Odwiedziłam Polskę w latach 80., ludzie w Anglii nie interesowali się swoją historią (chyba że byli historykami albo studentami historii). Ale ogół społeczeństwa nie interesował się swoją historią, polityka też nie była ich ulubionym tematem. Byłam zaskoczona, że moi polscy przyjaciele – muzyk jazzowy i dwie krakowskie aktorki – byli niezwykle dobrze wyedukowani w temacie polskiej historii na przestrzeni całej historii, posiadali też szeroką wiedzę w zakresie współczesnej polityki. Interesował ich cały świat, nie zetknęłam się z tym w Anglii. Do dzisiaj nie jest to zbyt powszechne, o czym możesz się przekonać, jeśli śledzisz wiadomości dotyczące mojego kraju i rządu (na pewno słyszałeś też o wydarzeniach wokół English National Opera). Ten kraj chce zniszczyć własną kulturę, a rządzący nie rozumieją, że bez kultury jesteśmy niczym. Jesteśmy niczym bez religii albo kultury. Czuję się zrozpaczona; śmierć kultury jest niemal tak bolesna jak śmierć człowieka. Kultura mówi o komunikacji, porozumiewaniu się i wyrażaniu rzeczy. Komunikować się to znaczy być człowiekiem, być żywym.
Może kryzys kultury jest potrzebny, żeby mogła się ona odrodzić?
Kultura zawsze będzie walczyła, żeby być na powierzchni, ponieważ jest dla nas – ludzi – wyjątkowo ważna. Nieważne, czy mówimy o muzyce, słowach, sztuce, czy o innych skomplikowanych rzeczach, zawsze będziemy to robić. Kiedy widzisz, że jest niszczona… Ale zawsze nastąpi odrodzenie.
Wielokrotnie pracowała pani w Rosji. Jak z perspektywy swoich doświadczeń postrzega pani obecną sytuację, wojnę z Ukrainą? Czy miała pani możliwość rozmawiać o tym z rosyjskimi znajomymi?
Moi rosyjscy znajomi, którzy uciekli, mają złamane serca, jest im wstyd, są zdruzgotani. Ci, którzy zostali, nie chcą ze mną rozmawiać. Nie wiem, czy mieli zablokowany dostęp do social mediów, gdy do nich pisałam? Wysyłałam też maile, ale nikt nie odpowiedział. Może nie mogą ze mną teraz pisać, ale myślę raczej, że po prostu chcą zatkać uszy.
Nie znam nikogo, kto powiedziałby, że Putin jest dobrym człowiekiem albo że jego działania mają sens. Jedna z moich znajomych z Teatru Maryjskiego mieszka teraz w Tbilisi. Jesteśmy w podobnym wieku. Jej rodzina wierzy państwowej propagandzie, traktują ją, jakby była szalona. To jedna z rzeczy, która łamią jej serce, czuje się bardzo odizolowana.