Przed Perecem w Zamościu tworzył dramaturg Szlome Ettinger, którego najbardziej znanym utworem jest komedia "Serkele": inspirowana szekspirowskim "Kupiec wenecki", tyle że przeniesionym w realia dobrze znane wschodnioeuropejskim Żydom. Wreszcie Zamość, obok innych okolicznych sztetli, pojawiał się w utworach noblisty Isaaca Bashevisa Singera. Pisarz dobrze poznał tamtejsze strony, gdy mieszkał w młodości u swoich dziadków w Biłgoraju. Z Zamościa pochodziła też ilustratorka jego dzieł, Irene Lieblich.
Wyidealizowany obraz Zamojszczyzny kreował w swoich wspomnieniach brat Isaaca, Izrael Joszua Singer:
Miasteczka o nazwach takich jak Zamość, Szczebrzeszyn, Goraj i Józefów, miasteczka o starych bóżnicach i cmentarzach, kościołach, wieżach i obszernych okrągłych rynkach otoczonych drewnianymi straganami, przy których siedzieli kramarze i przekupki; miasteczka, w których szamesi wciąż wzywali Żydów na modlitwę przed świtem, gdzie pomocnicy mełamedów odprowadzali dzieci do chederu ze śpiewem na ustach, gdzie dobosze bębnili na rynku w bębny obwieszczając najnowsze zarządzenia i przynosząc nieco wieści ze świata, gdzie chłopcy i dziewczęta ozdabiali żydowskie domy na święta lwami i jeleniami wyciętymi z papieru, miasteczka, gdzie Żydzi byli bardziej Żydami, a goje bardziej gojami niż gdziekolwiek indziej w Polsce [... ] Zarówno Żydzi, jak i goje we „włościach ubogiego króla”, lubelskiej guberni, byli bogobojnym, barwnym i staroświeckim ludem. Daleko od linii kolejowej i wszelkiej cywilizacji, tereny te wydawały się nietknięte przez czas, oddzielone gęstymi lasami od zewnętrznego świata.
Pochwała prowincji
13 nieszczęśliwych lat spędził w Zamościu Bolesław Leśmian. Napisał tam wiersze zebrane w tomikach "Napój ciernisty" i "Dziejba leśna". Przeniesiono go tu z Hrubieszowa, w sumie był to awans, ale nie uszczęśliwił zbytnio poety. Nie lubił swojej pracy notariusza sądowego: "Literat, aby stale zarobkować, musi się przebrać za uznanego ogólnie członka społeczeństwa i dopiero w tej bolesnej dlań masce, jako osoba użyteczna, zasługuje na zarobek".
Odczuwał "prowincjonalne wygnanie". On, światowiec, który mieszkał wcześniej w Paryżu i Monachium, skarżył się: "W tym Zamościu w biały dzień możesz położyć się na rynku. Możesz spać, zupełnie spokojnie spać, nikt nie nadejdzie, nikt nie nadepnie... jedyni przechodnie to łaciata krowa i dwie kozy spacerujące wzdłuż rynsztoku".
Zamość nazywał podłym miasteczkiem, innym razem "zawistnym, ponurym i niesympatycznym". Chyba nie był specjalnie lubiany. Wiele wskazuje na to, że to właśnie w Zamościu narodził się żart z długą brodą o pustej dorożce, z której wysiada Leśmian. Swoje podróże, czy to zagranicę, czy to do Warszawy lub Zakopanego przeciągał jak najdłużej. Pisał w liście: "Do Zamościa strasznie mi się wracać nie chce – to jest po prostu dramat dla mnie".