Po tym dramatycznym otwarciu kurator wrzuca nas w rozdział celebrujący utracony krajobraz łemkowskiej ojczyzny. W pełni ujawnia się przy okazji pograniczny aspekt łemkowskiej kultury – widzimy zarówno prace Nikifora i Jerzego Nowosielskiego, jak i szeregu mało znanych lub zupełnie nieznanych lokalnej publiczności artystów z Węgier, Słowacji i Ukrainy. Twórczość nieprofesjonalna łączy się tu z malarstwem z samego jądra nowoczesnego mainstreamu. Szymko nie kategoryzuje prac w odniesieniu do tradycyjnych kanonów historii sztuki. Jeśli jakaś granica staje się szczególnie wyraźna, to ta między pejzażem doświadczanym na co dzień i tym utraconym, wspominanym, idealizowanym i wyobrażanym.
W tej pierwszej grupie szczególne wrażenie robią sceny w pejzażu Vojtěcha Erdélyi, jednego z czołowych twórców zakarpackiej szkoły malarstwa w międzywojniu, łączące przedstawienia rusińskiego pejzażu i folkloru z międzynarodowym językiem nowoczesności. Zdradzający wpływy przede wszystkim Cezanne’a melancholijny Podwieczór zdaje się przepowiadać zmierzch portretowanego świata. Jednocześnie zapowiada problem, z którym mierzyć się będą kolejne generacje łemkowskich twórców, urodzonych i dorastających już dala od ojczyzny – na ile pielęgnowanie własnej tożsamości oznacza trwanie przy sztywno określonych formach jej kultury?
W przypadku łemkowskiej spuścizny to pytanie jest tym trudniejsze, że przed przymusowymi wysiedleniami rozwijała się ona w sposób charakterystyczny dla pogranicza, na przecięciu kilku kultur i krzyżujących się wpływów, a przy tym dążeń asymilacyjnych ze strony ukraińskiej i polskiej. W przypadku społeczności emigracyjnych, zwłaszcza daleko za oceanem, balansowanie między kultywowaniem własnej kultury a replikowaniem jej form to wyzwanie szczególne – na Brooklynie żyje się jednak zupełnie inaczej niż w Beskidach.
Jak jednak widać na wystawie, z tym wyzwaniem mierzą się przede wszystkim młodsi twórcy i twórczynie, dorastający już w okresie nazwanym „łemkowskim odrodzeniem” – następującym wraz z transformacją ożywieniem refleksji nad tożsamością, w parze z którym szło zakładanie organizacji politycznych i kulturowych oraz kodyfikacja języka. W dekadach powojennych granice tego, co łemkowskie, pozostawały znacznie bardziej płynne. Widać to choćby w obrazach Julijana Kolesara, urodzonego w 1927 roku na terenie Serbii, którą wcześnie opuścił, następnie mieszkającego w Belgii, Francji, Stanach Zjednoczonych, a wreszcie Kanadzie, gdzie zmarł na początku lat 90. W Montrealu Kolesar prowadził badania nad rusińską kulturą, jednak w jego eksponowanych na wystawie portretach kobiet, w których wyczuwalne są echa sztuki Matisse’a, próżno szukać rusińskości rozumianej w sposób folklorystyczny. Jeśli ujawnia się ona w tych obrazach, to niebezpośrednio, przez przywiązanie do ornamentacji czy określonych zestawień barwnych.