Kiedy pod koniec 2024 roku w ramach projektu Przestrzeń dla sztuki, zostały zaprezentowane trzy ekspozycje: Krystyna Zachwatowicz-Wajda. Konstelacje, które przybliżały trzy aspekty pracy jej pracy – jej relacje z autorem utworu, reżyserem i autorami, organizatorzy wystaw mówili:
Doceniając ogromny dorobek wybitnej scenografki Krystyny Zachwatowicz, pragniemy w trzech ekspozycjach poświęconych jej twórczości przywołać choćby namiastkę teatru, który współtworzyła.
A Krystyna Zachwatowicz-Wajda współtworzyła teatr z najlepszymi: Konradem Swinarskim, Jerzym Jarockim, Jerzy Krasowskim, Krystyną Skuszanką, Andrzejem Wajdą. Przez prawie 30 lat, do 1999 roku była scenografką w Teatrze Starym w Krakowie, wcześniej pracowała w Teatrze Polskim w Warszawie, Teatrze Polskim we Wrocławiu, Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie czy Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. Kogo więc można byłoby zapytać o pracę scenografa, jak nie ją?
Eugenia Dąbkowska: Jak wspomina pani początki pracy?
Krystyna Zachwatowicz-Wajda: Zaraz po dyplomie w 1958 roku zaczęłam pracę jako scenograf w teatrach: w Gnieźnie i w teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Z tego okresu pamiętam najlepiej jedną rozmowę z reżyserem, który po obejrzeniu moich projektów dekoracji do Lilli Wenedy Słowackiego zapytał mnie: „Ale gdzie to się dzieje, Pani Krystyno?”, a ja mu odpowiedziałam: „W teatrze...”, wzbudzając tym samym jego szczere zdumienie, bo oczekiwał konkretnych wskazówek dla reżysera i aktorów: na polu, w lesie czy na zamku. Myślę, że moja odpowiedź najlepiej określa to, czego nauczył mnie profesor Karol Frycz: scenografia to nie ilustracja, ale twórcze przetworzenie tekstu dramatu teatralnego czy scenariusza filmowego.
Jak się zaczęła pani praca przy filmie?
Po spektaklu Biesy Dostojewskiego w Starym Teatrze w Krakowie w reżyserii Andrzeja Wajdy – do którego robiłam kostiumy i która to współpraca uświadomiła nam absolutną naszą zgodność – Andrzej zaproponował mi zaprojektowanie kostiumów do filmu Wesele.
Jest wielka różnica pomiędzy pracą scenografa w teatrze i w filmie. Widz w teatrze widzi aktora zawsze z tej samej perspektywy: z widowni. Dlatego w teatrze bardzo ważne są buty aktora – widzą je wszyscy widzowie. Natomiast w filmie kamera często zbliża się do aktora i w tym wypadku najistotniejsze są najdrobniejsze szczegóły kostiumu. Ale tylko te, które „widzi” kamera. Pamiętam, jak na początku realizacji filmu asystenci szli na plan zdjęciowy z Olgierdem Łukaszewiczem – zatrzymałam ich: „Idziecie na zdjęcia, a gdzie wybrane spodnie i skąd trampki ?!”. Uspokoili mnie, że to plan amerykański – tyle że ja nie wiedziałam, że to znaczy: „zdjęcia tylko zbliżeń”…
W jaki sposób zmieniała się pani praca na przestrzeni lat?
Zasady pracy w teatrze, które wpoił mi profesor Frycz, stanowiły dla mnie niezmienny i niepodważalny kanon. Dlatego moja odpowiedź będzie krótka – nie zmieniała się. To: bardzo uważne czytanie tekstu sztuki czy scenariusza, zapoznanie się z innymi realizacjami, szukanie pomysłów w różnych źródłach, szukanie własnych rozwiązań i ich konfrontacja z pomysłami reżysera. Tylko taka wspólna praca – scenografa i reżysera może dać naprawdę dobre rezultaty.