Na tym jednak nie koniec. Autor traktuje dziecięcą odbiorczynię w stu procentach poważnie, co oznacza na przykład, że nie szczędzi jej trudnych tematów. Dorotka potrafi wiele zobaczyć, zupełnie jakby była prawdziwym dzieckiem, nie zaś typową postacią dziecięcą wymyśloną przez dorosłego autora. Dziewczynka dobrze wie na przykład, że jej tata zmaga się z wieloletnią depresją – nie bierze na swoje barki ciężaru „opieki” nad nim, ale rozumie, jak choroba wpływa na jego zachowanie i cieszy się, kiedy zauważa, że przenosiny do Łojm zaczynają dobrze mu robić. Ma dystans do swojego wychowawcy w nowej szkole, nie bez powodu nazywanego panem „linijką po łapkach”, i dobrze wie, kiedy traktuje ją protekcjonalnie, a kiedy się myli, nie dając wiary „zabobonom”. Dziewczynka jest w stosunku do niego uprzejma, ale jakby gdyby nie traktuje go do końca na poważnie. Z kolei kiedy Dorotka prosi o podwózkę pana Leszka, dobrodusznego sąsiada, który pomaga jej tacie w remoncie, rozumie, że najpierw musi on „ogarnąć z deka kabinę” swojej ciężarówki (może ma to związek ze zdjęciami nagich kobiet, które widać w kadrze?). Dziewczynka ma też całkiem dorosłe zainteresowania – poza zgłębianiem lokalnych podań, legend i dawnych zwyczajów należy do nich muzyka, a w szczególności twórczość legendarnych postaci country, m.in. Johnny’ego Casha, Kenny’ego Rogersa czy Waylona Jenningsa, którą zarazili ją rodzice.