Zestaw autorów tomu jest imponujący. Obok eseju noblisty Dereka Walcotta – który Adama Zagajewskiego nazwał "świeckim mistykiem" – inne teksty wyszły spod piór wybitnych poetów: Edwarda Hirscha, C.K. Williamsa czy Michaela Krügera. Wzbogacają je niepublikowane wcześniej głosy Clare Cavanagh i Xaviera Farré, o ich doświadczeniach w pracy nad przekładami wierszy Zagajewskiego.
Poezja Zagajewskiego byłaby anachroniczna, wyjąwszy sytuację, w której dusza to pewnik. On zbliżył poezję do modlitwy; cały jego [...] zbiór wierszy ["Dwa miasta"] stanowi coś w rodzaju ściszonego psałterza, szeptu hermetycznej, nawet zakonnej medytacji. Czytając tę książkę czujemy się tochę tak, jakbyśmy podsłuchiwali modlącego się człowieka, albo – gdybyśmy byli władzą państwową – odtwarzali taśmę z potajemnego nagrania jego medytacji. Dlatego Zagajewski mówi tak porywająco o duszy Polski: jego wiersze nie są deklaratywne, jak utwory jego współczesnych, lecz niemal sekretne, z wrośniętym w nie bólem i przywilejem tajemnicy.
[Derek Walcott, "Elegista"]
Mocną stawkę krytyków otwiera amerykańska wyrocznia Susan Sontag. Wypowiadają się również prominentni uczestnicy życia literackiego w Szwecji: Marie Lundquist, Anders Bodegård i Lars Kleberg. Nie mogło zabraknąć głosów polskich krytyków, od lat sekundujących twórczości poety, jak Barbara Toruńczyk, Tadeusz Nyczek, Tadeusz Sobolewski czy Jarosław Klejnocki, który prześwietlił "czarną legendę" polskiej recepcji twórczości Zagajewskiego. Całość wzbogacają dwa wiersze dedykowane naszemu poecie autorstwa Renate Schmidgall i Charlesa Simica.
Wiersze Adama Zagajewskiego sprawiają, że stajemy wobec wielkich tajemnic. Poddają nas działaniu czegoś, co w nas samych głębokie i niesamowite, a być może nawet nieskończone. Zbliżone są do modlitwy i zawierają w sobie paradoksalne dążenie do prawdy, żarliwe poczucie posłannictwa i dojmującą tęsknotę za blaskiem.
[Edward Hirsch, "Powietrze, mięta i wiolonczela"]
Adam Zagajewski jest Polakiem i liczne polskie zmartwienia, spowodowane w dużej mierze przez Niemców oraz – żeby nie mówić tylko o Niemcach, także przez Rosjan i oczywiście przez samych Polaków też, owe liczne zmartwienia pozostawiły ślady w polskiej poezji i w wierszach Adama Zagajewskiego. Ale – i na tym właśnie polega oszałamiające piękno jego pracy – w wyniku długiego, skomplikowanego procesu zdołał wyplątać się z politycznych sideł i zrozumieć tak dużo, że powstało dzieło, które w zupełnie wyjątkowy sposób łączy poetycką refleksję i praktykę poety. Widać to już w eseju "1983" z pod każdym względem fascynującego tomu "Solidarność i samotność", gdzie Laureat stara się opisać polityczny, ale także kulturalny aspekt przemian. Wyczucie mutacji, rysów odrzucenia, ale i współzależności, przypadkowości i wreszcie świadomość tego, że nowe może być wariantem starego, czyli, że także przez nowe formy relacji prześwitują stare, sprawiają, że lektura nie czyta się od A do B, nie jest oczywista, nie kwituje sprawy tak po prostu, intryguje i przykuwa czytelnika.
[Michael Krüger, "Ja sam nie pojmuję moich wierszy do końca..."]
Ton szkiców autorów spoza granic Polski sytuuje polskiego poetę i eseistę wśród najbardziej cenionych ludzi pióra w świecie. "Uczuciem, które towarzyszyło mi podczas pierwszego spotkania z poezją Adama Zagajewskiego w połowie lat 80." była podszyta dreszczem emocji "radość, powaga, zaduma, zaskoczenie, zachwyt, energia, przenikliwość, skrajny niepokój historyczny oraz niepokorna postawa wobec różnorodnego obszaru istnienia. Wówczas zrodziła się we mnie świadomość, która staje się udziałem kogoś, kto po raz pierwszy spotyka znaczącego poetę – z morza jałowych słów wyłania się nowy kontynent" – wspomina Baron Wormser.
Zagajewski jest świeckim mistykiem. (Jeden z jego tomików poezji nosi tytuł "Misticism for Beginners", choć autor do nich nie należy). Pod jego piórem wiersz koncentrycznie zwija się do samej istoty, do rdzenia, w taki sposób jak biała róża światła obraca się w Raj w finale "Boskiej Komedii", nietykalna w swej niewinności. U niego dusza jest tak widoczna w swoich przejawach, jak rzeczywista tkanina, jak liście lipy lub para zniszczonych buciorów. Duszę można odnależć nawet w czarnym, zatrutym kanale. Istnieją głośniejsze sławy niż on. Jest dramatycznie grzmiący Miłosz, jest obezwładniająco mglisty Herbert, ale tu słyszymy głos człowieka mówiącego cicho, wysławiającego się jak serafin lub skazaniec, jak więzień wzniosłości, który często osiąga wielkość nie zmieniając tonu.
[Derek Walcott, "Elegista"]
Po takich i podobnych słowach, płynących z różnych stron świata, trudno oprzeć się wrażeniu, że Adam Zagajewski na naszym rynku literackim nie miał łatwego życia. Można się zastanowić nad naturą polskiego życia literackiego, gdzie równie wyważonych, uargumentowanych tekstów naszych autorów (poza reprezentacją wypowiadających się w tomie "i cień i światło…" i kilku podobnymi) ze świecą szukać. Zdaniem Jarosława Klejnockiego w kraju przeważały na ogół głosy pełne sceptycyzmu, najeżone nieufnością. Często – zwłaszcza wśród pokoleń poetów debiutujących po przełomie 1989 roku – podbudowane zazdrością albo i zawiścią.
Jarosław Klejnocki w swoim tekście przytacza anegdotę o polskim kociołku w piekle, którego diabli nie muszą pilnować, bo wymykających się z niego nieszczęśników inni rodacy zawsze zdążą w porę ściągnąć w dół.
Do tego dochodzi jeszcze, last but not least – w omawianej właśnie kategorii – wizerunek medialny. Zagajewski prezentuje się w telewizji jako człowiek dostojny, zdystansowany, refleksyjny. "Sztywniak" – słyszałem wielokrotnie. Oto i natura mediów, bo okazuje się, że wielu z nas jest raczej skłonnych dostrzegać, jak kto wygląda niż to, co mówi. A Adam Zagajewski jest człowiekiem pełnym ciętego humoru; jego opinie i diagnozy przepełnia subtelna ironia i autoironia, nie mówiąc już o błyskotliwości. Kto go poznał, ten wie, że jest to jeden z najinteligentniejszych polskich intelektualistów. Widać jednak, że w nowych wspaniałych czasach, co kiedyś było zaletą, dziś stać się może ciężarem dla wizerunku. […] Uważam, że Zagajewski zwyczajnie jest niezrozumiany, gdyż uprawia literaturę wymagającą erudycji, oczytania i filozoficznej wrażliwości. Tych cnót próżno szukać wśród wielu współczesnych poetów, którzy, zwyczajnie niezdolni są do uchwycenia przesłania wierszy Zagajewskiego, skupiając się na krytyce wzniosłości, tak bronionej przez autora "Ziemi ognistej".
[Jarosław Klejnocki, "Dziesięć powodów, dla których inni polscy poeci nienawidzą Adama Zagajewskiego"]
Sam poeta wyraża przekonanie, człowiek żyjący jak dziś w czasach, gdy "tylko to, co niskie, zdobywa poklask, a to, co wyższe uchodzi za czysto retoryczną konstrukcję, rodzaj belferskiej gadaniny", musiałby popaść w rozpacz.
Tadeusz Sobolewski zwraca uwagę, że poezja Zagajewskiego przybiera wprawdzie charakter idylliczny, ale właśnie w klasycznej idylli cień i śmierć są zawsze obecne, jak na tajemniczym obrazie Poussina "Et in Arcadia ego".
"Piękno i groza zawsze razem" – to zdanie klucz do poezji Adama Zagajewskiego (z akcentem postawionym na pięknie) nie oznacza przecież ucieczki od problemów świata. Ono brzmi jak wyzwanie. [...] Wiersze Zagajewskiego dobrze jest czytać na przemian z jego esejami – począwszy od "Solidarności i samotności", wydanej po raz pierwszy w stanie wojennym. Tytuł brzmiał prowokacyjnie. Zagajewski, związany z ruchem dysydenckim, publikujący w podziemiu, odmawiał żałoby, nie chciał przyjąć roli poety, który cierpi za ojczyznę.
[Tadeusz Sobolewski, "Projekt poezji niemożliwej"]
Jak napisała Susan Sontag, istota szkicu "Solidarność i samotność" Zagajewskiego kryje się w tym, że "samotność podkopuje solidarność; solidarność zakłóca samotność". Przenikliwość autora tego eseju bierze się według Sontag stąd, że jest on "pisarzem z okaleczonego świata", co wyznacza "formę pamiętania". Przytacza na dowód fragment z innej jego książki – "W cudzym pięknie":
Nie byłem świadkiem zagłady Żydów. Urodziłem się za późno; doświadczyłem za to powolnego procesu odnowy europejskiej pamięci, która – niespiesznie, to prawda, płynąc raczej jak leniwa, nizinna rzeka niż jak górski strumień – najsurowiej potępiła zło Holokaustu i nazizmu, a także (wciąż jeszcze mniej dobitnie, jakby nie chcąc zrozumieć, że owszem, można mieć do czynienia z dwoma potworami jednocześnie, a nie z jednym tylko) zło cywilizacji sowieckiej.
W posłowiu do jubileuszowej księgi Anna Czabanowska-Wróbel pisze, że zebrane w niej głosy powstały w różnym czasie i z wielu powodów. "Niektóre zostały napisane niedawno, specjalnie do tej książki, ale nawet w nich jest coś, co nie przypomina konwencjonalnych gratulacji urodzinowych – bardzo osobisty ton, coś nieoczekiwanego, co powstało w spotkaniu z literaturą". Rzeczą wspólną dla wszystkich, jakże odmiennych tekstów, świadectw czy stylów odbioru jest zaufanie do słowa, które chciał im przekazać autor "Mistyki dla początkujących".
Autorzy tej książki uważają Zagajewskiego za swojego przyjaciela. Niezależnie od tego, czy przyjaźń ta wynika ze wspólnej przynależności do jednej republiki poetów, czy jest to bliskość jedynie intelektualna, czy ma również podbudowę w prywatnej zażyłości – narodziła się ona w osobistym kontakcie z jego tekstami. Taką możliwość bliskości na odległość daje przede wszystkim praca tłumacza, ale szanse na nią ma każdy wystarczająco uważny czytelnik.
Tego też należałoby życzyć jubilatowi – jak najszerszego grona sympatyków autentycznie zainteresowanych poezją.
"i cień i światło... O twórczości Adama Zagajewskiego"
"both light and shadow… The Work of Adam Zagajewski"
redakcja merytoryczna: Anna Czabanowska-Wróbel
projekt plastyczny: Władysław Pluta
wydawnictwo a5, Kraków 2015
wymiary: 150 x 210 mm
liczba stron: 256/256
oprawa: twarda z obwolutą
ISBN 978-83-61298-84-7