 roku, znów w Stodole. Po drodze zdarzały się przerwy i kryzysy. W 1982 roku festiwal się nie odbył, bo Polskie Stowarzyszenie Jazzowe nie chciało legitymizować stanu wojennego, ale rok później wrócił z przytupem, z Milesem Davisem na scenie. W XXI wieku zmagał się ze sporami o znak towarowy i brakiem sponsorów, zanim w połowie lat 2010. nowi organizatorzy postawili go na nogi.
Dłuższą pauzę zrobił Sopot. Festiwal jazzowy wrócił nad morze dopiero w 1996 roku jako Sopot Molo Jazz Festival, a w 2025 roku rozrósł się w całoroczny Sopot Jazz Festival. Jego tegoroczna odsłona na molo, 6–8 sierpnia 2026 roku, przypadła w 70. rocznicę dnia, w którym ulicą Grunwaldzką ruszył pochód z trumną-wibrafonem.
Obok nich trwają inne jazzowe imprezy z długim stażem: Krakowskie Zaduszki Jazzowe, organizowane od 1954 roku i nazywane najstarszym festiwalem jazzowym w Europie, oraz krakowski konkurs młodych zespołów Jazz Juniors, który od 1976 roku wprowadza na scenę kolejne pokolenia muzyków – w tym roku odbywa się w Cricotece i Filharmonii Krakowskiej w dniach 1–4 października pod hasłem „Przyszłość jest dziś”.
To, co zaczęło się pod sopocką estradą i w zadymionym baraku przy Emilii Plater, stało się tradycją – czasem przerywaną, ale wciąż żywą.