Język własny, czyli jak mówił pan Mićkiewicz
Adam Mickiewicz na fotografii Jan Mieczkowskiego. Fot. Polona.
Oprócz białorutenizmów, badacze odnaleźli także w języku Mickiewicza szereg innych cech charakterystycznych dla języka obszaru wileńsko-nowogródzkiego, które znajdują analogie w zjawiskach występujących w języku białoruskim. Co więcej, możemy się też domyślać, że wiele z tych charakterystycznych cech języka dzieła Mickiewicza w zakresie fonetyki, morfologii czy składni, znajdowało odzwierciedlenie w jego własnym języku mówionym, takim, jakiego używał na co dzień.
I tak, badacze zauważyli, że u Mickiewicza bardzo często ogólnopolskie zbitki śl/śn - pod białoruskim wpływem - przyjmują postać szl/szn. Mickiewicz pisze więc: “Bilet przyszle mój szpieg nieznajomy” - i możemy założyć, że podobnie mówił. Analogicznie zamiast wiśnia pisze “wisznia”, a zamiast zwierz i żmija - źwierz i źmija. Tym samym, można się domyślać, że mówił też “nieźmiernie”, “pośpieszał”, “pełźnie”.
Na poziomie składni charakterystyczne było u niego inne niż ogólnopolskie użycie zaimków, jak w takich wyrażeniach “[M]nie snu nie ma” lub “[C]oś mu zabolało w łokciu”, w “Tukaju”. Nie dziwmy się więc, jeśli w korespondencji Mickiewicza natkniemy się na zdanie: “głowa mi boli i kilka razy na womity porywało”. Podobnie, konstrukcje z bezokolicznikiem po czasowniku (zamiast zdania podrzędnego), znane z Mickiewiczowskich wierszy (“Stał w progu witać gościa” lub “uciekł w głębszem schować się ukryciu”), tłumaczą się na gruncie białoruskim, gdzie są czymś zupełnie normalnym.
Jak w białoruskim, czyli bez negacji, używa Mickiewicz zaimka (do)póki: “póki się wszystko rycerstwo obudzi” czytamy w “Grażynie”. I możemy być pewni, że nikt raczej nie oskarżyłby Wieszcza, że użycie tego zaimka jest rusycyzmem (jak to ma dzisiaj niekiedy miejsce w szkołach).
Podobnie jak jego filomaccy koledzy Zan i Czeczot, odmienia Mickiewicz słowa “czerpać” i “tupać” inaczej niż w dzisiejszej polszczyźnie (“Piękna Litwinka, co jej czerpa wody”, “Rykow gniewa się i dąsa, tupa nogami”). Mickiewicz używa też słowa mózg w liczbie mnogiej: “Zdarłby mu czaszkę z mózgów jak kapelusz z głowy” - w taki sposób rzeczownik ten funkcjonuje po białorusku. Z tytułu młodzieńczego wiersza wiemy zaś, że inne słowo na ziemniaka było dla niego rodzaju żeńskiego (ta „Kartofla”). Nie musimy dodawać, że tak samo jak po białorusku.
Choć cechy te mogą wydawać się błahe i nic nie znaczące, powinny być dla nas ważne, ponieważ pośrednio wskazują na to, jak mógł mówić sam Mickiewicz. Jak wiadomo, do końca życia zachował język mówiony nacechowany regionalizmami i - jak przystało na “starego Litwina”, kultywującego swój regionalny partykularyzm - był dumny ze swoistych, z perspektywy ogólnopolskiego języka literackiego, prowincjonalnych cech swojej mowy. Dowodzi tego także jedno ze wspomnień córki poety Marii Goreckiej:
“Nieraz słysząc nas mówiących, wzdychał, że mamy akcent bezbarwny, cudzoziemski: on byłby chciał słyszeć w naszych ustach tę mowę śpiewną litewską, która nade wszystko była mu miła.”
Zauważmy tylko, jak po raz kolejny w cytacie tym pojawia się przymiotnik “litewski”, wymazujący faktyczną “białoruskość” tych językowych cech. Cytat ten pokazuje też wagę mało uchwytnych w tekście pisanym cech języka mówionego. Przyjrzymy się mu za chwilę na papierze.