Zdaniem Ekielskiego "nowe budynki leżą prawie dokładnie na miejscu istniejących wojskowych, a ich wysokość zgadza się – mniej więcej – z wysokością tychże". Wystarczy jednak rzut oka na towarzyszące temu opisowi rysunki, by zorientować się, że "prawie" i "mniej więcej" w tym przypadku robi naprawdę dużą różnicę. Jeśli szereg nowych zabudowań w zachodniej części wzgórza nie zdominowałby jego sylwety, to na pewno pozbawiłby zabytkowe budowle charakteru dominanty. Wieże katedralne w wizji "Akropolis" dopełnia po przeciwnej stronie wzniesienia kopuła senacka, a kompleks zamkowy – zabudowa wokół placu Zwycięstwa. Przeszłość i teraźniejszość równoważą się, ujawniając polityczną stawkę projektu.
W przypadku miejsca tak obciążonego historycznym znaczeniem spór między zwolennikami puryfikacji i konserwacji – zawsze wykraczający poza kwestie czysto estetyczne – stawał się polityczny w sposób tym bardziej jaskrawy. Jak celnie podkreślał Jarosław Krawczyk: "renowacja Wawelu, zakładająca zachowanie wszelkich nawarstwień historycznych, jawiła się Polakom jako swego rodzaju akceptacja polskiej katastrofy historycznej". W tej optyce, pamiętając o finałowym obróceniu w perzynę wawelskich zabytków w dramacie "Akropolis", projekt Wyspiańskiego i Ekielskiego jawi się jako polityczny manifest.
Wawel potraktowany tu został jako serce państwa polskiego, ale nie tylko w wymiarze historycznym i symbolicznym. Zamek królewski i jego otoczenie nie miały być jedynie pomnikami historii, ale żywym centrum odrodzonej Polski, jej życia kulturalnego, politycznego, społecznego i intelektualnego, miejscem, gdzie mieszczą się najważniejsze dla kraju instytucje. Miał tętnić życiem nie tylko za sprawą zwiedzających go turystów, stać się siedzibą nowego polskiego króla oraz sejmu. Najwyraźniej Wyspiański wyobrażał sobie ustrój odrodzonego państwa jako monarchię konstytucyjną, jak w alternatywnej wersji historii z opowiadania Wita Szostaka "Miasto grobów. Uwertura".
Stawką projektu było więc nie tylko zbudowanie odpowiedniej ramy dla Wawelu jako miejsca kluczowego dla polskiej historii i kultury z perspektywy historycznej, ale zapewnienie mu trwania w tej roli na kolejne dekady i stulecia. Jak piała Anna Grochowska, Wyspiański "żywił szczerą niechęć do afirmacji grobów, która była dziełem romantyków", "sprzeciwiał się martwocie, skostnieniu, bierności, kultowi śmierci i grobów". Ekielski stwierdzał, że "na wprowadzenie modernizmu na Wawel brakło im odwagi", jednak w pewnym sensie projekt jest zdecydowanie nowoczesny – nawet jeśli posługuje się historycznymi kostiumami, to dąży do zerwania z tradycją romantyczną, martyrologią i kultem umarłych, jest zwrotem ku życiu i przyszłości.
Niedokończona rewolucja