Na co najbardziej zwracasz uwagę słuchając muzyki?
Jara mnie zabawa głosem. W rapie kocham adliby (wykrzykiwane swobodnie wyrazy, słowa albo onomatopeje – przyp. red.), szukam ciekawych patentów produkcyjnych. Utwory Migosów słucham jak kazania w kościele! Bardzo mnie fascynuje, w jaki chory sposób Haiyti używa auto-tune'a – to jest u niej tak naturalne, jakby po prostu coś mówiła. Jara mnie ciekawa zabawa głosem.
Zwracam dużą uwagę na teksty. Lubię piosenki, z którymi mogę się silnie utożsamić i mieć poczucie, że coś łączy mnie z artystą lub artystką. Wtedy słuchaczka czuje się kimś wyjątkowym. Lubię czuć się wyjątkowa słuchając muzyki, kiedy artysta opisuje moją historię. W tym momencie czuję się połączona z tym artystą i mam poczucie że tylko on mnie rozumie. To jest niesamowite poczucie wyjątkowości i zrozumienia, to kocham w muzyce i relacji artysta-odbiorca.
Zwracam też uwagę na zapamiętywalność. "It's all about the hooks" – powiedziała ostatnio Adele.
"It’s all about the hooks", ale poza tym dzisiejsi muzycy pełnią często rolę influenserów. Kiedyś trafiłem na twoje relacje na Instagramie, jechałaś ze swoimi psami samochodem i przez kilka godzin opowiadałaś o swoim życiu, dawałaś rady fanom i fankom.
O yeah, dobry czas, żeby trafić na mojego storiesa. Wielu muzyków pełni dzisiaj rolę influenserów, szczególnie w rapie. Nie mamy wyjścia – chcesz robić zajebiste klipy? Musisz mieć sponsorów. Żeby mieć sponsorów, musisz mieć współpracę z markami. Nie ukrywam, że w czasie pandemii pomogło mi to przeżyć; głównym źródłem zarobku muzyków są koncerty, dużo ludzi straciło na długie miesiące wszystkie zarobki.
Zawsze dobrze się odnajdywałam w sferze marketingowej. Lubię śledzić statystyki, czytać o algorytmach, po prostu sprawia mi to przyjemność. Lubię gadać do ludzi, staram się dzielić ze słuchaczami swoimi przemyśleniami. Dla wielu młodych osób jestem autorytetem. Trochę ciężko mi w to uwierzyć, ale chciałabym wykorzystać swoją platformę do tego, żeby powiedzieć rzeczy, których sama nie wiedziałam. Moi odbiorcy utożsamiają się z moją muzyką, więc mają podobną wrażliwość. Namawiam na terapię ludzi, którzy mają problemy. I chcę, żeby moi słuchacze nie czuli się dziwni na tym świecie, bo mam wrażenie, że wrażliwe osoby są bardzo niezrozumiałe.
Przeglądasz statystyki, więc wiesz, kim są twoi odbiorcy. Kto słucha Dziarmy?
Największa grupa moich słuchaczy to osoby w wieku 18-24 lat. Kobiety i mężczyźni, z niewielką przewagą kobiet (kiedyś dziewczyny zdecydowanie przeważały). Na drugim miejscu są nastolatkowie w wieku 15-18, dalej osoby po trzydziestce. Mam nawet trochę odbiorców 65+, co ciekawe - są to mężczyźni. Myślę, że to oni mogą być nadawcami wiadomości o treści: "Śpisz?".
Odpisujesz?
Nigdy nie odpisuję na te flirciarskie DM-y, bo mam chłopa. Na szczęście znalazłam już swoją osobę. Przeraża mnie myśl, że musiałabym zaprosić kogoś do swojego życia – w muzyce i mediach społecznościowych jestem otwarta, ale prywatnie mam wielkie problemy z zaufaniem obcym ludziom.
Są rzeczy, których nie pokazujesz w swoich mediach społecznościowych ze względu na młodych słuchaczy?
Tak, jest trochę takich rzeczy. Lubię sobie zapalić, ale nie afiszuję się z tym w internecie. Kiedyś bardziej afiszowałam się a tu z papieroskiem, a tu z czymś innym, ale to jednak nie jest fajne.
W utworze "Pinokio" staram się pokazać rzeczywistość warszawskich imprez od drugiej strony. Zauważyłam, że młodzi odbiorcy i młodzi artyści potrafią się zachłysnąć tym światem – poznali pięć sławnych osób i walili z nimi koks w kiblu. Ale to jest dla człowieka destrukcyjne, po dwóch tygodniach melanżu siada ci psycha. Kroplówka ci psychiki nie naprawi, gloryfikowanie melanżu nie jest fajne.
Sama nie biorę dragów i chciałabym powiedzieć młodym odbiorcom, żeby też tego nie robili. Bez sensu, przecież możecie być zajebiści bez tego. Mówię to ze swoich doświadczeń i obserwacji. Niektórzy artyści mają mnóstwo hajsu, jadą ostro z melanżem i wydaje im się, że jest świetnie, ale w końcu siądzie im bania.
Miałaś całkowitą swobodę w projektowaniu albumu?
Tak, na całym longplayu miałam 100 procent mocy w podejmowaniu decyzji. Każdy pomysł, który przedstawiałam, był akceptowany, a przez tyle lat słyszałam od wydawców tylko "nie" i "nie".
Okładka płyty "DZIARMA", fot. Agata Wrońska
"DZIARMA" jest połączeniem oblicza osoby wrażliwej, ciepłej z osobowością boss bitch – zimnej, zdystansowanej i niezniszczalnej, która prze do przodu i ma w dupie hejterów. Na okładce mam ścięte warkocze, przyczepiam do nich róże. Chciałam pokazać, że w tych mocnych babkach jest delikatność i kobiecość, której nie warto się wstydzić. Często słyszę od koleżanek, że nie czują się dobrze będąc zlepkiem różnych skrajnych emocji, ale trzeba to zaakceptować.
Czy okładka i klipy są równie ważne jak muzyka?
Myślę, że tak. Do okładki podchodziłam bardzo emocjonalnie. Zadebiutowałam po tylu latach, w końcu będę mogła wziąć w ręce swoją płytę. Kilka miesięcy temu wydałam epkę "V", ale ona ukazała się tylko w wersji cyfrowej. Zwracam dużą uwagę na warstwę wizualną rzeczy, które robię. Moje działania są przemyślane od początku do końca.
Słuchacze rapu często krytykują swoich idoli za brak autentyczności. Trudno nam oddzielić twórczynię od dzieła.
Jako wokalistka zwracam na to sporą uwagę, nie chcę wyjść na hipokrytkę. Szczególnie kiedy udziela się wywiadów, wielu dziennikarzy chce cię tylko ośmieszyć.
Czasami można nawinąć w numerze coś głupiego, ale to nie koniec świata. Są raperzy, którzy ciągle przeczą sobie sami i ja to rozumiem, ale lepiej nie robić z siebie idioty. W człowieku jest wiele skrajnych emocji i to jest spoko. Ale nadwyrężając swój wizerunek możesz stracić odbiorców. Tak jak Billie Eilish, która w ogóle nie pokazywała nagości, ostatnio pokazała skrawek ciała i odwróciło się od niej bardzo dużo fanów, nie udźwignęli tej zmiany. Trzeba pamiętać, że muzycy tworzą – tylko i aż – sztukę i opowiadają historie.