Jacek Brzozowski i Zbigniew Przychodniak, autorzy wstępu do "Wierszy" Juliusza Słowackiego, wyjaśniają przyczyny niekompletności poprzednich wydań jego twórczości. Przez długie lata poeta nie był dopuszczany do powszechnego obiegu czytelniczego z powodu nie do końca jasnej wymowy swoich strof, często gęsto rewolucyjnych, a niekiedy nazbyt mistycznych, żeby je – bez odpowiedniej (ideologicznej?) wykładni – kierować "pod strzechy"; o co zresztą autor nigdy nie zabiegał. Dla zawartych w niektórych wierszach Słowackiego trudnych bądź niewygodnych prawd długo nie było w Polsce odpowiedniego klimatu, a zapewne i większego zainteresowania.
Ranga oddziaływania ponad 250 wierszy, jakie wyszły spod pióra Słowackiego, nie wygląda zresztą zbyt imponująco wobec wagi jego czternastu poematów i dziewięciu dramatów. Można odnieść wrażenie, że wymieniany jednym tchem między Adamem Mickiewiczem a Zygmuntem Krasińskim jako kolejny polski wieszcz, Słowacki mniej gustował w drobnych formach poetyckich na rzecz bardziej rozbudowanych dzieł. Mógł w nich za pomocą mistrzowskich stylizacji i syntez formalno-gatunkowych o wiele mocniej uwypuklić własne poglądy filozoficzno-moralne.
Słowacki, w przeciwieństwie do znacznie bardziej komunikatywnego Mickiewicza – "pozwalał sobie na »melodyjność« i »mistrzostwo«" – zdaniem Czesława Miłosza ["W cieniu totalitaryzmów. Publicystyka rozproszona z lat 1945–1951 oraz teksty z okresu II wojny światowej", Kraków 2018] – "wielbił słowo, które stawało się u niego celem, a nie narzędziem". Podobnie oceniają go Jacek Brzozowski i Zbigniew Przychodniak:
Temperament liryczny wiódł Słowackiego od abstrakcyjnych projekcji sławy i samotności, poprzez role romantycznego podróżnika, malarza i pejzażysty, wyraziciela narodowych emocji, do – na koniec – ekstatycznego kreatora stanów ekstremalnych i obrazów nadrealistycznych. Stałym składnikiem jego postawy poetyckiej pozostanie rola barda ojczyzny, poety tyrtejskiego, niemal zawsze realizowana w retoryce agonu, polemicznej riposty, publicystycznej werwy. Do istotnych wyróżników języka poetyckiego autora "Zachwycenia" należy zaliczyć ponadto co najmniej dwie jeszcze cechy. Pierwszą jest mistrzostwo w wyrażaniu ogromnej skali uczuć, emocji, nastrojów. Za drugą cechę należy uznać wspaniałość poetyckiego obrazowania, przedstawiania natury i stanów wewnętrznych, których plastyczność, dynamikę, niezwykłość porównać można chyba tylko ze sztuką malarza i dekoratora paryskich inscenizacji teatralnych (szczerze przez Słowackiego podziwianych). Z tą wszakże różnicą, że plastyczna wyobraźnia poety w lirykach z lat ostatnich pozwalała mu tworzyć wyobrażenia nadrealistyczne, łączyć pejzaże wewnętrzne z ogromem widzeń kosmicznych.
Utwory składające się na tom "Wierszy" Słowackiego zostały przez autorów opracowania ułożone według chronologii ich powstania. Pozwoliło to podzielić je na siedem istotnych okresów twórczych poety: I. Wilno i Krzemieniec; II. Warszawa; III. Wrocław – Drezno – Londyn – Paryż; IV. Szwajcaria; V. Rzym – Neapol – podróż na Wschód – Florencja; VI. Paryż – powrót; VII: Paryż – lata ostatnie. Przejrzysty układ utworów wspomagają drobiazgowe przypisy, dzięki którym łatwiej orientować się w kontekstach przedstawianych treści.
Całkiem proste wytłumaczenie znajduje choćby surrealistyczno-ironiczny z ducha epizod utrwalony w wierszu "Nie wiadomo co, czyli Romantyczność. Epilog do »Ballad«": "Szło dwóch w nocy, z wielką trwogą,/ Aż pies czarny bieży drogą./ Czy to pies?/ Czy to bies?". Wersy owe żartobliwie nawiązują do pewnego zdarzenia. Podczas przechadzki Antoniego Edwarda Odyńca i Adama Mickiewicza pojawił się z nagła, łaszący się do wieszcza czarny pies – bliźniaczo podobny do innego, niejakiego Kruka z jego rodzinnego domu – co skojarzyło im się ze sceną z diabłem w postaci pudla z "Fausta" Goethego.
Równie ciekawe objaśnienia towarzyszą niemal każdemu z pozostałych wierszy Słowackiego. Dostarczają one czytelnikom dodatkowej wiedzy oraz podobnej dawki emocji, co sam przytoczony utwór. Niewytłumaczalne z pozoru strofy, zyskują na znaczeniu, nie tracąc nic z pierwotnej, tajemnej siły oddziaływania – wystarczy wczytać się w następujące wersy:
Przy kościołku
,
Mój aniołku,
Koronka,
Żonka,
Pieczonka.
Przy organku,
Mój B[oh]danku,
Szumka I dumka...
Przy klasztorku,
Mój Kaczorku,
Świętość,
Wziętość,
Nadętość.
Przy krzyżyku
Na stoliku
Fakta,
Dwa akta...
Wiersz najprawdopodobniej adresowany był do Mickiewicza (strofa pierwsza) i kręgu jego emigracyjnych akolitów: Józefa Bohdana Zaleskiego (strofa druga), Stefana Witwickiego (trzecia) i Michała Chodźki (czwarta). Słowacki ironicznie odniósł się tu do ich ostentacyjnej katolickiej reakcyjności – jako pokłosia towiańszczyzny, od której w swoim czasie sam w porę uciekł. Utwór, z pozoru niewinny, de facto przepojony został żrącym sarkazmem. Bo też, jak pisał Marian Tatara [w: "Historia literatury polskiej w zarysie", antologia, tom 1, Warszawa 1989]:
W liryce Słowackiego zawsze występowało silne napięcie wewnętrzne pomiędzy podmiotem lirycznym a przedstawioną rzeczywistością. Przedmiot opisywany lub stan wyrażany przez podmiot nigdy nie były ujmowane statycznie. Obraz poetycki był stale w ruchu, był tworzony na oczach czytelnika, a nigdy opisywany jako rzecz od dawna istniejąca. Poezja Słowackiego była zawsze pełna dynamiki, zmieniających się kształtów, kolorów i dźwięków. Napięcie uczuciowe nigdy nie było jednakowe, ulegało ciągłym przekształceniom. W okresie mistycznym wskazane cechy zostały wzmocnione. Dynamiczne obrazowanie przekształca się w wizyjność. Ulegają zatarciu granice jawy, snu i marzenia. Tak samo przenikają się rodzaje literackie, a nawet poszczególne rodzaje sztuk.
Cyprian Kamil Norwid mówił, że w Juliusz Słowacki "w jednej lirze" "wszystkie wieków, czasów, społeczeństw, typów i płci języki miał". Maria Janion pisała z kolei, że "dwudziestowieczni poszukiwacze nowego języka poezji odkrywali w Słowackim wielkiego jej odnowiciela, zdumiewając się »hazardami« jego twórczości, które »śmiałością przedsięwzięć językowych i niezależnością wobec realistycznych form języka wiodły słowo w świat metalogiki poetyckiej, nieznanej jeszcze ówczesnej poezji europejskiej« (Tadeusz Peiper)
".
W chwili, gdy oczy całego świata skierowane są na zmagania Ukrainy broniącej godności w walce z imperatorskimi dążeniami Rosji, a dokładniej z kremlowskim reżimem Putina, godne przypomnienia wydają się rodzinne i literackie związki poety z miejscem jego urodzenia. Alina Kowalczykowa [w: "Słowacki", Wrocław 2003] odnotowała:
Autorzy książek o Juliuszu Słowackim, pisząc o jego wczesnej twórczości, najwięcej uwagi poświęcają pokrewieństwom literackim, temu, co czytał, i co od kogo zapożyczył. Trochę mniej ciekawości wzbudzają podolsko-ukraińskie epizody jego życia. Tu, gdzie szeroko odwołujemy się do biografii, można realia potraktować stosunkowo obszerniej. Warto dociekać, którędy jeździł, co widział, o czym wiadomo na pewno i co można przypuszczać – szukać tego, co stanowiło pożywkę dla jego wizji Ukrainy.
Z ukraińskim folklorem Słowacki stykał się głównie przez filtr tradycji szlacheckiej. To w domu, w Krzemieńcu i Wilnie, poznawał dumki – liryczne i smętne piosenki wywodzące się z folkloru. Dumki śpiewały dziewki w kuchni babuni Januszewskiej w Krzemieńcu, lubiła ich słuchać jego matka, i na jej prośbę nawet w wileńskim saloniku dumki śpiewali Kukolnikowie.
Poeta zapamiętał ukraiński folklor, chaty w stepie, konnych Kozaków, stroje Ukrainek. Wcześnie też pojął miejscowy język, gdzie mówi się "po pańsku lub po chłopsku, ale wszyscy jakoś się rozumieją". Poemacik "Dumka ukraińska", o smutnych dziejach miłości Ruńka i Hanki, powstał w 1826 roku i był jednym z jego pierwszych poetyckich utworów. Ukraińskie echa odzywały się w późniejszych, znacznie dojrzalszych dziełach poety, choćby w poemacie "Beniowski" czy dramacie "Sen srebrny Salomei".
Od końca lat 30. XX wieku wiemy już dzięki powieści "Ferdydurke" Witolda Gombrowicza, dlaczego należy czcić Juliusza Słowackiego. Bo wielkim polskim poetą był. I tak też, z nabożnym, lekturowo-polonistycznym pietyzmem, traktowano go najczęściej w naszych podręcznikach.
Pora przełamać ten schemat. Czytane z należytym zrozumieniem wiersze Słowackiego zaprzeczają takim opiniom. Poeta wielokrotnie wykazał profetyczną potęgę ducha, szczególnie w słynnym od końca 1979 roku utworze: "Pośród niesnasków – Pan Bóg uderza/ W ogromny dzwon,/ Dla słowiańskiego oto papieża/ Otwarty tron". Wieszcz wieszczył, ale i ostrzegał – przed patosem i popadaniem w narodową tromtadrację.
Szli krzycząc: "Polska! Polska!" – wtem jednego razu
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu,
Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna,
Szli dalej krzycząc: "Boże! ojczyzna! ojczyzna".
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: "Jaka?"
Warto i dziś odpowiedzieć sobie na to pytanie. Jeszcze nie raz, jak sądzę, przyjdzie nam się odwołać do profetycznej mądrości i innowacyjnej odwagi poezji Juliusza Słowackiego.