Ale tak to zwykle bywa, gdy próbuje się objąć kraj tak bliski i tak daleki zarazem; różnorodny, choć wielkością zbliżony do powierzchni Krakowa; tyle zaskakujący, ile rozczarowujący. Potocki zresztą nie ułatwił sobie zadania, bo zamiast opisać Maltę wzdłuż i wszerz, jak na turystyczny raj przystało, postanowił spojrzeć w głąb: lądu, historii, mieszkańców, tożsamości wyspy. Czy odkrył ją na nowo? Prawie, ale może wcale nie o to mu chodziło. Jak sam uprzedził, Malta. Święci i diabły nie jest ani przewodnikiem, ani wykładem historii, ani kompendium wiedzy o polityce. „To raczej zbiór opowieści ze »skały wzniesionej nad morzem«, jednej z najciekawszych w Europie”. A ciekawości rzeczywiście nie można odmówić tak książce, jak i jej autorowi.
Mitologia versus Biblia
Już sam podtytuł sugeruje, że narracja ta będzie pełna kontrastów, i Potocki właśnie na przeciwieństwach buduje wyobrażenie o wyspie. Zaczyna się spektakularnie, a wręcz hollywoodzko, bo nie sposób nie czytać rozdziału o Odyseuszu zamienionym przez nimfę Kalipso w seksualnego niewolnika i przetrzymywanego w jaskini na Ogygii (utożsamianej z Gozo) w oderwaniu od szturmującej polskie kina Odysei Christophera Nolana. Choć polskiemu autorowi daleko do epickiego rozmachu zarówno Homera, jak i luźnej, filmowej adaptacji jego dzieła, to kameralność tej opowieści nawet bardziej pasuje do charakteru śródziemnomorskiej wyspy. W dodatku Potockiemu nie zależy na tym, by tworzyć mit, lecz żeby go właśnie obalić. A nawet więcej: wykorzystując go, kreśli portret maltańskiej mentalności splecionej w tej samej mierze z wielokulturowego dziedzictwa, co wyobraźni.
Z jednej strony mamy więc grzesznego Odyseusza i jego Ogygię (o ile ta homerycka była bardziej zielona niż gozytańska, widzów filmu Nolana z pewnością bardziej interesuje widok na otwarte morze z zatoki Ramla Bay słynącej z czerwonego piasku). Z drugiej – świętego Pawła, który rozbił się niedaleko miejscowości Mellieħa i nawracał mieszkańców wyspy. I nieważne, że przybysza z Tarsu ukąsił wąż, który tam nie występuje, i być może w Dziejach Apostolskich wcale nie jest mowa o Malcie, lecz o chorwackiej wyspie Mljet – Maltańczycy wierzą, że ich ojczyzna była pierwszym chrześcijańskim krajem świata. Takich historii jest więcej, bo jak pisze Potocki, „mit przeplata się tu z rzeczywistością, ludowe podania z odkryciami naukowców”. Tę kosmiczną przeplatankę wydarzeń i kultur autor kwituje: „Malta: cywilizacyjny rollercoaster z wagonikami mknącymi po torach wydrążonych przez gigantów w wapiennej skale Atlantydy”.