Jak mieszkańcy Nowej Huty, którzy mówią, że są z Huty, a nie Krakowa.
Tak, Wilhelm też lubi podkreślać, że jest z Mościc. Wieczór odsłonięcia jego rzeźby zaczął się od pokazu filmu w Centrum Sztuki Mościce, po którym przeszliśmy do rzeźby, stojącej za stadionem i dworcem kolejowym. Cała kolumna ludzi szła na to otwarcie, w tym wiele elegancko ubranych starszych pań, sąsiadek Wilhelma. W pewnym momencie skręciliśmy i całej grupie nagle ukazała się rzeźba, która wygląda dość niekonwencjonalnie. I czuć było, że niektórzy nie wiedzą, o co chodzi. Ale wywiązała się ciekawa rozmowa, bo Wilhelm opowiedział o tym, skąd wziął się pomysł na tę rzeźbę. O zimnej wojnie i tym, że dorastając czuł, że mieszka w świetnym, znakomicie zaprojektowanym miejscu, gdzie masz blisko do szkoły, na basen, stadion, do kina, a z drugiej strony mieszkasz koło bardzo dużej fabryki chemicznej, w którą – jako ważny punkt strategiczny – zapewne wycelowane są jakieś rakiety i w każdej chwili wszystko może zostać wysadzone w powietrze. Jest to więc pomnik katastrofy, która ostatecznie nigdy się nie wydarzyła. Było dużo różnych głosów na temat tej rzeźby, ale nadal regularnie przyjeżdżają ludzie, by ją oglądać.
Zdarzało się, że chciałaś coś pokazać, ale powstrzymywałaś się uznając to za ryzykowne?
Kiedy zaczynałam tu pracować, prowadziłam projekt „Sekcja Sztuki Nowoczesnej: Alfabet polski”, cykl spotkań z młodymi artystami i ich wystawy. Przychodziła wtedy lokalna publiczność, dla której było to dziwne, że w galerii może być tylko jeden obiekt albo że na wystawie był tylko dźwięk. Wtedy zorientowałam się, że potrzeba okresu przejściowego, bo owszem, możemy realizować swój program i robić tylko wystawy ciekawe dla nas i środowiska, dobrze recenzowane, ale mam poczucie, że to jest publiczna galeria. Podatki mieszkańców tego miasta utrzymują naszą galerię i ona ma im służyć. Co nie znaczy, że zrobimy wszystko żeby im się przypodobać; potrzeby publiczności można kształtować, ale nie dzieje się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Trzeba dać ludziom trochę czasu i pokazać, że sztuka może wyglądać bardzo różnie.