W drugiej połowie lat 80. Kultura Zrzuty, choć dalej istniała, uległa "rozluźnieniu", a poszczególni artyści podążać zaczęli indywidualnymi ścieżkami. Narastał konflikt Kryszkowskiego z Markiem Janiakiem, w którego postawie ten pierwszy dostrzegał raczej asekuranckie przywiązanie do formuł uprawiania sztuki. Jak wspominała Zofia Łuczko w rozmowie z Moniką Stelmach na łamach "Dwutygodnika", Kryszkowski "czasami swoje idee wprowadzał […] w życie, niszcząc nie tylko własne prace. Natomiast Marek Janiak – i cała Łódź Kaliska – skłaniali się ku temu, żeby intensywniej zająć się sztuką, robić filmy, fotografie, wystawy. Zaczynał się nierozwiązywalny konflikt światopoglądowy między Kryszkowskim a Janiakiem". W swojej krytycznej postawie wobec sztuki Kryszkowski pozostał więc konsekwentny na tyle, że z czasem zaczął kąsać nie tylko takie establishmentowe figury jak Kantor, ale własne środowisko.
W roku 1986, kiedy nastrój epoki ulegał wyraźnej zmianie, zwiastując gospodarczą i kulturalną liberalizację polityki partii, Kryszkowski zapowiedział odejście z kultury. Podczas gdy młoda sztuka, przede wszystkim spod znaku nowej ekspresji, wkraczała na wystawiennicze salony, definitywnie kończąc erę bojkotu instytucji i działalności podziemnej, Kryszkowski drwił, że należy "malować dziko, bo rynek nie znosi próżni, a młodym trzeba podsunąć metody wyrażenia buntu". Wyczuwając napór kapitalistycznych przemian, na łamach "Hali-Gali" uprawiał ironiczny kult cargo, wklejając do magazynu reklamy takich marek jak Dior, Mercedes czy Marlboro, powycinane z zachodnich magazynów i katalogów. Jednocześnie, przynajmniej deklaratywnie, dążył do wymazania własnej twórczości, ogłaszając: "ZAKAZ – gromadzenia, przechowywania i publikowania wszelkiego typu materiałów związanych ze mną, […] NAKAZ – niszczenia każdego obiektu, który przypisywano by mojej osobie".