U źródeł ludowej gościnności, czy też braku asertywności wobec wchodzącej bez zaproszenia fotografki, mogła leżeć niska samoocena społeczna i płynąca z niej potrzeba godnościowa. Znamienne w tym kontekście jest to, kto odmówił zdjęcia Zofii Rydet (wedle wspomnienia towarzyszącego jej Wojciecha Prażmowskiego):
To był czerwiec, zboże już wysokie; [...] jadę z Zosią, zatrzymujemy się na poboczu, bo co się dzieje: przez to zboże idzie kobieta. I tak jak można sobie wyobrazić połączenie osoby w kapeluszu, tak jak malował Wyczółkowski: słomiany kapelusz z dziurą taką w tym rondzie [...] Idzie kobieta w kapeluszu, ma kij i na tym kiju ma po prostu węzełek. My to widzimy, a ona [Zofia] mówi: „Zatrzymaj się, zatrzymaj się, muszę zrobić jej zdjęcie!”. Zaparkowałem, idziemy na spotkanie z tą panią. [...] Przepiękna pani, starsza pani, o przepięknej twarzy, i Zosia mówi: „O, jak pani pięknie wygląda, muszę zrobić pani fotografię, o, jakie to śliczne…”. I ta pani odzywa się i mówi tak: „Proszę nie robić mi fotografii, bo wyrządzi mi pani wielką przykrość”. Mnie zamurowało, Zosię zamurowało, i tak bokiem przechodząc, pani poszła dalej. Jak zjawa. Zosia, zdezorientowana, nie wiedziała, co to jest… [...] Piękną polszczyzną, z dumnie podniesioną głową… I Zosia mówi: „To musiała być osoba wysoko urodzona”.
Wiejski dom
Dom osoby wysoko urodzonej nie tylko w polskiej kulturze kojarzy się ze szlacheckim dworem. Wyróżnia go klasycystyczna bryła, kolumny u wejścia i reprezentacyjny ganek, a nade wszystko dostatnie życie rodzinne, upływające wśród wizyt i podwieczorków. Polski czytelnik zna je choćby z Przedwiośnia Stefana Żeromskiego (1925), tu poznaje rodzinę Wielosławskich oraz ich sielski dwór w Nawłoci. Fotografie Zofii Rydet nie zapraszają nas do Nawłoci, ani do jej późniejszych odpowiedników. Trafiamy raczej do Chłodka, małego dworku z przeciekającą podłogą i gnącymi się ze starości ścianami, wśród których urzędował ekonom państwa Wielosławskich; a precyzyjniej jeszcze – do chałup okolicznych chłopów, gdzie Cezary Baryka, ku zdumieniu ekonoma, poszukiwał „istoty życia”.
Pół wieku później w jego ślady poszła Zofia Rydet. Nie jednak ma sensu dociekać jej intencji i sentymentów. Zainteresowanie czymś nieznanym jest naturalne, chłopomaństwu nietrudno przeciwstawić fascynację miastem. Ciekawsze wydaje się pytanie, w jakim stanie fotografka zastała przysłowiowy Chłodek. Polska wieś, biedna i przeludniona w okresie międzywojennym – mieszkało na niej trzy czwarte polskiej populacji – doświadczona następnie wojną, tuż po niej doczekała się upragnionej reformy rolnej, zrealizowanej brutalnie przez władze komunistyczne. Przydziałowi ziemi po zdeklasowanym ziemiaństwie towarzyszyły przesunięcia granic państwowych i wielkie migracje ludności, a po kilku latach (nieudana) próba kolektywizacji powiększonych chłopskich gospodarstw. Lata 50. i 60. przebiegły pod znakiem industrializacji i odpływu ludności wiejskiej do miast (populacje miast i wsi zrównały się koło 1965 roku); lata 70. otworzyły czasowo gospodarkę na towary zachodnie, przyniosły wzrost konsumpcji i modernizację warunków życia – które, wbrew pozorom, docierały także na wieś.