Rozchwytywany jako instrumentalista, ceniony jako improwizator, Rogiewicz z biegiem lat coraz częściej realizował się także w innych rolach: kompozytora, lidera, a nawet dyrygenta. Prowadzenie orkiestry przypadło mu w udziale przy okazji najbardziej medialnego przedsięwzięcia sygnowanego marką Lado ABC – albumu "1976: A Space Odyssey" nagranego przez Zbigniewa Wodeckiego z towarzyszeniem Mitch & Mitch Orchestra and Choir. – Było to oczywiście wielce stresujące, ponieważ pierwszy raz stawałem przed orkiestrą, w dodatku Narodową – wspomina Rogiewicz. – Mimo wszystko, to nie była symfonia Mahlera, tylko zwiewne aranże, trzymane rytmicznie w garści przez perkusję i bas. Moja rola polegała tu głównie na byciu łącznikiem pomiędzy światem "wariatów z gitarami" a "poważnych ludzi ze skrzypcami".
Szlify w prowadzeniu dużego – choć nie tak dużego – składu, artysta zdobywał, występując w zespole Jerz Igor, czyli grupie specjalizującej się w tworzeniu eleganckich, bogato skomponowanych kołysanek i piosenek dla najmłodszych. Choć nominalnie zespół to duet (drugą połówką jest Igor Nikiforow), w nagrywaniu albumu "Mała płyta" wzięło udział kilkanaścioro muzyków. – Pierwszy pomysł był bardzo skromny: nagrać płytę dla mojego syna, który miał się niedługo urodzić, żeby mógł sobie posłuchać moich kołysanek, kiedy będę grał koncert gdzieś daleko – tłumaczy Rogiewicz. – W Jerzu nauczyłem się czegoś, co wydawało mi się dawniej niemożliwe: wspólnego komponowania w bezstresowej atmosferze. Okazało się, że wymyślanie muzyki może być łatwe i przyjemne, a do tego dawać bardzo fajny efekt. Spore zaskoczenie! Odbiór muzyki przez dzieci to już wisienka na torcie.
W ostatnich latach Jerzy Rogiewicz coraz częściej realizuje swoje marzenia z lat nastoletnich, komponując muzykę do filmów. Duża w tym zasługa Jerza Igora, dzięki któremu środowisko przestało postrzegać artystę jedynie jako instrumentalistę. Zaczęło się od pracy przy serialu, a potem pojawiły się zlecenia od twórców pełnometrażowych fabuł. Rogiewicz jest autorem ścieżek dźwiękowych do takich filmów jak "Krew Boga" (2018), "Tarapaty 2" (2020), "Miasto" (2021), "Fucking Bornholm" (2022). – Są filmy, przy których można poszaleć i poeksperymentować, i takie bardziej masowe, przy których nie ma na to miejsca – tłumaczy. – Ja bardzo lubię dziwność, wymyślanie nowych brzmień, mam duże szczęście pracować z reżyserami i reżyserkami, którzy są na to otwarci. Stąd możliwość pracy z dużym składem, ale też nagrywanie tarcz hamulcowych, beczek po oleju, własnoręczne granie na basach ludowych, tworzenie elektronicznych chórów z dziesięciu okaryn – to wszystko sprawia, że się nie nudzę.