Tak przedstawili się „telepaństwu” w pierwszym wieczorze z Kabaretem Starszych Panów wyemitowanym przez Telewizję Polską w październiku 1958 roku:
Starszy Pan B: Tu Kabarecik Starszych Panów, to znaczy – przyjaciela i mój. Siedzimy sobie z przyjacielem na naszej ulubionej kanapce i na naszym ulubionym tle muzycznym.
Starszy Pan A: Jesteśmy ładnie, starannie ubrani: czarne żakiety, sztuczkowe spodnie, jasne kamizelki i getry, perłowe plastrony z perłą plastronową.
Starszy Pan B: Trzeba przyznać bez hipokryzji, że do tego jesteśmy przystojni. […] Jeden z nas z włosami tu i ówdzie przyprószonymi siwizną, a drugi z głową tu i ówdzie przyprószoną włosami.
Starszy Pan A: I tak to, to pogwizdujemy sobie, to toniemy we wspomnieniach…
Pan A to Jerzy Wasowski – kompozytor, Pan B to „ten drugi” – Jeremi Przybora. Tandem liryczno-muzyczny stworzyli, nim zostali Panami z telewizji. Już dekadę wcześniej współpracowali ze sobą w eterze, a konkretniej w Teatrzyku Uniwersalnym Eterek, satyrycznym programie emitowanym w Polskim Radiu od 1948 roku. Swoją drogą, gdy zaczęli się przedstawiać jako Starsi Panowie, to wcale nie byli tacy starzy – ten od słów miał 42 lata, ten od nut 45 lat.
Jak stwierdził Wiesław Michnikowski w rozmowie ze swoim synem, Marcinem (Tani drań, 2014) reprezentowali oni „pewien rodzaj elegancji duchowej, który wtedy nieomal znikł”. Sam Przybora zaś w swoich memuarach zapisał:
Zasadniczo „przyświecała mi idea” rozerwania się, zabawienia siebie i naszych odbiorców przez oderwanie się od szarej, nudnej, brzydkiej codzienności, od panoszącego się wokół nas prostactwa. Ale w założeniu nie miała to być jakaś kampania przeciw czemukolwiek. Po pierwsze dlatego, że nie mieliśmy „armat”, czyli założeń. Działaliśmy żywiołowo i spontanicznie. Dookoła nas było nudno i szpetnie. Ja się przeciw temu nie buntowałem, uważałem jeszcze wtedy, że to normalny bieg dziejów i społecznego awansu mas. Że stopniowo będzie się pewno robić ciekawiej i ładniej. Ale tęskniłem za elegancją oraz innym od istniejącego „wystrojem” codzienności i, pisząc teksty do Kabaretu, zacząłem dawać ujście tej tęsknocie. A Jerzy pewno (bo nie zdążyłem z nim o tym pogadać) czuł podobnie, przekładając to na elegancję swojej pięknej muzyki.
Muzyka Wasowskiego – choć wspaniała – zejdzie niestety w tej opowieści nieco na drugi plan, skupimy się bowiem przede wszystkim na słowie. Przybora sam o sobie mówił „niedopoeta-humorysta”, ale bliżej prawdy była Wisława Szymborska, która wystawiła mu taką laurkę: „Przybora – mistrzowskie połączenie piosenki lirycznej i żartobliwej. Mistrzostwo polega na tym, że nie widać szwów”.
Dominującymi tematami tekstów były oczywiście relacje uczuciowe i erotyczne – w przeróżnych odcieniach, była bowiem mowa w piosenkach Kabaretu także o związkach nieheteronormatywnych (Kapturek ‘62), poliamorii (Jeżeli kochać, to nie indywidualnie) czy praktykach BDSM (Tango Kat). Miał też Przybora rękę do kreowania atmosfery niesamowitości i groteski, no i wreszcie niezrównaną wyobraźnię językową. W swoich tekstach był również wyjątkowo wrażliwy na warunki atmosferyczne i o tym właśnie opowiemy poniżej.
Jesień