Stosując różne chwyty literackie – częsta zmiana formy, monologi przeplatane rozmowami, a nawet stylizacja na prelekcję wygłoszoną w przyszłości (coś w rodzaju opowiadań Lema, tyle że analizujących czas miniony) – dba o to, by nie było zbyt monotonnie. Styl do pozazdroszczenia. Konkret nie gaśnie w językowej metaforze, jest elegancko, momentami zabawnie, a nawet tajemniczo. Ani przez chwilę nie czuć ciężaru przytaczanych opowieści. Proporcje poszczególnych rozdziałów są starannie wyważone: szczypta historii, odrobina statystyk i część główna, czyli historie pasażerów, pracowników, aktywistów.
Jeżeli podróże kształcą, to te opisywane przez reporterkę kształtują przede wszystkim charakter. Każdy pasażer powinien mieć ze sobą bagaż podręczny, z którego w dowolnej chwili będzie mógł wyciągnąć: czujność, przezorność, cierpliwość. Jeśli zaś wojaże kojarzą się z przygodą, to u Gitkiewicz są raczej próbą przetrwania. Bus w Łubkach nie przyjechał, bo kierowca oglądał mecz, a taki PKS Człuchów już nie przewozi ludzi. Opóźniony, zawieszony, zlikwidowany – to najczęściej pojawiające się epitety.