Perkusista, kompozytor, producent, multiinstrumentalista poruszający się pomiędzy elektroakustyką, jazzem i eksperymentalną muzyką taneczną.
Choć pochodzący z Górnego Śląska Tymek Papior urodził się w 2003 roku, to swoim dorobkiem zasłużył już, by przyjrzeć się bliżej jego twórczości. Z pewnością pomógł w tym szybki start, bo już w wieku siedmiu lat podjął naukę w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych im. Wojciecha Kilara w Katowicach. Podobnie jak inny opisywany na tych łamach perkusista, Piotr Gwadera, Papior również rozpoczął od akordeonu guzikowego. Najwidoczniej radził sobie bardzo dobrze, skoro już w 2012 roku zdobył II miejsce w Wojewódzkim Konkursie Akordeonowym.
Pytany o powód, dla którego muzyczną edukację rozpoczął właśnie od tego instrumentu, Papior tylko rozkłada ręce: „Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego tak się wydarzyło. Może była za tym jakaś myśl, ale totalnie nie jestem w stanie sobie jej przypomnieć”. Dopingował go w tym ojciec – perkusista Marcin Papior – który później walnie przyczynił się jednak do tego, że syn na II stopień zdawał już na inny instrument: „Tata pomógł mi najbardziej w taki sposób, że kupił mi pierwszą perkusję i to wystarczyło” – konstatuje Papior.
Sytuacja, w której znalazł się Papior po dostaniu się do Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II stopnia im. Karola Szymanowskiego, mogła szybko się skomplikować – oto młody instrumentalista próbujący znaleźć własną drogę pomiędzy teoretykami w szkole i praktykiem w domu. Papior tłumaczy jednak, że ojciec raczej nie ingerował w jego naukę. Czasem coś mu pokazał, czasem z nim pograł, ale pozwalał, by syn do wszystkiego dochodził sam, nawet jeśli na tym etapie oznaczało to nie poszukiwanie własnej drogi, ale podążanie za wytycznymi swoich pedagogów: „W szkole wygląda to tak, że dostajesz lub wybierasz program i go realizujesz. Nauczyciel daje ci feedback, a ty pracujesz dalej, aż nadejdzie czas egzaminu. To, że można iść inną drogą, zrozumiałem samemu trochę później”.
Zmiana kierunku
Edukację muzyczną Papior zdobywał nie tylko w szkolnych murach. Jako czternastolatek zaczął jeździć na słynne warsztaty jazzowe do Chodzieży, brał także udział w zajęciach organizowanych przez odbywający się w Żorach festiwal Voicingers. Na tej śląskiej imprezie nie tylko rozwijał umiejętności, ale także zdobywał bezcenne znajomości. Jednymi z pierwszych muzyków, którzy zwrócili uwagę na nastoletniego perkusistę, byli pianista Paweł Kaczmarczyk i kontrabasista Alan Wykpisz. Niedługo później ten drugi zaprosił go do współpracy. Na scenie w Bańskiej Bystrzycy szesnastolatek wystąpili w trio z czeskim pianistą Vitem Křišťanem. „Chociaż teraz już tak nie gram, bo idę w inną stronę, to Alan pokazał mi dużo dobrej muzyki. Muzyki, która mnie zainspirowała i została ze mną do dziś, tak jak samo granie z Alanem” – wspomina Papior.
Po ukończeniu katowickiej szkoły muzycznej twórca kontynuował edukację w Holandii, ale ostatecznie na uczelni w Rotterdamie spędził niecałe cztery miesiące. Choć czas za granicą wspomina jako trudny, to właśnie wtedy przewartościował swoje myślenie o muzyce. Jak mówił w wywiadzie z Grzegorzem Tyszkiewiczem, zdał sobie sprawę z „genu sidemaństwa” – czyli skłonności wielu perkusistów do myślenia o swojej twórczości przede wszystkim przez pryzmat zespołu, a wręcz lidera takiego zespołu. W Holandii Papior postanowił wreszcie działać inaczej. Jak tłumaczy: „W Rotterdamie nie miałem za dużo grania i ogólnie byłem w złej sytuacji artystycznej i finansowej. Postanowiłem wtedy zrobić coś dla siebie i wydać w końcu swoją epkę”.
I tak w marcu 2023 roku ukazała się krótka płyta Wind. Wydawnictwo składało się z czterech utworów, w których prędzej słychać ambient i jawajski gamelan, nagrania terenowe i inspiracje Studiem Eksperymentalnym Polskiego Radia niż klasyczny jazz. Nie oznacza to od razu, że Papior odciął się od swoich korzeni, bo wciąż można go było usłyszeć na koncertach zespołów Alana Wykpisza czy w trio innego kontrabasisty – Pawła Pańty. Wind było natomiast wyraźnym znakiem, że perkusista wybrał dla siebie inny kierunek.
Jeszcze w tym samym roku ukazała się kompilacja Portrety 2, na którą trafił utwór Papiora. Jego Truffles Attack sąsiadowało z kompozycjami perkusistów reprezentujących różne środowiska: Miłosza Pękali, Wiktorii Jakubowskiej czy Zbigniewa „Inferno” Promińskiego. Do nagrania Papior zaprosił Pawła Stachowiaka – występującego pod pseudonimem Wuja HZG basistę, znanego m.in. z zespołów EABS i Błoto. Jak szybko się okazało, nie była to jednorazowa współpraca. W następnym roku nakładem wytwórni U Jazz Me ukazał się debiutancki album nagrywającego pod nazwą LUMBAGO duetu. To materiał stojący w rozkroku pomiędzy hip-hopem, jazzem, a nawet taneczną elektroniką (m.in. jungle). Przypomina trochę nagrania grupy Błoto – także w tym sensie, że groove wydaje się tu ważniejszy niż dopracowany koncept, skupienie na detalu. To raczej płyta, w której DNA jest wpisane, że najlepsze są pierwsze pomysły.
Bez ograniczeń
W 2024 roku nakładem wytwórni Coastline Northern Cuts ukazał się także debiutancki album samego Papiora zatytułowany Rugs/Carpets. Choć perkusista przyznaje, że lubi nagrania brudne i niedopracowane, na tej płycie trudno odnieść takie wrażenie. Od samego początku przyciąga uwagę selektywnym brzmieniem i instrumentalną wirtuozerią, wyraźnie uwidacznia się też pomysłowość kompozytora, który zaciera granice pomiędzy eksperymentalną elektroniką, muzyką klubową i współczesną awangardą. Oczywiście nie brak w Polsce perkusistów, którzy z sukcesem eksplorują podobne regiony, by wymienić tylko Huberta Zemlera, Qbę Janickiego czy Piotra Gwaderę, a mimo to Papiorowi udało się wypracować własny język. Nie bez powodu w kontekście jego debiutu przywoływani byli zarówno klasycy IDM-u, jak i Eli Keszler czy Valentina Magaletti.
Text
Brak repetytywności i skomplikowane struktury przypominają otwarte, algorytmiczne kompozycje Autechre, a gęstość i zawrotne tempo, w jakim pałeczki przebiegają po skromnym zestawie Papiora – drill’n’bass, ze szczególnym wskazaniem na twórczość Squarepushera. Perkusyjne konstelacje nie pozostają jednak w dźwiękowej próżni. Spowijają je elektroniczne smugi, subtelne szumy i amorficzne pomruki. Ma się wrażenie, jakby kompozycje lewitowały…
– pisał o Rugs/Carpets Bartosz Nowicki na łamach Dwutygodnika. Na płycie Papior nie tylko gra na perkusji, ale także obsługuje Mooga i instrumenty elektroniczne, gra na basie, harfie i – a jakże! – akordeonie. „Nie mam żadnych ograniczeń, korzystam ze wszystkiego, co mi się akurat w danym momencie podoba” – deklaruje artysta. Pomimo eklektycznego charakteru i pełnego zanurzenia w elektronicznych brzmieniach Rugs/Carpets otrzymało nominację do Fryderyka w kategorii Fonograficzny Debiut Roku – Jazz.
Eksperymenty w Laboratorium
W sierpniu 2024 roku ukazał się debiutancki album zespołu We do not pretend, w którego skład wchodzi Papior. Choć jego członkowie okazjonalnie posiłkują się elektroniką, płyta We do not pretend jest z gruntu jazzowa. Zwłaszcza gdy zestawi się ją z najnowszymi poszukiwaniami perkusisty, jak choćby trasa z Marcinem „Emiterem” Dymiterem i Khrystyną Kirik, podczas której trio improwizowało w obrębie eksperymentalnej muzyki elektronicznej, a także jego elektroakustyczny występ z Teoniki Rożynek podczas Warszawskich Spotkań Teatralnych.
Pytany o najbliższe plany artysta zdradza, że niedługo ukaże się płyta zawierająca jego nagranie z rezydencji w katowickim Laboratorium Nowych Mediów – Tonarium. „Będzie do obejrzenia cały koncert, który pięknie zarejestrował Antoni Grałek, a ze względu na to, że była to multikanałowa (36 kanałów) instalacja, to płyta będzie zmiksowana w systemie Dolby Atmos, żeby jak najbardziej oddawała vibe tego koncertu”.
Co poza tym? Trudno przewidzieć, bo szerokie zainteresowania, swoboda, z jaką porusza się po różnych gatunkach, a także bogaty asortyment obsługiwanych przez niego instrumentów sprawiają, że przed Papiorem wiele otwartych furtek.