Scenariusze filmowe w najnowszym teatrze
Transfer między teatrem i filmem zachodzi na wielu poziomach właściwie od początku (współ)istnienia tych mediów w historii. Od zawsze dialogowały, a nawet walczyły ze sobą, wszak początkowo w rozwoju filmu upatrywano zagrożenia dla teatru, obawiając się wyparcia tego ostatniego przez coraz atrakcyjniejsze zdobycze kina. "[...] czyż warto się trudzić, produkując rzecz tak piekielnie trudną, jak sceniczna naprawdę sztuka teatralna, wobec tak groźnego rywala, jakim jest wszechwładne kino", pytał retorycznie Witkacy w tekście "Upadek sztuki".
Ale wymiana między tymi formami wypowiedzi artystycznej bywa także zupełnie pokojowa, zwłaszcza współcześnie, kiedy już zupełnie przywykliśmy do intermedialności. Jednym z aspektów tej wymiany są inscenizacje scenariuszy filmowych na scenie. Oto kilka przykładów z najnowszego polskiego teatru.
Deszcz żab
Uważana za jeden z najlepszych filmów wszech czasów "Magnolia" według scenariusza i w reżyserii Paula Thomasa Andersona trafiła na scenę dzięki Krzysztofowi Skoniecznemu – reżyserowi "Hardkor disko" czy "Ślepnąc od świateł" – który zrealizował jej adaptację w 2019 roku we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. Scenariusz dzieła z gwiazdorską obsadą (m.in. Tom Cruise, Julianne Moore i Philip Seymour Hoffman) adaptowała dla teatru Anka Herbut. Siedem lat wcześniej Skonieczny stworzył także spektakl na motywach filmu "Na srebrnym globie" Andrzeja Żuławskiego i – jak przyznawał w rozmowie z Magdą Piekarską – ekscytował go podwójny potencjał spotkania obu mediów, które mogą zafunkcjonować zarówno w "miłosnej symbiozie, jak i dramatycznym pasożytnictwie". We Wrocławiu powstał spektakl pełen rozmachu, trwające ponad trzy godziny niezwykle intensywne (plastycznie i w sferze dźwięku) widowisko, tak atrakcyjne jak – dla części krytyki – męczące w swoim nadmiarze. Niewątpliwie jednak ta pierwsza i jak dotąd jedyna próba translacji scenariusza "Magnolii" na język sceny stanowi interesujący przykład pożenienia nadrealnych elementów filmu z wyobrażeniowym potencjałem teatru. Dowodziła tego już otwierająca scena spektaklu, czyli wejście ropuch nawiązujące do słynnej sceny "deszczu żab" wieńczącej film Andersona.
Bergman myśli o Bogu
“Goście wieczerzy pańskiej”, reż. Tomasz Fryzeł, fot. Klaudyna Schubert / Teatr Łaźnia Nowa
Jeden z najważniejszych twórców w historii kina, Ingmar Bergman, rozpoczynał swoją działalność twórczą od teatru – zarówno jako reżyser, jak i dyrektor. Ciekawostką jest fakt, że dwukrotnie stworzył przedstawienie na podstawie "Iwony, księżniczki Burgunda" Witolda Gombrowicza (w 1980 roku w Monachium oraz w 1995 roku w Sztokholmie). Medium temu pozostał wierny w trakcie dalszej kariery, jednak to właśnie film przyniósł mu światowy rozgłos. Jego scenariusze wielokrotnie inscenizowano w teatrze, także tym radiowym. W 2012 roku w Teatrze im. Jaracza w Łodzi swoją prapremierę miał scenariusz filmu "Jajo węża" z 1977 roku. Spektakl wyreżyserowała Małgorzata Bogajewska, tropiąc paralelę między stworzonym przez Bergmana portretem Berlina lat 20. XX wieku i czasem kiełkującego nazizmu a współczesnością. Szwedzki artysta inspiruje także najmłodsze pokolenie reżyserów teatralnych – charakterystyczne dla Bergmana rozważania na temat możliwości istnienia Boga i sensu wiary przenieść na scenę postanowił Tomasz Fryzeł. W 2023 roku w warszawskim Nowym Teatrze premierę miał spektakl "Goście Wieczerzy Pańskiej". Minimalistyczne, chłodne, a jednocześnie pulsujące napięciem wynikającym z precyzyjnego aktorstwa m.in. Małgorzaty Hajewskiej-Krzysztofik czy Mariusza Bonaszewskiego przedstawienie korespondowało ze środkami wyrazu typowymi dla Bergmana, stając się w pewnym sensie formą hołdu dla wprowadzonej przez niego do kina estetyki.
Komercyjna wydmuszka?
“Stowarzyszenie umarłych poetów”, reż. Piotr Ratajczak, fot. Och-Teatr
Kto jeszcze zdążył wychować się choć trochę na telewizji, ten może pamiętać, że jednym z często emitowanych filmów na małym ekranie było "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" z 1989 roku z niezapomnianą rolą Robina Williamsa jako charyzmatycznego nauczyciela języka angielskiego w elitarnej szkole dla chłopców. Nagrodzony Oscarem scenariusz Toma Schulmana doczekał się swojej polskiej prapremiery teatralnej w 2019 roku za sprawą Piotra Ratajczaka, który wybrał go do realizacji w Och-Teatrze Krystyny Jandy. Pedagoga zagrał wówczas Wojciech Malajkat, który w jednym z przedpremierowych wywiadów stwierdził, że, wcielając się w tę rolę, może "przynajmniej pomarzyć, jak to dobrze jest być nauczycielem, którego wszyscy kochają i podziwiają" (dla kontekstu warto dodać, że w owym czasie Malajkat pełnił równolegle funkcję rektora warszawskiej Akademii Teatralnej, niedługo po premierze rozpoczęły się także największe po 1993 roku strajki nauczycieli). Ratajczak postawił wówczas na wierną adaptację oryginału, a jego praca spotkała się z mieszanym odbiorem krytyki, w czym można zresztą upatrywać śladów dyskusji na temat przewagi medium filmowego nad teatralnym i straconej pozycji, na której nierzadko stoi w takim zestawieniu teatr. W słowach nie przebierał Łukasz Maciejewski, który na łamach "Wprost" spektakl z Och-Teatru nazwał "komercyjną wydmuszką", a kreację Malajkata "postacią bez znaczenia i bez wyrazu".
Upojenie
“Na rauszu”, reż. zbiorowa, fot. Piotr Nykowski / Teatr Współczesny w Szczecinie
Kilka lat temu temu furorę robił nagrodzony Oscarem film "Na rauszu" Thomasa Vinterberga z Madsem Mikkelsenem, komediodramat o czworgu nauczycieli, którzy postanawiają sprawdzić, jak to jest żyć, utrzymując stale niewielki stopień upojenia alkoholowego. Scenariusz napisany przez reżysera w duecie z Tobiasem Lindholmem doczekał się adaptacji teatralnej, do współpisania której Vinterberg zaprosił z kolei Clausa Flygare. Wersją dramatyczną zainteresowano się także w Polsce: w styczniu 2025 roku "Na rauszu" trafiło na scenę Teatru Współczesnego w Szczecinie z inicjatywy czworga aktorów – Wojciecha Sandacha, Pawła Niczewskiego, Arkadiusza Buszko i Konrada Pawickiego. Artyści wcielili się w postaci pedagogów, a także kolektywnie wyreżyserowali spektakl. W przedpremierowych wypowiedziach twórcy podkreślali, że z ich perspektywy "Na rauszu" nie jest opowieścią o pijaństwie, a alkohol stanowi w niej jedynie symbol. Wcześniej – w roku 2023 – tekst ten zrealizował także Marcin Hycnar w warszawskim Teatrze Polonia.
Droga do samozagłady
“Przełamując fale”, reż. Ewa Platt, fot. Magda Hueckel / Teatr Powszechny w Warszawie
Kolejnym słynnym duńskim reżyserem, którego dziełem zainteresowali się twórcy teatralni, był Lars von Trier. Jego "Przełamując fale" – współpisany z Peterem Asmussenem i Davidem Pirie film z 1996 roku, który zdobył Grand Prix festiwalu w Cannes – adaptowany został na scenę między innymi przez Ewę Platt w warszawskim Teatrze Powszechnym (2024). Jak mówiła reżyserka w rozmowie z Beatą Jewiarz, zdecydowała się zrealizować "Przełamując fale" ze względu na postać głównej bohaterki, która "wybiera drogę prowadzącą do samozagłady", co artystka postrzegała jako jednocześnie anachroniczne i wywrotowe. Spektakl docenił między innymi Dariusz Kosiński na łamach "Tygodnika Powszechnego ("O ile filmowi von Triera zarzucano konceptualną sztuczność, o tyle warszawskie Przełamując fale odebrałem jako historię, której punkt węzłowy przeżyło na własnej skórze wiele osób"). Praca Platt była kolejną polską interpretacją sceniczną tego tekstu. Wcześniej scenariusz filmu von Triera reżyserował m. in. Maciej Podstawny (2012) czy Justyna Łagowska (2023).
Fellini jak Wyspiański
“A statek płynie”, reż. Wojciech Kościelniak, fot. Krzysztof Bieliński / Teatr Capitol
Wydaje się, że słynny film o operze Federico Felliniego prędzej czy później musiał zainspirować twórców teatru muzycznego. Mowa o obrazie "A statek płynie" z 1983 roku według scenariusza reżysera oraz Tonino Guerry. W 2023 roku we wrocławskim Teatrze Capitol jego adaptacji podjął się Wojciech Kościelniak, dla którego – jak przyznawał – Fellini jest najważniejszym reżyserem filmowym. Co ciekawe, autor wrocławskiej inscenizacji postanowił spojrzeć na scenariusz "A statek płynie" poprzez pryzmat… "Wesela" Wyspiańskiego. "Mam na myśli podobieństwo sytuacji, w której w jednej przestrzeni zamkniętych jest wiele osób, a my poznajemy ich losy i historię", mówił w wywiadzie przeprowadzonym przez Katarzynę Mikołajewską. "Wizualnie to majstersztyk na miarę największych musicalowych i operowych scen", zachwycał się plastyką przedstawienia Piotr Sobierski w recenzji w miesięczniku "Teatr". Choć w filmie Felliniego występuje wątek uchodźców wojennych, a na horyzoncie akcji pojawia się wybuch Wielkiej Wojny, Kościelniak zdecydował się nie ingerować w oryginalny świat przedstawiony i nie uwspółcześniać tekstu celem wytworzenia jasnych paralel z aktualnym stanem rzeczy. Mimo to, jak dostrzegli krytycy, jego musical mógł stać się przyczynkiem do refleksji nad współczesnymi napięciami geopolitycznymi.
Odnaleźć sprawczość
“Tom na wsi”, reż. Wojtek Rodak, fot. Maurycy Stankiewicz / TR Warszawa
Jednym z najbardziej "gorących" nazwisk reżyserskich lat 10. XXI wieku był niewątpliwie Xavier Dolan, kanadyjskie "cudowne dziecko" dziesiątej muzy. Polski teatr po scenariusz jego filmu sięgnął jak dotąd tylko raz. W 2022 roku w TR Warszawa sztukę "Tom na wsi" Michela Marca Boucharda wyreżyserował Wojtek Rodak (Bouchard i Dolan wspólnie "przepisali" dramat na scenariusz thrillera psychologicznego "Tom" z 2013 roku). W Warszawie tekst wzbogacony został o fragmenty książki "Cała siła, jaką czerpię na życie. Świadectwa, relacje, pamiętniki osób LGBTQ+ w Polsce" wydawnictwa Karakter. "Przywoływane przez matkę, Agatę [matkę zmarłego Toma, którego partner nagle pojawia się w rodzinnym domu chłopaka – red.], działają jak czarna skrzynka; są źródłem prawdy o tragicznych wydarzeniach z jego dorastania na wsi i zarazem zapisem doświadczania homofobii", mówił o wyimkach z publikacji wprowadzonych do spektaklu jego dramaturg Szymon Adamczak. Twórcy zdecydowali się zmodyfikować zakończenie adaptowanej opowieści i – jak pisała Katarzyna Waligóra w "Teatrze" – "wprowadzić na scenę figurę gejowskiego mściciela".
Trauma Kieślowskiego
"Dekalog", reż. Wojciech Faruga, fot. Magda Hueckel
Krzysztof Kieślowski w teatrze dramatycznym reżyserował tylko raz – w roku 1977, kiedy w krakowskim Starym Teatrze inscenizował scenariusz własnego filmu dokumentalnego zatytułowanego "Życiorys", przedstawiającego historię robotnika przesłuchiwanego przed partyjną komisją. Poza krakowskim epizodem Kieślowski tworzył także realizacje Teatru Telewizji. Scenariusze jego filmów trafiały kilkukrotnie na rodzime sceny, a jednym z zainteresowanych nimi reżyserów był Wojciech Faruga. W 2022 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie premierę miał "Dekalog" na podstawie legendarnego cyklu filmowego odwołującego się do dziesięciu przykazań, którego scenariusz Kieślowski współtworzył z Krzysztofem Piesiewiczem. W Narodowym nad adaptacją Faruga pracował z dramaturgiem Davitem Gabunią, który zaproponował, aby ramą scenariusza spektaklu stał się ósmy epizod cyklu. Dla całości istotnymi tropami były te psychoanalityczne, a reżyser w rozmowie z Moniką Mokrzycką-Pokorą odwoływał się także do pojęcia "traumy dziedziczonej".