W jednym z wywiadów reżyser mówił o bohaterze swoich filmów: "Niezborny i przegrany, dosyć nawet sympatyczny polski mazgaj i nieudacznik będący bardziej produktem zdarzeń niż ich kreatorem, niemal po obłomowsku bierny, ale pełen pretensji do życia". W rozmowie z czytelnikami Onetu tłumaczył zaś: "Od początku żywię się sobą przy budowaniu tej postaci. Nie wszystko jednak przeżyłem z tego, co przeżył Adaś. I myślę, że coraz bardziej różnimy się z Adasiem. Ale Adaś jest wygodnym medium dla wyrażenia mego bólu, strachu, wstydu".
Kreśląc autoironiczny, nienawistny autoportret artysty-nieudacznika, Koterski ochoczo rozdaje razy także innym bohaterom. Ośmiesza zepsute środowisko filmowe (operator, z którym przed laty obiecywali sobie wspólny debiut, dziś jest nowobogackim koniunkturalistą bez ambicji) i kreśli ponury obraz polskiego społeczeństwa reprezentowanego przez niesympatycznych współmieszkańców bloku z wielkiej płyty.
Jedną z najzajadlej atakowanych przez Koterskiego grup są kobiety, a "Nic śmiesznego" wyraźnie przesiąknięte jest żywioną wobec nich niechęcią. Filmowy Adaś Miauczyński pada tu ofiarą kobiet władczych, zimnych, erotycznie wyzwolonych, a zarazem niezdolnych do wierności czy odwzajemnienia uczuć. Sam żyje mitem o wielkiej miłości, ale jego partnerki w niczym nie przypominają idealizowanego obiektu westchnień. Szydercze portrety kobiet, które widywaliśmy także w innych filmach Koterskiego (od "Domu wariatów" po "Dzień świra" i "Baby są jakieś inne"), w "Nic śmiesznego" przekraczają jednak granice wulgarnej karykatury. Pozbawione empatii, zbudowane na seksualizacji i szowinizmie portrety pozbawionej uczuć żony, głupawej córki, a także przygodnych kochanek składają się na obraźliwy, mizoginistyczny obraz kobiecości.
Niełatwy jest także humor filmu Koterskiego, który w "Nic śmiesznego" zmienił ton ekranowych żartów. Z autoironicznego intelektualisty ("Dom wariatów") reżyser raz po raz przeobraża się tutaj w miłośnika wulgarnych dowcipów z seksualnym podtekstem. Nic więc dziwnego, że część krytyków wprost porównywała poziom humoru "Nic śmiesznego" do "bawarskich komedii erotycznych". I choć po latach dowcipy Koterskiego pozostawiają wiele do życzenia, wyraźnie kontrastując z bardziej wyrafinowanym (choć nie mniej dosadnym) humorem "Dnia świra" czy "7 uczuć", nie oznacza to wcale, że "Nic śmiesznego" zupełnie przegrywa na polu komedii. Do klasyki przeszła choćby scena z "lasem krzyży", a także obraz rozmowy telefonicznej z użyciem zepsutej budki tonącej w strugach deszczu.
Choć oglądany po latach film Koterskiego jawi się jako jeden z jego mniej udanych obrazów, stanowi zapis artystycznych eksperymentów reżysera, świadectwo poszukiwania przez niego formy właściwej do wyrażenia osobistych traum. Biorąc pod uwagę kolejne, arcydzielne obrazy Koterskiego ("Dzień świra", "Wszyscy jesteśmy Chrystusami"), być może nieudany flirt z wulgarną komedią był dla reżysera etapem niezbędnym do przeobrażenia losów Adasia Miauczyńskiego w uniwersalną opowieść o inteligenckim losie, mizantropii i polskim społeczeństwie przełomu stuleci.
- "Nic śmiesznego". Scenariusz i reżyseria: Marek Koterski. Zdjęcia: Bogdan Stachurski. Scenografia: Jacek Osadowski. Montaż: Wanda Zeman. Występują: Cezary Pazura, Maciej Kozłowski, Henryk Bista, Marcin Klepacki, Marek Kondrat, Ewa Błaszczyk. Premiera: 2 lutego 1996.