Trzech Hamletów
Na zdjęciu: Jerzy Stuhr i Anna Polony. „Aktorzy Starego Teatru w scenach i monologach z »Hamleta«”, reżyseria: Andrzej Wajda, 1981, Zamek Królewski na Wawelu, Narodowy Stary Teatr im. H. Modrzejewskiej w Krakowie, fot. Jerzy Ochoński/PAP
W latach 60. Wajda wraca do Wybrzeża z Hamletem, którego odczytuje przez pryzmat Stanisława Wyspiańskiego i jego Studium o Hamlecie. Jest to jego pierwsze – z czterech – teatralne spotkanie z tą szekspirowską tragedią.
Wybór Hamleta – jak pisała Joanna Walaszek w książce Teatr Wajdy – „do realizacji drugiego w życiu przedstawienia był wyborem odważnym i ryzykownym. A jednak w pewien sposób oczywistym”. Jej zdaniem Wajdę do konfrontacji z Hamletem ośmieliło to, że wówczas w kinach na całym świecie pokazywany był film Popiół i diament.
Sam Wajda wspominał po latach: „To przedstawienie najtrudniejsze do wystawienia. O nim marzy każdy aktor i każdy reżyser. Ale ja byłem wtedy młody i miałem takie głębokie przekonanie, że wszystko mogę zrobić. Nawet Hamleta. Poprzewracało mi się w głowie. Ale bez tego trudno jest być reżyserem”.
Początkowo w rolę duńskiego księcia wcielić miał się Gustaw Holoubek, ale ostatecznie otrzymał ją młody Edmund Fetting, o którym pisano, że jest Hamletem „bohaterskim i lirycznym”, „chłodnym” oraz „oszczędnym w środkach”.
Dlaczego jednak Wajda po sukcesie Kapelusza pełnego deszczu nie obsadził w roli Hamleta Cybulskiego? „Wydawało mi się, że Cybulski nie jest w stanie wypowiedzieć tego tekstu, że przy jego niechlujności mówienia nie może grać Szekspira” – tłumaczył. W kuluarach mówiło się natomiast, że Wajda nie był pewien, czy Cybulski w ogóle nauczy się kwestii, aktor znany był bowiem z improwizacji.
Po latach reżyser żałował tej decyzji, przyznając na antenie Radia Gdańsk: „Dzisiaj bez chwili namysłu wziąłbym Cybulskiego niezależnie od wszystkiego. Miałby napisane teksty na kulisach, na podłodze, na dekoracji i rekwizytach, byle tylko on grał”.
„Aktorzy Starego Teatru w scenach i monologach z »Hamleta«”, reżyseria: Andrzej Wajda, 1981, Zamek Królewski na Wawelu, Narodowy Stary Teatr im. H. Modrzejewskiej w Krakowie, fot. Krzysztof Wojcik / Forum
Po Hamleta Wajda sięgnął ponownie ponad 20 lat później. Mówił wówczas tak:
Ciągle nie byłem gotowy zmierzyć się z nim [„Hamletem”] ponownie. Wtedy [1960] był to po prostu odruch młodości […] Teraz to była sprawa bardzo długiej decyzji. […] W czasie, w którym żyjemy, człowiek szuka bardziej niż kiedykolwiek czegoś stałego, do czego mógłby się odwołać. Tego rodzaju wartości odnajdujemy właśnie w „Hamlecie” […] Równocześnie zaś w całej naszej historii nigdy jeszcze nie znaleźliśmy się w takiej sytuacji jak Hamlet, przy czym wybory, przed którymi stawia nas rzeczywistość, są daleko trudniejsze niż te, przed którymi Szekspir postawił księcia duńskiego. Dlatego też dziś, bardziej niż kiedykolwiek, Hamlet jest nam bliski, jest postacią, z którą można by się identyfikować.
W czerwcu 1981 roku Wajda zrealizował na wawelskim dziedzińcu wydarzenie plenerowe zatytułowane Aktorzy Starego Teatru w scenach i monologach z „Hamleta”, kolejny raz filtrując Szekspira przez Wyspiańskiego (stąd też takie, a nie inne, miejsce prezentacji. Autor Wesela wskazywał bowiem w swoim studium, że najtrafniejszą krakowską scenografią do działań Hamleta jest właśnie Wawel). Tego samego roku w listopadzie – już w budynku Starego Teatru – wystawił Tragiczną historię Hamleta księcia Danii. W obu tych spektaklach Hamleta zagrał Jerzy Stuhr, Ofelię – Anna Polony.
Na spotkaniu z dziennikarzami, tuż przed premierą, Wajda wspomniał: „Cała sprawa, z Hamletem […] zaczęła się po tragicznej śmierci Konrada Swinarskiego, który, jak wiadomo, nie dokończył Hamleta w Starym Teatrze”, bo w 1975 roku zginął w katastrofie lotniczej pod Damaszkiem.
Nowy krakowski Hamlet musiał być zatem – przekonywała Irena T. Sławińska w „Trybunie Robotniczej” – „zupełnie inny a równocześnie w pewnym stopniu nawiązujący do niezrealizowanej legendy Swinarskiego”.
Kolejny raz uwagę osób piszących o teatrze przykuł sposób prowadzenia aktorów. Małgorzata Dzieduszycka komentowała w „Odrze”:
Wajda zaskoczył wszystkich: obsadził w roli Hamleta Jerzego Stuhra. Wydawało się, że nic z tego nie będzie. Stuhr kojarzy się nam z hochsztaplerem „Wodzirejem” z filmu Feliksa Falka i z podobnymi cwaniakami. Tymczasem ten Hamlet okazał się znakomity. Ludzki, pełen ciepła, od pierwszej chwili wzbudza zaufanie. Hamlet Stuhra bardzo wyraźnie zmienia się wraz z rozwojem akcji. Początkowa spontaniczność zanika. Staje się skąpy w gestach, rozważny w słowach. Refleksyjność przechodzi w spryt, wrażliwość przeradza się w przebiegłość.
Chociaż – wspominał Stuhr – nie wszyscy byli zadowoleni z takiego wyboru: „Wychodziłem na scenę i czułem niemy krzyk widowni: »Jak śmiesz, Wodzireju, ubierać się w kostium duńskiego księcia?« i miałem cztery godziny na przekonanie ich, że mam prawo”.
Grać Hamleta oznaczało – i oznacza do dziś – konfrontację z wyobrażeniami, oczekiwaniami publiczności oraz z rolami innych aktorów, które zapisały się w historii teatru. Jak przekonywała Joanna Walaszek w książce Teatr Wajdy:
Akceptacja Stuhra w roli Hamleta zależała w dużej mierze od nastawienia widza. Jeśli szukano w nim konsekwentnej czy też wyrafinowanej artystycznie kreacji, Stuhr przegrywał – albo wygrywał tylko we fragmentach roli. Kiedy widziano w nim aktora – człowieka zmagającego się z rolą Hamleta, z pasją, oddaniem, wysiłkiem i odwagą obnażenia nawet swoich słabości i ograniczeń, budził szacunek i poczucie wspólnoty losu.
Samo przedstawienie było różnie odbierane. Andrzej Żurowski w „Faktach” nie krył swojego rozczarowania: „Żal. Ogromny żal. Dzieło, na które czekało się jako na wielką projekcję stanu naszych marzeń i wyobrażeń, okazało się lustrem w rozpryskach”. Krytyk interpretował spektakl Wajdy przez pryzmat wydarzeń z sierpnia 1980 roku:
[P]orażka Wajdy jest figurą totalnej porażki teatru Polski posierpniowej. Klęski, jakiej nie zna scena narodowa od lat kilkudziesięciu. Porażka Wajdy nie jest jego prywatną klęską – jest klęską sztuki, która w ekstremalnej sytuacji narodu ni rzeczywistości dogonić nie potrafi, ni przystanąć na chwilę w biegu ku refleksji nad dookolnym światem nie jest w stanie.
Premiera trzeciego Hamleta odbyła się dwa tygodnie przed ogłoszeniem stanu wojennego. Wajda w styczniu 1982 roku wysłał list do dyrekcji Starego Teatru, w którym protestował przeciwko wznawianiu spektaklu, ponieważ w Warszawie pojawiały się wówczas pomysły jego bojkotu. Ostatecznie przedstawienie nie tylko było regularnie grane (za zgodą reżysera), ale również cieszyło się ogromnym zainteresowaniem wśród publiczności, która – za sprawą politycznych okoliczności – odczytywała je zupełnie inaczej niż na początku.
Jak pisał później Stuhr w liście do Wajdy: „Teatr stał się znowu – jedynym – miejscem spotkania ludzi i wysłuchania kilku słów prawdy”.