Jak sam przyznaje, wychował się w internecie i może dlatego jego styl jest tak bardzo eklektyczny. W elektronicznych utworach Ploskiego chodzi jednak nie o stylistyczne napięcia, ale wyrażanie emocji i próbę uporządkowania kolosalnej codzienności. W 2025 roku utwór producenta znalazł się na ścieżce dźwiękowej ostatniego sezonu amerykańskiego serialu Stranger Things.
„Nie miałem żadnej formalnej edukacji i przez to nawet teraz, po tylu koncertach i wydawnictwach, czuję się jak totalny impostor – jak bootleg artysty, podróba wykonawcy, pucybut w świecie muzy” –wyznaje Julek Ploski (właściwie: Julian Płoski), jeden z najciekawszych dziś polskich producentów muzyki elektronicznej. Użyte przez niego słowo „impostor” może oznaczać zdrajcę albo współczesnego Dyzmę i kilka lat temu było nominowane do tytułu Młodzieżowego Słowa Roku. Nic dziwnego, że pojawia się w wypowiedzi Ploskiego, który pomimo pokaźnej dyskografii skończył zaledwie 26 lat.
A wszystko zaczęło się w domu. Ploski wspomina, że poza tym, że nie chodził do szkoły muzycznej, jako nastolatek nie grał też w zespole, nie występował na imprezach – siedział w domu, mało spał i eksplorował wirtualny świat: „Aż do studiów mój świat nazywał się »kompik i ja«, bo zachwycało mnie to, że dzięki niemu mogę zrobić wszystko: programować, montować filmy, korzystać z Photoshopa, pisać eseje, robić muzyczkę…”.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Julek Ploski, fot. dzięki uprzejmości artysty
Obrazek
julian_ploski.jpg
Ploski szybko zaczął robić bity także dlatego, że muzyka zawsze wypełniała jego dom. Dziś przyznaje, że bardzo wiele muzyki poznał dzięki rodzicom, którzy mają bardzo szerokie horyzonty, więc podrzucali mu zarówno art pop, hip-hop, jak i klubową elektronikę. Artysta śmieje się, że nawet dubstep poznał za sprawą ojca. A była to inspiracja tym ważniejsza, że sukces takich twórców, jak Skrillex, czyli tzw. bedroom producents (muzyków tworzących bez profesjonalnego studia i na ogólnodostępnym oprogramowaniu), dodał Płoskiemu pewności siebie.
Zakupy zdekonstruowane
Pierwszy album Ploskiego – Tesco ukazał się w 2018 roku. W udzielonym wówczas wywiadzie dla portalu Nowa Muzyka producent tłumaczył, że zaczął myśleć o nagraniu tej płyty już w pierwszej klasie liceum. Choć w tym okresie jego proces twórczy zmieniał się często wraz z poznawanymi programami i rozwijanymi umiejętnościami, kluczowe pozostawało w nim cięcie i modyfikowanie nagrań terenowych. Stąd zawarte w tytule Tesco nie jest żadną artystyczną metaforą, ale raczej scenerią czy wręcz bohaterem debiutanckiego albumu Ploskiego.
Rzeczywiście istotną inspiracją do nagrania tej płyty były regularne wizyty producenta w lokalnym supermarkecie. W notce towarzyszącej wydawnictwu Ploski zwracał uwagę na to, jak wszechobecne pikania, szmery i inne rozchodzące się z halowym pogłosem dźwięki przez lata nakładały się na muzykę grającą mu w słuchawkach podczas robienia zakupów. Tesco wydaje się więc naturalnym rozwinięciem tego akustycznego doświadczenia. Nie chodziło jednak tylko o wierne oddanie sklepowego soundscape’u, bo jak dodaje producent: „To była też fajna zabawa, która odrywała mnie trochę od prawdziwego świata i dawała jakąś pokraczną iluzję kontroli”.
Choć Ploski przyznaje, że nie miał wielkich oczekiwań dotyczących swojego debiutu, ponieważ zupełnie nie znał środowiska muzycznego ani jego preferencji, to Tesco spotkało się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem krytyki. Na blogu 1uchem/1okiem pisał o nim Bartosz Nowicki: „Materiał ujawnia talenty dekonstrukcyjne Płoskiego, który wykuwa subtelne melodie i rytmiczne formy z amorficznego śmietniska szumów, pogłosów i glitchy. Dramaturgia Tesco jest kreowana stopniowo, bez pośpiechu, w finale zaś doprowadza do spektakularnej, wielowątkowej kulminacji […]. Warta podziwu jest tutaj powściągliwość kompozycyjna i dramaturgiczna twórcy godna doświadczonego producenta”.
Halucynacje
Podobnie jak Tesco, drugie wydawnictwo Ploskiego ma eksperymentalny charakter i pewne znamiona albumu konceptualnego. Jak wskazuje tytuł płyty (śpie), kolejne utwory próbują oddać stan pomiędzy jawą a snem. Stąd nierzadko zaburzona logika tych muzycznych opowieści, „popsute” melodie, przeskoki z nastroju w nastrój. Ta glitchowa estetyka i zderzanie ze sobą popowych elementów z rozwiązaniami stricte eksperymentalnymi sprawiły, że producenta zaczęto porównywać do artystów, takich jak Daniel Lopatin czy – przede wszystkim – Arca. Nieprzewidywalność śpie i wynikający z niej niepokojący charakter tej płyty mają jednak rodowód przede wszystkim w życiu osobistym twórcy:
Text
śpie powstawało w ogromnych bólach – pierwszy raz sięgałem po pomoc psychiatryczną, pierwszy raz wchodziłem na serio w psychoterapię, a na co dzień dręczyły mnie paskudne paraliże senne. W nocy się nie wysypiałem, bo byłem przerażony, a za dnia bolało mnie całe ciało, łaziłem w jakiejś silnej derealizacji. Przysypiałem na wykładach i w autobusach, gdzie miałem kolejne paraliże senne. Bywało nawet, że miałem ich po trzy-cztery na dobę. To była jakaś niekończąca się spirala życia w halucynacji i O TYM jest album albo TYM jest ten album.
Poszatkowany charakter śpie, jego eklektyzm i przytłaczający charakter są z jednej strony wypowiedzią artysty przytłoczonego przez codzienność, ale z drugiej – skutkiem ubocznym hiperaktywności, która była dla Ploskiego sposobem na ucieczkę od własnych myśli. Producent wspomina, że w tamtym okresie zaczynał dzień od słuchania muzyki konkretnej, a kończył słuchaniem deconstructed clubu. W ciągu dnia codziennie chodził do kina – na cokolwiek, byleby nie zostać sam na sam ze swoimi przemyśleniami. Z tego powodu Ploski przyznaje, że niechętnie wraca do śpie, którego to albumu wciąż nie potrafi oswoić.
Poza ironię
W czasie nagrywania drugiego albumu Ploski był już studentem. Zaczął od Warszawskiej Szkoły Filmowej, ale studia magisterskie kończył już na Wydziale Sztuki Mediów warszawskiej ASP. Uczęszczał tam m.in. na zajęcia prowadzone przez Wojciecha Bąkowskiego, który trafnie odczytywał muzyczne pomysły swojego studenta i poddawał je wnikliwej analizie. Podczas jednej z takich rozmów wykładowca miał powiedzieć Ploskiemu, że ten najwidoczniej urodził się już z ironią. I to też – zdaniem producenta – było trafne rozpoznanie.
Text
Zawsze mówię, że wychowałem się w internecie i serio się tak czuję. Wiele gestów, które można uznać za ironiczne, wykonuję zupełnie intuicyjnie, są we mnie wrośnięte tak głęboko, że nie zdaję sobie z nich nawet sprawy. Inna sprawa, że bronienie się przed łatką ironisty straciło sens, bo piszę utwór tak bardzo na serio, że aż mi zęby zgrzytają, a ktoś w tym później widzi głównie humorek… i to jest ok. Nie powinienem chyba rościć sobie prawa do sposobu, w jaki jest odbierana moja muzyka.
Choć internetowa persona Ploskiego lubi posługiwać się humorem, który odnajdziemy także w tytułach jego utworów czy towarzyszących im opisach, to jego muzyka powstaje przecież nierzadko z poważnych pobudek. Wspomniałem już o kontekście powstawania albumu śpie, ale warte przytoczenia są również okoliczności, jakie towarzyszyły nagrywaniu epki Human Sapiens. To wydawnictwo, które za sprawą swojego nastroju znajduje się na przeciwnym biegunie niż jego poprzednik. Ekstatyczna, taneczna płyta ma jednak nie tylko użytkowy charakter. To także zestaw piosenek nagrany na przekór homofobicznym, dehumanizującym wypowiedziom, których liczba eskalowała wówczas w polskiej debacie publicznej.
Text
W tamtym okresie wypluwałem z siebie masę ekstremalnie plastikowych bitów i mało co było tak przyjemne, jak to doświadczenie. Fajnie było się przekonać, że o rozpaczy można opowiadać w formie przegiętych, spazmatycznie zasuwających rytmów. Human Sapiens mieści w sobie więcej niż bezradność – jest w niej też być może jakaś modlitwa, jakaś i nadzieja.
Życie w blockbusterze
Temat ironii powraca na trzecim albumie Ploskiego zatytułowanym Hotel*****. Artysta przyznaje, że próbuje się nim mierzyć zarówno z „kolosalną codziennością”, jak i swoim internetowym, będącym na granicy parodii wizerunkiem. Stąd właśnie na wydanej w 2023 roku płycie tyle podniosłych momentów i wyrazistych gestów.
Inna rzecz, że charakter albumu Hotel***** jest też przedłużeniem fascynacji producenta muzyką filmową. W okresie nagrywania tej płyty styl Ploskiego doczekał się nawet łatki: „trailer-core”:
Text
Od zawsze oglądałem mnóstwo filmów, ale jednak w ogromnym pędzie, więc nieszczególnie słuchałem soundtracków. Na szczęście zmieniło się to parę lat temu. Rzeczywistość wciąż wydaje mi się skomplikowana, niemierzalna, ale muzyka filmowa potrafi to wszystko trochę uporządkować i zrytmizować. Niby wiem, że życie nie jest jak film i niby nie chcę, żeby było jak film, ale z drugiej strony mam silne poczucie, że żyję w blockbusterze.
Hotel***** zebrał bardzo pozytywne recenzje. Na łamach Dwutygodnika tak pisał o tej płycie Paweł Klimaczak: „»Hotelowi *****« łatwo zarzucić operowanie kodami, których czytelność zatrze się wraz z upływem czasu. I gdyby to była pusta żonglerka stylistykami […], zgodziłbym się na wrzucenie tej płyty do kategorii sprawnych i sprytnych ciekawostek, nic ponad to. Ale emocjonalny ładunek, wstrzyknięty przez Julka Ploskiego do radykalnych zabiegów stylistycznych, awansuje »Hotel *****« do miana dokumentu współczesnego ludzkiego doświadczenia”.
Muzykę skomponowaną na Hotel***** wnikliwej analizie poddał też Bartek Chaciński. W recenzji opublikowanej na blogu Polifonia zwracał uwagę na to, jak producent buduje atmosferę albumu, generując brzmienie orkiestrowe. W opinii autora misternie poprowadzone kompozycje i towarzyszący im nastrój sprawiają, że bliski producentowi eklektyzm niekoniecznie trzeba czytać w kategoriach żartu czy tworzenia dystansu. Chodzi raczej o budowanie suspensu, oddawanie emocji.
Album Hotel***** ukazał się nakładem amerykańskiej wytwórni Orange Milk specjalizującej się w wydaniu eksperymentalnej elektroniki i dźwiękowych kolaży. Ploski przyznaje, że zaproszenie do współpracy przez wydawcę, którego katalog śledził od lat, to dla niego ważna cegiełka w procesie budowania własnej wartości. Poza tym już teraz widzi, że dzięki tej współpracy dotarł do nowych słuchaczy spoza Polski.
W najbliższych planach Ploski ma wydanie albumu dla słowackiej wytwórni mappa oraz kolejnej epki. W listopadzie 2024 w Komunie Warszawa odbyła się premiera spektaklu M4G1C BL0W, do którego skomponował muzykę. Ponadto artysta ma w planach wydanie albumy ze swoim nowym zespołem, nagrywanie mashupów i prowadzenie wytwórni BFF Music. Mimo że, jak sam uważa, „ogólnie za dużo tego”, muzyk nie wydaje się wcale tracić tempa. W 2025 roku jego utwór Car Boy znalazł się na ścieżce dźwiękowej wyczekiwanego, ostatniego sezonu amerykańskiego serialu Stranger Things. Sukcesem polskiego producenta zainteresowała się „Gazeta Wyborcza”, na której łamach ukazał się wywiad z Ploskim przeprowadzony przez Krzysztofa Nowaka. Niezależnie od globalnej skali tego osiągnięcia jedno jest pewne: muzyk jeszcze nie raz zaskoczy.