Józef Andrzej Szczepański
Czerwona zaraza
Czekamy ciebie – czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem – witanym z odrazą.
Czekamy ciebie – ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas gniotła butem
swego zalewu i haseł poszumem.
Czekamy ciebie, nasz odwieczny wrogu –
morderco krwawy tłumów naszych braci,
czekamy ciebie – nie żeby ci płacić,
lecz chlebem witać na zburzonym progu...
Żebyś ty wiedział – nienawistny zbawco –
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc – podstępny oprawco,
Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas – dzieci Wolnej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli...
Żebyś ty wiedział naszych dziadów kacie,
sybiryjskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć kląć tu wszyscy będą,
wszyscy Słowianie – wszyscy twoi bracia.
Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i ścierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.
Czekamy ciebie – nie dla nas, żołnierzy,
dla naszych rannych – mamy ich tysiące,
i dzieci tu są i matki karmiące,
i po piwnicach zaraza się szerzy...
Miesiąc już mija od powstania chwili,
łudzisz nas czasem dział twoich łomotem,
wiedząc, jak ciężko będzie znowu potem
powiedzieć sobie, że znów z nas zakpili.
Czekamy ciebie – ty zwlekasz i zwlekasz,
ty się nas boisz – i my wiemy o tym.
Chcesz, byśmy wszyscy tu legli pokotem,
naszej zagłady pod Warszawą czekasz.
Nic nam nie robisz – masz prawo wybierać,
możesz nam pomóc, możesz nas wybawić
lub czekać dalej i śmierci zostawić,
śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.
Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska – zwycięska narodzi.
I po tej ziemi nie ty będziesz chodzić
czerwony władco rozbestwionej siły.