Motyw pocałunku podejmuje w tym czasie Weiss w różnych ujęciach. W 1899 roku powstaje m.in. "Pocałunek wśród maków". W tym płótnie sceneria jest nieco bardziej dookreślona niż rozmyty, wizyjny pejzaż z "Pocałunku na trawie" – scena rozgrywa się na tytułowym polu maków, w tle widzimy łagodne strzyżowskie wzgórza i kępy drzew oświetlone słonecznym światłem delikatnie przesączającym się przez chmury. Postaci kochanków dla odmiany tracą w tym obrazie wszelkie detale, zamieniają się w barwne plamy widoczne nieco w oddali, stojące wśród maków i pochylone w pocałunku, odrealnione, przypominające raczej chochoły niż ludzkie sylwetki.
W 1898 roku do Krakowa z Berlina przyjeżdża Stanisław Przybyszewski, wioząc, jak wspominał Tadeusz Boy-Żeleński: "paki z obrazami Muncha, rzeźbami Vigelanda, sztychami Goi, biblioteka dzieł traktujących o wszelkich «satanizmach», wspaniałe wydawnictwa artystyczne". To właśnie zetknięcie się poprzez Przybyszewskiego z twórczością Muncha staje się kluczowe dla malarstwa Weissa w tym okresie. Przedstawienie splecionej w pocałunku pary to motyw wielokrotnie podejmowany już wówczas przez norweskiego malarza. Bliskie Munchowi jest w przypadku "Pocałunków" Weissa samo ścisłe powiązanie postaci z krajobrazem, który zdaje się nieomal wizualizacją ich stanu wewnętrznego. W tym czasie artysta jednak wchodzi z norweskim malarzem także w zupełnie bezpośredni dialog. Obraz "Upadła dziewczyna" Weissa to właściwie malarska parafraza "Na drugi dzień" Muncha. Rysunki "Kochankowie w falach" i "Wampir" inspirowane są bezpośrednio pracami Muncha, a nawet identycznie tytułowane.
Od tych ostatnich "Pocałunek na trawie" odróżnia się nie tylko formalną autonomią, ale i swoją niejednoznacznością. "Kochankowie w falach" czy "Wampir" to prace, w których ujawnia się podsycana gwałtownością zachodzących wówczas przemian społecznych mizoginia artystów przełomu wieków. Kobieta zyskuje tu twarz demoniczną, jest uwodzicielką i wampirem wysysającym z mężczyzny krew. W jednej z wersji "Pocałunku" Muncha August Strindberg, nie stroniący od jawnie mizoginicznych opinii, widział scenę pożerania mężczyzny przez kobietę, wcielenie powracającego w jego pisarskiej twórczości motywu demonicznej kobiety-modliszki. "Pocałunek na trawie" w kontekście kultury przełomu wieków również odbierać można jako scenę podszytą tego rodzaju przemocowym napięciem. Rozciągnięci w rozpalonym słońcem pejzażu kochankowie jawiliby się więc jako ludzie oddani we władanie ślepych zmysłów, bliscy naturze w tym znaczeniu, że kierowani nieuchronnie przez proste popędy, niby Adam i Ewa w rajskim ogrodzie, ale w dekadencko zniekształconym wydaniu. "Na początku była chuć", jak pisał Przybyszewski w zdaniu otwierającym "Requiem aeternam". Zgodnie z logiką młodopolskiej sztuki, w której radosne motywy zyskiwały nierzadko mroczne oblicze, taniec zmieniał się w dance macabre, a każdym narodzinom towarzyszyła śmierć, scena miłosna w letnim pejzażu może być więc daleka od sielanki.