Marcin (Marcin Kowalczyk) przychodzi znikąd. Pewnego wieczoru pojawia się pod drzwiami mieszkania w nowoczesnym wieżowcu. Nie zastaje właścicieli mieszkania, a jedynie ich dwudziestoletnią córkę. Ola (Jaśmina Polak) wychodzi na imprezę, a Marcin podąża za nią. Tam zaczynają tańczyć, a impreza kończy się w mieszkaniu dziewczyny. Rano Marcin budzi się w łóżku Oli, poznaje jej rodziców. Niedługo później zacznie realizować plan swojej krwawej zemsty. Za co? Dlaczego jego ofiarami pada nowobogackie małżeństwo? To możemy jedynie zgadywać.
Filmowy atak na rodzinę
W swym debiutanckim filmie Krzysztof Skonieczny powtarza za Andre Gidem z "Pokarmów ziemskich" : "Rodziny, nienawidzę was!". W "Hardkor Disko" rodzina jest siedliskiem konformizmu i jego owocem. Właśnie aby utrzymać rodzinę, ojciec-architekt grany przez Janusza Chabiora zadaje kłam swoim ideałom, porucza artystyczne ambicje i zajmuje się "projektowaniem domów dla buraków". To nie jedyne kłamstwo - także rodzinne relacje zbudowane są ze schematów, pozorów i kłamstw. Wszystkie one staną się obiektem buntu młodego przybysza znikąd.
"Hardkor Disko" - trailer from Culture.pl on Vimeo.
Pokazując symboliczny mord na pokoleniu rodziców, Skonieczny nie mówi niczego nowego. Podobnych mordów dokonywali wcześniej na ekranie Luchino Visconti i Pier Paolo Passolini, Michael Haneke, Amerykanin Todd Solondz i wielu innych. Debiutujący Skonieczny tak jak oni występuje przeciwko mieszczańskiemu porządkowi, który maskuje prawdę o człowieku, upychając ją w gorset konwenansu. Czy mówi na jego temat coś nowego? Niekoniecznie. Ale jego opowieść i tak ma wielką siłę.
W jednej z pierwszych scen filmu Ola grana przez Jaśminę Polak pyta głównego bohatera:
Gdybyś miał wybór: wolałbyś się spalić czy zamarznąć? Ale masz jeden warunek: nie tracisz przytomności, tylko cały czas wszystko czujesz, aż do umarcia. (…) Wszyscy zawsze mówią, że zamarznąć to mniej boli. A mi się wydaje, że jak bardziej boli, to jest ciekawiej. Intensywniej i tak zmysły ci dopierdala, zamiast otępiać".
Dziewczyna goni więc za wrażeniami, pogrążając się w imprezowo-narkotykowym wirze. Podczas gdy ona szuka ognia, w którym mogłaby się spalić, reszta rodziny świadomie zamarza w społecznych pozach. Są "wyluzowanymi rodzicami", "profesjonalistami" osiągającymi zawodowe cele, żonami-ozdóbkami. Pod spodem buzują niespełnienia i złość wypierane przez lata.
Skonieczny czyta Hanekego
Bohater Skoniecznego rzuca wyzwanie temu poukładanemu światu. Odrzuca jego prawa, dokonując na nim samosądu. Dlaczego to robi? Skąd przyszedł? Dlaczego wybrał tę a nie inną rodzinę? Nie wiadomo. Nie to jest zresztą ważne. Skonieczny widzi Marcina jako everymana pozbawionego psychologicznych motywacji i osobistych powiązań. Sięga do metody wykorzystanej przez Hanekego w "Funny Games" - zamiast szkicować widzom filmowy świat, wrzuca ich w jego środek. Ale w przeciwieństwie do Hanekego polski twórca nie opowiada o samorodności i bezsensie zła. Jego film zakrojony jest raczej opowieścią o zderzeniu starego i nowego świata, zwierzęcego buntu i mieszczańskiej układności. I choć "Hardkor Disko" rozczarowuje intelektualną miałkością, wygrywa dzięki świadomości formy i odwadze reżysera.
Skonieczny garściami czerpie z mistrzów kina: jest tu miejsce dla Jarmusha, Passoliniego z jego bliźniaczo podobnym "Teorematem", Kubricka i Kieślowskiego, a także dla nowych klasyków - Gaspara Noe czy Nicolasa Windinga Refna. Polski debiutant pożycza od nich mnóstwo scen i ujęć, jednocześnie szukając własnego stylu. Krystalizuje się on w napięciu między teledyskową pośpiesznością i ostentacyjną kontemplacją. Dawno nie mieliśmy w polskim kinie filmu, którego twórca równie śmiało poczynałby sobie z filmowym rytmem.
Młody reżyser raz łączy ze sobą krótkie ujęcia, tworząc z nich efektowny teledysk (jest uznanym twórcą wideoklipów, m.in. do piosenki "Nie ma cwaniaka na Warszawiaka"), a chwilę później jego kamera zastyga w kilkuminutowym bezruchu. W ten sposób rodzi się jedna z najlepszych scen filmu. Rodzice Oli siedzą przy stole, do którego zapraszają także Marcina. Zaczyna się niewinna wymiana zdań, w której bohaterowie wzajemnie się sobie przedstawiają. Po chwili kamera staje w miejscu i z bezpiecznego dystansu przygląda się całej trójce. Scena ich rozmowy trwa kilka minut, a mimo to wcale nie traci dynamiki - żyje dzięki znakomitym aktorom.
Jaśmina Polak i Marcin Kowalczyk - czyli wielkie nadzieje
"Harkor Disko" jest z pewnością jednym z najlepiej zagranych polskich filmów ostatnich miesięcy. Marcin Kowalczyk, który po "Jesteś bogiem" Leszka Dawida został okrzyknięty nadzieją polskiego kina, pokazuje, że jest najbardziej charyzmatycznym aktorem młodego pokolenia. W milczącym spojrzeniu wyraża więcej niż mógłby powiedzieć w niejednym sążnistym monologu. Zachwyca też jego ekranowa partnerka - Jaśmina Polak debiutująca na dużym ekranie. Już w krótkometrażowym "Święcie zmarłych" Aleksandry Terpińskiej z 2011 pokazywała talent, lecz dopiero w "Hardkor Disko" udowadnia, że jest jedną z najbardziej obiecujących i fascynujących młodych aktorek w Polsce.
Kunszt pokazuje także dwójka ciut starszych aktorów: urokliwie zwyczajny Janusz Chabior w roli ojca Oli, oraz Agnieszka Wosińska wcielająca się w warszawską Mrs. Robinson przesyconą poczuciem niespełnienia i tęsknotą za młodością.
Debiut Krzysztofa Skoniecznego to film, jakich rzadko dostarcza nam polskie kino. Odważnie poszukujący nowego języka, łamiący przyzwyczajenia, intrygująco chropawy i znakomicie zagrany. "Hardkor Disko" to film, który prowokuje i drażni, stawia pytania, nie udzielając odpowiedzi. Skonieczny zostawia widza z poczuciem niepewności, a to nieczęsto zdarza się rodzimym twórcom.
- "Hardkor Disco", 2014 r. Reżyseria: Krzysztof Skonieczny, scenariusz: Krzysztof Skonieczny, Robert Bolesto, Kacper Fertacz, opracowanie muzyczne: Krzysztof Skonieczny, montaż: Sebastian Mialik. Występują: Marcin Kowalczyk, Jaśmina Polak, Agnieszka Wosińska, Janusz Chabior. Dystrybucja: Gutek Film. Czas 85'.
Bartosz Staszczyszyn, 04.04.2014