Przełomową pracą w badaniach nad chłopską obyczajowością była książka "Upodobanie. Małżeństwa i związki nieformalne na wsi polskiej XVII–XVIII wieku" Tomasza Wiślicza. Historyk analizując zachowane akta sądów wiejskich Polski przedetnograficznej i przedrozbiowej, podważył pokutujące mity. Pisał: "Społeczność wiejska odnosiła się z pobłażliwością graniczącą z przyzwoleniem do stosunków przedmałżeńskich tak długo, jak długo nie dochodziło do spłodzenia dziecka. Podstawową zasadą, którą kierowali się kochankowie, jak również ich otoczenie, była zasada dyskrecji [...]: stosunków przedmałżeńskich po prostu starano się nie dostrzegać".
Obowiązywały w tym jednak podwójne standardy: konsekwencje niechcianej ciąży ponosiła kobieta. Jeśli jednak ciąża była wynikiem relacji dwojga ludzi stanu wolnego i nie było ku temu innych przeciwskazań (np. pokrewieństwa), to dążono do tego by zalegalizować związek przed ołtarzem. Jak pisze Wiślicz: "opinia publiczna wsi jednoznacznie preferowała takie rozwiązanie i potrafiła nakłonić (za pośrednictwem władz gromadzkich) wahających się mężczyzn do żeniaczki [...]". Nierzadko zdarzało się jednak, że mężczyźni próbowali się wykpić od ożenku czy obowiązków alimentacyjnych: argumentując, że to kobieta namówiła ich do występku, starając się przedstawić ją w jak najgorszym świetle, wreszcie argumentując, że to nie ich dziecko.
A jak to się wszystko ma do nauk kościelnych? No niezbyt, ale wszak parafie nieraz były położone wiele kilometrów od wsi, a wiejscy księża pobłażliwi wobec występków ludu (choć, jak stwierdza Wiślicz, od połowy XVIII wieku oddziaływanie katolickiej moralności na chłopów pogłębiało się). A poza tym, jak głosiły słowa jednej z przyśpiewek: "nie będzie mnie pan Bóg sądził, bom się dobrze oporządził" – czyli miłość uprawiana w granicach przyjętych w społeczności norm nie może być grzeszna.
Oczywiście nie możemy przekładać realiów pańszczyźnianej wsi na realia pouwłaszczeniowe (bo, jak zobaczymy niżej na przykładzie zawierania małżeństw, zmiany społeczno-ekonomiczne odciskały się wyraźnie na chłopskiej obyczajowości), ale widać powiązanie zjawisk opisanych przez Wiślicza z obserwacjami poczynionymi w XIX wieku wśród górali.
Wróćmy jeszcze na Podhale: wspomniana Anna Kowalska-Lewicka w latach 60. XX wieku prowadziła badania porównawcze w tych samych wsiach, które ponad sto lat wcześniej odwiedził Kamieński. Obyczajowość szczególnie się nie zmieniła, młodzież wciąż miała dużo swobody, ale absolutnie nie wypadało o tym mówić. I jak podkreśla etnografka: "Co ciekawe, nie starsze pokolenie, ale właśnie młodzież przynosi te nowe dla Podhala zasady drobnomieszczańskiej moralności".
Dwudziesty wiek przynosił także inne zmiany obyczajowe. Włodzimierz Mędrzecki w pracy "Młodzież wiejska na ziemiach Polski centralnej 1864-1939: procesy socjalizacji" stwierdza, że w pokoleniu, które w dorosłość wchodziło już w dwudziestoleciu międzywojennym, upowszechniały się coraz bardziej obyczaje zaczerpnięte z kultury miejskiej i ideał romantycznej miłości znany z książek czy filmów: randki, wspólne spacery za rękę, pisanie listów miłosnych.
"Małżeństwo poniewolne nie ucieszne"