Coraz mniej wina
Inscenizacja "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego w Zespole Szkół Nr 79 przy ul. Wiertniczej 26 w Wilanowie w Warszawie, www.audiovis.nac.gov.pl (NAC), 1972, fot. Grażyna Rutowska /www.audiovis.nac.gov.pl (NAC)
Dawniej wesele nie było jednodniową imprezą, ale trwało od kilku do nawet kilkunastu dni. Zazwyczaj wystawiano je najpierw w domu panny młodej, a następnie u pana młodego. Bywało, że wesele odbywało się w karczmie. Z czasem wesele stawało się coraz krótsze, aż przyjęło znaną dziś formę trwającego jeden wieczór i noc przyjęcia. Biegeleisen cytuje wypowiedź "jednego z obywateli Podgórza" z 1828 roku ubolewającego nad stopniowym skracaniem wesel:
Wesele prapradziada trwało tydzień, wyszło wina beczek 10, pradziada 5 dni, beczek wina 7, dziada 3 dni i jedna beczka wina, ojca 24 godziny i 100 butelek wina, syna wieczór, szampańskie tylko przy cukrowej kolacji, ostatnie zaślubiny incognito, 12 filiżanek herbaty!
Ostatnim etapem dawnego wesela była przeprowadzka panny młodej do domu męża. Warto jeszcze na koniec wspomnieć o kilku zabobonach towarzyszących ślubno-weselnym rytuałom. Tych było dawniej bez liku. Unikano np. wyprawiania wesela w maju, bo miało to zwiastować rychłą śmierć współmałżonka. Ryzykowne było też wybieranie na datę ślubu czerwca. Pannę wydaną za mąż w czerwcu nazywano niekiedy "czerwcówką" i uważano, że zjedzą ją robaki – czerwie. Śmierć młodej lub młodego przynieść miało nieroztropne przymierzanie stroju ślubnego przed właściwym wydarzeniem. Dbano też o to, by w dniu wesela nie było we wsi zmarłego – jego obecność traktowana była jako zły omen.
Grupa weselna z Księstwa Łowickiego, 1905-1928, fot. Biblioteka Narodowa Polona
Zazwyczaj swat do domu, w którym jest panna na wydaniu, przemykał późnym wieczorem – dzięki temu, niezauważony, unikał złego uroku, który mógłby rzucić ktoś nieprzychylny zamążpójściu. Szczęście pary młodej uzależniano także od fazy Księżyca: podobno wierzono, że dobrze jest kojarzyć pary i wyprawiać wesele przy rosnącym Księżycu, czyli po nowiu, kiedy satelita dąży do pełni. Miało to ponoć sprzyjać dobrobytowi. Ale astrologiczne zabobony nie były jednoznaczne: istniał bowiem także odwrotny obyczaj mówiący o wyprawianiu wesela w noc pełni Księżyca. "Stan i zmiany Księżyca mają wielki wpływ na życie naszego chłopa", podkreślał Biegeleisen.
Źródła: H. Biegeleisen, "Wesele: obrzędy i zwyczaje", Lwów 1928; P. Lasota, "Etnografia Lubelszczyzny – zaręczyny i wesele" (teatrnn.pl); L. Stomma "Rytuał pokładzin w Polsce – analiza strukturalna" (cyfrowaetnografia.pl); B. Kuryłowicz, "Zapomniany świat obrzędowości weselnej w dawnej Polsce (na podstawie >>Nazwy weselne…" Zygmunta Glogera)", R. Kukier "Ludowe zwyczaje i obrzędy weselne na ziemi lubawskiej i pograniczu lubawsko-mazurskim", Komunikaty Mazursko-Warmińskie nr 3, 391-413, 1996.