Między śmiechem a śmiesznością. Czy w architekturze jest miejsce na humor?
Traktujemy architekturę nazbyt poważnie. Tak, jak nie powstają budynki puszczające oko do widza, tak my sami, jako użytkownicy, mamy kłopot z patrzeniem na nie z dystansem i uśmiechem.
W 2016 roku na peryferiach holenderskiej miejscowości Amersfoort powstał wielofunkcyjny budynek projektu pracowni Attika Architekten. Na pierwszy rzut oka obiekt wydaje się dość typowy: podzielony na kilka mniejszych części, liczy od dwóch do czterech kondygnacji, ma przeszklony parter, a jego murowane z ciemnej cegły elewacje przecinają białe, poziome belki wykonane z prefabrykowanych betonowych bloczków. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej, da się na owych belkach dostrzec nietypowy detal – płaskorzeźbione… emotikonki, czyli znane z internetowych komunikatorów buźki prezentujące różne emocje. Sami architekci mówią, że to współczesny hołd dla tradycji lokowania na elewacjach gotyckich świątyń czy zamków wizerunków postaci lub fantastycznych stworów, a zarazem ukłon ku współczesnej kulturze. Emotikonki na biurowcu w Amersfoort są subtelne, nie dominują, nie rzucają się w oczy. Jednak gdy się je dostrzeże, chyba trudno się nie uśmiechnąć, bo wnoszą do tej architektury element zaskoczenia i humoru.
Postmodernistyczni żartownisie
Nie jest łatwo znaleźć wiele podobnych, realizowanych współcześnie pomysłów. Architektura jest dziś traktowana bardzo serio – tak przez jej twórców, jak użytkowników. A w tej powadze nie ma wiele miejsca na mrugnięcia okiem, figlarne detale. Czyżby całą ich pulę wyczerpali postmoderniści? Bo to postmodernizm jest jedynym nurtem w dziejach architektury, który żart i pastisz, śmiech, groteskę, zabawę z formą i widzem miał niejako wpisane w swój program. Choć w Polsce nie powstał budynek w kształcie lornetki (jak gmach biurowy zaprojektowany w 1991 roku w Los Angeles przez Franka Gehry’ego) ani taki, w którym dach dźwigają ogromne postacie krasnoludków z bajki o Królewnie Śnieżce (to projekt siedziby wytwórni Disney w Burbank, dzieło Michaela Gravesa z 1990 roku), mamy blok w kształcie zamku z wieżami.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Blok-zamek na Czyżynach, Kraków, fot. Joanna Urbaniec Polska Presse/East News
Obrazek
blok-zamek_en.jpg
Budynek mieszkalny dla pracowników krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego (w grudniu 2024 roku uczelnia zmieniła nazwę na Akademię Kultury Fizycznej) zaprojektował w latach 80. zespół Leszka Filara. Choć sami architekci mówili, że projekt miał oddawać „ducha polskości” i tradycji Krakowa, dziś uważany jest za prześmieszny i z tego powodu chętnie odwiedzany i fotografowany przez turystów. Także w Krakowie znajduje się kameralny i niezwykły obiekt, w którym postmodernistyczny trend do mieszania różnych, czasem zaskakujących elementów przybrał wyjątkowo oryginalną formę. To siedziba zakładu produkcyjnego kosmetyków marki Hean, zaprojektowana w latach 80. przez Dariusza Kozłowskiego. Ceglana budowla jest parafrazą archetypicznych form fabryki, ale jeden z jej pawilonów zdobią ogromne, nałożone na elewację różowe usta.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Poznań, zabudowa mieszkaniowo-usługowa, Jeżyce, ul.Poznańska-Jeżycka-Mylna-Kochanowskiego, proj. Izabela Klimaszewska, Tadeusz Biedak, fot. Anna Cymer
Obrazek
poznan_zabudowa_mieszkaniowo-uslugowa_jezyce_ul.poznanska-jezycka-mylna-kochanowskiego_02.jpg
Dorota i Kazimierz Śródkowie, projektując na wrocławskim Starym Mieście biurowiec Renaissance Business Center, zastawili na widza figlarną pułapkę. Nie uniknie on zaskoczenia, gdy uświadomi sobie, że to okna w tym biurowcu są murowane, a ściany wykonano ze szkła. Trudno też nie doszukać się humoru w pomyśle Izabeli Klimaszewskiej i Tadeusza Biedaka, autorów budynku-plomby, wstawionego pomiędzy kamienice przy ulicy Kochanowskiego na poznańskich Jeżycach. Architekci świadomie nie uszanowali form historycznej zabudowy – nowy budynek swoją ukośną ścianą wcina się w strukturę dawnej zabudowy, różni się materiałami, kolorem, wysokością, zaburza układ okien, rytm podziałów fasady.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wieżowiec z piramidami, ul. Batalionów Chłopskich 14, Łódź, fot. Piotr Kamionka/Reporter/East News
Obrazek
wiezowiec_z_piramidami_ul._batalionow_chlopskich_14_lodz_en_01340058_0033.jpg
Swoboda, jaką dopuszczał postmodernizm kształtujący polską architekturę w czasach transformacji, przyniosła wiele realizacji, których estetyczna jakość bywa podawana w wątpliwość. Granica między śmiechem a śmiesznością jest niepewna i cienka, może dlatego tak trudno o żartobliwe formy w projektach architektonicznych? Nie zawsze da się łatwo określić, gdzie kończy się oryginalny, odważny pomysł, a zaczyna kicz lub tandeta. Co więcej, ich ocena może się zmieniać w czasie. Dwie dekady temu wielkie bloki mieszkalne na polskich osiedlach zaczęto poddawać termomodernizacji. Niektóre pomalowano w bardziej odważne wzory: na gdańskiej Zaspie, krakowskim Prokocimiu czy łódzkiej Retkini na blokach pojawiły się zachodzące słońca, statki, samoloty, postacie ludzkie czy duże, rozciągające się na kilka kondygnacji owady. Projekty tych metamorfoz były krytykowane za infantylność i kiczowatość. A jednak łódzki blok, na którym namalowano skąpane w słońcu egipskie piramidy jest dziś jednym z bardziej rozpoznawalnych w mieście i na swój sposób kultowy.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Gorzów Wielkopolski, Rynek, fot. Anna Cymer
Obrazek
gorzow_wielkopolski_rynek.jpg
Podobna sytuacja ma miejsce w Gorzowie Wielkopolskim. Zniszczona w czasie wojny zabudowa dookoła Starego Rynku w latach 60. XX wieku została zastąpiona blokami (była to wówczas powszechna w Polsce praktyka), którym w latach 90. za pomocą dodanych dekoracji nadano formy przypominające kamieniczki. Jeden z narożnych domów zyskał nawet blanki inspirowane… średniowiecznymi zamkami. Władze Gorzowa ogłosiły właśnie plan usunięcia z domów przy rynku tego postmodernistycznego kostiumu i przywrócenia form modernistycznej zabudowy. To bardzo ożywiło dyskusję, która z estetycznych wersji jest lepsza. Okazuje się, że graniczące z kiczem formy kamieniczek są przez mieszkańców lubiane, traktowane jako bardziej przyjazne, pozytywne, pogodne. Trudno czymś innym niż architektonicznym żartem nazwać domy do góry nogami, zbudowane w Szymbarku i w Zakopanem czy sopocki Krzywy Domek. Prawie jednogłośnie uznane za przejaw złego gustu i kiczu są jednocześnie obleganymi i uwielbianymi atrakcjami turystycznymi.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Budynek biurowy "The HOP", Warszawa, fot. Anna Cymer
Obrazek
budynek_biurowy_the_hop_warszawa.jpg
Sięganie po postmodernistyczne zabawy w mieszanie stylów, pastiszu, formalnej przesady i żartu mogą mieć mniej kontrowersyjne formy – jak nowe wcielenie pochodzącego z lat 90. biurowca przy ulicy Chmielnej w Warszawie. Tu inwestor nie zdecydował się na rozbiórkę przestarzałego obiektu (co jest powszechną praktyką), co więcej, postanowił jeszcze podbić wizualnie jego pochodzenie z czasów transformacji. Projektantka Anna Łoskiewicz z Łoskiewicz Studio opracowała koncepcję nowego wyglądu budynku, w którym kolory, kontrasty, zaskakujące połączenia i gry wizualne rodem z estetyki pop-artu tworzą charakter budynku. Współczesny postmodernizm przyświecał także projektantom pracującym nad przemianą ulicy Włókienniczej w Łodzi. Poddana szerokiej rewitalizacji, przez lata zaniedbana przestrzeń, także za sprawą architektury miała zmienić swoje oblicze. Kamienice przy Włókienniczej zmodernizowano, niektórym nadając zaskakujący wygląd, jak choćby poprzez umieszczenie na fasadzie jednej z nich zgeometryzowanych sylwetek kariatyd, na kolejnej pojawiły się graficzne powidoki detali architektonicznych, jeszcze inną skomponowano jakby z dwóch fasad, prostej i bogato dekorowanej.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Uśmiech Warszawy – mapa zmian w centrum, fot. Urząd Miasta Stołecznego Warszawy
Obrazek
webp_landscape_1620_copy.jpg
W 2010 roku Grupa Centrala i Sebastian Bałut zaprezentowali urbanistyczną koncepcję o nazwie Uśmiech Warszawy. W oparciu o badania, warsztaty i organizowane spacery odczytali na planie stolicy i podkreślili śródmiejski trakt ulic Mokotowskiej, Brackiej i Zgody, którego przebieg na mapie układa się w kształt kojarzący się z uśmiechem właśnie. To bez wątpienia pogodne i pozytywne skojarzenie wykorzystał warszawski ratusz, w 2019 roku „Uśmiechem Warszawy” nazywając koncepcję modernizacji tej części Śródmieścia. Teren ujęty w tym projekcie miał się stać bardziej zielony i przyjazny pieszym. I choć powoli owa wizja jest w mieście realizowana, nie przywołuje się już kontekstu uśmiechu.
Plac zabaw inspirowany Alicją w Krainie Czarów, ul. Frygijska, Warszawa, fot. Adam Burakowski/Reporter/East News
Ten jednak może budzić oddany do użytku w 2023 roku plac zabaw na warszawskich Bielanach. Choć tereny rekreacji dla najmłodszych zwykle są do siebie podobne, tu postawiono na autorski pomysł: wszystkie urządzenia i elementy małej architektury otrzymały formy inspirowane baśnią Alicja w Krainie Czarów w interpretacji Tima Burtona. Projektująca plac zabaw pracownia LS-Project sięgnęła po estetykę z filmowej wizji znanego reżysera, kreując między blokami osiedla Wrzeciono niezwykłą przestrzeń atrakcyjną tak dla dzieci, jak ich rodziców.
Często słyszy się opinie, że Polacy mało się uśmiechają – czy to z powodu ponurego charakteru, czy niedoboru światła słonecznego, nawet sami siebie oceniamy dość negatywnie. Może włączenie żartobliwych detali do przestrzeni, z których na co dzień korzystamy, zwiększyłoby liczbę uśmiechów na twarzach? Może warto zainspirować się dokonaniami przodków? Okazuje się bowiem, że nawet w dawnych epokach architekci sięgali po takie rozwiązania. W gotyckiej architekturze popularnym elementem były stalle – drewniane, bogato zdobione siedziska, ustawiane w prezbiterium dla wyższych rangą zakonników, kapłanów, uczestników nabożeństw. W wielu wiekowych katedrach do dziś znaleźć można takie, których autorzy bez wątpienia odznaczali się poczuciem humoru. Na przykład w katedrze Saint-Tugdual de Tréguier w bretońskiej miejscowości we Francji wsporniki siedzisk przedstawiają wypinających się w niewybrednych pozach mężczyzn bez spodni; zabawne scenki wyrzeźbiono w stallach w Bristolu w Wielkiej Brytanii czy w Nördlingen w Niemczech.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Siedzisko, Katedra Tréguier, Brittany, Francja, fot. SiGarb/CC BY-SA 3.0
Obrazek
treguier_29_2_edit.jpg
Za architektonicznego żartownisia można by pewnie dziś uznać cenionego malarza i architekta, Giulio Romano. Gdyby ten tworzący w pierwszej połowie XVI wieku artysta pracował dziś, na pewno okrzyknięto by go postmodernistą. Romano chętnie odchodził od utrwalonych standardów budowania: projektował uskokowe gzymsy, udające prawdziwe, bo namalowane podpory, a w półkoliście zamknięte nisze wstawiał trójkątne okna. Jak można się przekonać w szkockim opactwie w Paisley, gotyk dobrze łączy się także ze współczesnymi żartami. Ufundowany w XII wieku klasztor wiele razy był przebudowywany, niszczony i odbudowywany; do dziś zachowała się część średniowiecznych murów, które jednak w różnych epokach uzupełniano. I tak w latach 90. XX wieku na elewacjach naw świątyni pojawiły się nowe gargulce.
Gargulec z Paisley Abbey, Szkocja, fot. User:Colin / Wikimedia Commons /
CC BY-SA 3.0
Przedstawiające różne postacie rzeźby na gzymsach standardowo pojawiały się w średniowiecznych świątyniach – i w Paisley w ramach prac renowacyjnych postanowiono je odtworzyć. Ich autor postanowił jednak wprowadzić do średniowiecznych form element współczesności: jeden z gargulców ma formę ksenomorfa, „obcego” rodem ze zrealizowanego w 1979 roku filmu Alien Ridleya Scotta. I to właśnie ten gargulec na nowo rozsławił średniowieczne opactwo, przyczyniając się do zwiększenia jego turystycznej popularności.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Dom do góry nogami w Szymbarku na Kaszubach, fot. Dawid Lasociński/Forum
Obrazek
dom_do_gory_nogami_w_szymbarku_na_kaszubach_forum-0573410281.jpg
Architektura bywa tematem żartów, ale w niej samej niełatwo znaleźć zabawne elementy. Może szkoda? Zachowując proporcje i nie zamieniając budynków w zbiory śmiesznostek, byłoby miło czasem uśmiechnąć się na widok nietypowego detalu, koloru, rozwiązania przestrzennego. A może i my sami moglibyśmy niekiedy z większym dystansem i luzem oceniać obiekty, nie oczekując od każdego wyłącznie stonowanej elegancji, powagi i surowości. Doceniajmy architekturę, która wywołuje uśmiech.