Do jej nielicznych świadectw, które zachowały się częściowo do dziś, należy kamienny posąg zwany "Niedźwiedziem" na szczycie góry Ślęża. Choć łacińscy misjonarze, delikatnie mówiąc, nie darzyli mitologii Słowian szczególnym szacunkiem i bezwzględnie wymazywali świadectwa dawnych kultów, pogańskie sanktuarium na Ślęży było ośrodkiem kultu na tyle silnym, że jeszcze w czasach panowania Bolesława Chrobrego kronikarz i biskup Thietmar z Merseburga z niesmakiem notował, że odbywają się tam "plugawe pogańskie obrzędy".
Znajdowało się tam otoczone kamiennym wałem otwarte sanktuarium, wypełnione licznymi kamiennymi posągami, częściowo zachowanymi do dziś. Ich różnorodność stylistyczna każe przypuszczać, że powstały w kilku etapach i wyszły spod dłuta różnych twórców. Przysadzista, grubo ciosana figura na czterech łapach, uznawana za wyobrażenie niedźwiedzia, łączona była z kulturą celtycką oraz łużycką – dziś to ostatnie przyporządkowanie uznaje się za najbardziej prawdopodobne. Choć kultowe posągi słowiańskie odnajdywane są często na dnach jezior i rzek, w których topiono je rozprawiając się dawnymi wierzeniami, "Niedźwiedź" ostał się na widoku. Odnaleziono go w połowie XIX wieku w lesie w pobliżu wsi Strzegomiany, a kilkadziesiąt lat później przetransportowano na szczyt góry.
W zgodzie z uniwersalną zasadą, ogień zwalczano ogniem, a więc kult – kultem, w miejscach dawnych obrzędów fundując świątynie chrześcijańskie. Surowość Ślęży okazała się jednak nie sprzyjać budowie augustiańskiego klasztoru, który miał na niej stanąć w XII wieku, konwent przeniósł się więc do pobliskiego Wrocławia, a na jego miejscu augustianie wznieśli kaplicę dopiero cztery stulecia później.