Historia bliźniaczek wychowywanych w Walii lat 70’ uwodzi aurą tajemnicy, ale nie pozwala zbliżyć się do bohaterek, ani do głębokiego sensu tej historii. "The Silent Twins" są opowieścią o rasie, odrzuceniu, odmienności i niemożności komunikowania się ze światem, ale żadnemu z tych tematów nie pozwala się tu w pełni wybrzmieć. Formalny rozmach przesłania treść i sprawia, że film Smoczyńskiej okazuje się efektowną wydmuszką – obrazem, który obiecuje więcej, niż jest w stanie dać.
"The Silent Twins" pozostaje przy tym dowodem artystyczno-rzemieślniczego kunsztu reżyserki i jej współpracowników. Choćby Jakuba Kijowskiego, który ponownie stanął za kamerą, by stworzyć na ekranie świat wizualnie spójny, wyrazisty i stylistycznie dosadny. Wraz z Jagną Dobesz, nagrodzoną w Gdyni za najlepszą scenografię, stworzył obraz, który opowiada o emocjonalnych doświadczeniach bohaterek za pomocą kolorów, faktur i dobrze dobranych perspektyw.
"The Silent Twins" to wizualny majstersztyk: efektowny, ale pozbawiony efekciarstwa, niezwykle funkcjonalny plastycznie i zarazem niepodrabialny w swojej wizualnej osobności. W opowieści o milczących siostrach przemawia samo medium – zdjęcia, świetne animacje i znakomita muzyka Zuzanny Wrońskiej i Marcina Macuka. Bo Smoczyńska ma bardzo klarowną wizję stylu tej opowieści i tworzy na ekranie estetyczne cacko.