Doskonale oddaje je obraz o wymownym tytule "Pierdolone życie" z października 1982 roku. Dwurnik maluje robotników człapiących zaśnieżonymi chodnikami, niemal zamarłych w bezruchu i rezygnacji. Patrzymy na nich nie jako zdystansowany obserwator, a jeden z takich apatycznych przechodniów. Cała scena rozgrywa się pod smoliście czarnym niebem; zapewne robotnicy zmierzają do domów z pracy lub wyruszają do niej przed świtem, jednak ta czerń jest tak przytłaczająca, że mamy wrażenie, jakby nad przedstawionym światem zapadły dosłowne dni ciemności, polityczna noc polarna. Na obrazie "Mamy przywódcę" (1983) Lech Wałęsa pojawia się w tle, pośród lasu flag, których drzewce wystrzeliwują w niebo jak halabardy, przesłaniany przez czarnobiały tłum robotników, surowych i groźnych. Emanuje z tego płótna energia, ale niejednoznaczna – patrzymy na tę scenę tak, jak mógłby patrzeć zatrwożony partyjny oficjel, niepewni, czy nie skończy się wielkim rozlewem krwi.
W gęstniejącej atmosferze przełomowej dekady postaci przestają być określane konkretnymi opisami, jakimi opatrzeni byli kilka lat wcześniej pogodni hutnicy wymienieni z nazwiska i zawodu. "Czterech robotników na tle fabryki" (1984) określają specyficzne miniaturowe "insygnia" wbite w czapki lub bezpośrednio w głowę – od czerwonego sztandaru, przez flagi państwowe, po krzyż – wyznaczające przynależność do obozów ideowych i wskazujące na atmosferę nieufności i wrogości. Nie ma tu prostego podziału reżim-społeczeństwo, a wśród robotników i opozycyjnych działaczy rysują się różne frakcje. Polityczność sztuki Dwurnika nie polega na ich wygładzaniu, a wiernym oddawaniu, na odtwarzaniu całego pejzażu emocjonalnego, nie malowaniu ku pokrzepieniu.
Z gęstą atmosferą emocjonalną koresponduje zmiana formalna po roku 1981, czyli wyraźne odejście od rysunkowego, płaskiego stylu i żywej kolorystyki w kierunku malowania szybkiego, gwałtownego, impastowego, lepienia zwalistych figur z gęstej farby głównie w odcieniach jesiennego błota. Jak wskazują w swoich esejach Heiser i Gorczyca, zmiana ta dokonała się w dużej mierze pod wpływem pobytów w RFN, najpierw w listopadzie 1981 roku, a następnie niemal rocznej rezydencji artystycznej w Worpswede w 1984, gdzie Dwurnik zetknął się z twórczością niemieckich "nowych dzikich". Jednocześnie oddalenie od kraju, który pozostaje jego centralnym tematem, wpłynęło nie tylko na formę, ale i ikonografię, owo specyficzne połączenie realizmu i wizyjnych majaków. To zdystansowanie i osamotnienie, jak zwraca uwagę Gorczyca, tworzą Dwurnika-symbolistę zanurzonego w narodowych mitach.