Młody czytelnik z Czelabińska pisze, że dzięki „Jazzowi” nauczył się rozumieć jazz: „krótko mówiąc, pomogliście mi stać się jazzmanem”. Ten jeden list wystarczy, by „Sowietskaja Muzyka” w swojej krytycznej recenzji magazynu opublikowanej w 1958 roku wyśmiała gdańskie pismo za „oparcie” wśród „niestałego odłamu czelabińskich uczniów”. Kiedy zaś redakcja wysyła gratis kilka numerów Wiktorowi Kortazziemu, ten odpowiada: „Jestem dziś najszczęśliwszym człowiekiem Charkowa”. Obszedł wszystkich znajomych, opowiadając o niespodziance. Chciałby biec ulicami miasta i krzyczeć.
Jest i list zupełnie egzotyczny. We wrześniu 1957 roku dwaj Duńczycy, Niels Thygesen i Niels Jorgensen, piszą z międzynarodowej konferencji studenckiej w Ibadanie. Na prośbę redakcji donoszą, że nigeryjscy studenci grają „bardzo ogniście, typowy ragtime i czysty Nowy Orlean”, i przekazują prośbę tamtejszych kół jazzowych, by polskie jazz-kluby do nich pisały. Na koniec życzą „pomyślnego rozwoju i osiągnięć w dziedzinie muzyki – wspólnego międzynarodowego języka”.
Sieć adresów
Pod wieloma z tych listów widnieją pełne adresy: Próżna 9 (kamienica Zalmana Nożyka, jeden z ostańców po warszawskim getcie), Findera 1 w Bydgoszczy (dzisiejsza ul. Dmowskiego), blok B-1 w Nowej Hucie, Hladnovska 22 w Ostrawie. Redakcja drukowała je razem z listami, więc każdy, kto chciał odpowiedzieć autorowi, wymienić się płytami czy po prostu znaleźć bratnią duszę, miał gotowy adres na kopertę – bez pośredników. Tak w kraju, w którym do jazzu trzeba było podkradać się pod estradę, „Jazz” zbudował sieć, jakiej nie miał nikt inny w bloku wschodnim.
Sam Balcerak mówił Radlińskiemu, że pismo stało się „trybuną, kroniką, dokumentem istnienia ruchu” i pobudzało do życia ośrodki regionalne – w pierwszym roku powstały kluby jazzowe w Gdańsku, Poznaniu, Łodzi, Toruniu i Wrocławiu. Wokół redakcji skupili się autorzy: rysownik Janusz Christa (seria „Nowy Orlean. Opowieść o Armstrongu” ze scenariuszem Balceraka, ukrytego pod pseudonimem M. Wójcikiewicz), Jacek Fedorowicz i Wiesław Dymny, fotograficy Marek Karewicz i Zygmunt Grabowiecki, publicyści Ludwik Erhardt i Lesław Lic. Zagraniczne korespondencje przysyłali Jan Ptaszyn Wróblewski i Andrzej Trzaskowski.
Co potem?
Redakcja pielęgnowała tę sieć i później. Od czerwca 1959 roku nagradzała najciekawsze listy książkami i płytami („jakość, nie ilość” – wygrać mogło i kilka zdań), bezpłatny „Kącik zainteresowań” służył wymianie płyt, adresów i literatury, a „English for the Jazzman” objaśniał gwarę anglosaskich jazzmanów. Klub Przyjaciół Jazzu wypożyczał nuty, książki, nagrania i zagraniczne czasopisma, kontaktował z muzykami i impresariami z zagranicy, a także dawał 50 procent zniżki na wydawnictwa pisma. W połowie lat 60. pojawiła się rubryka „Rytm i Piosenka”, poświęcona muzyce beatowej, która w następnej dekadzie stała się integralną częścią pisma.
W 1965 roku basista Jan Byrczek założył „Jazz Forum”, ukazujące się do dziś. Paweł Brodowski, od 1980 roku redaktor naczelny tego pisma, mówił PAP w 2015 roku, że „Jazz” był świetnie redagowanym miesięcznikiem, ale Balcerak trzymał dystans wobec środowiska jazzowego, które chciało mieć własną gazetę i własny punkt widzenia. Ostatni numer „Jazzu” ukazał się w grudniu 1983 roku. Całe archiwum pisma, podobnie jak wielu mniejszych tytułów jazzowych sprzed 1989 roku, jest dostępne w serwisie Polishjazzarch.com.