Czteroczęściowy cykl Daniela Odiji i Wojciecha Stefańca, w którego skład wchodzą albumy "Stolp", "Rita", "Rege" i "Bardo", wyróżnia się na tle powstających w Polsce komiksów rozmachem i śmiałością wyobraźni. Tę psychodeliczną dystopię, której warstwa wizualna przypomina ekspresjonistyczne obrazy, naszpikowano odniesieniami sięgającymi od kryminału noir, przez burleskę, aż po wielkie religie.
Gdyby ktoś chciał zekranizować tetralogię "Bardo" w formie aktorskiego filmu lub serialu, musiałby dysponować potężnym, najlepiej hollywoodzkim budżetem. Taka śmiała reżyserka lub producentka potrzebowałaby co najmniej zdolnego kostiumografa, świetnej operatorki, tłumu statystów i sztabu doświadczonych ekspertek od efektów specjalnych. Przy czym – biorąc pod uwagę charakter komiksu Odiji i Stefańca – raczej nie powinni być to ci sami ludzie, którzy sprawdzili się przy superprodukcjach Marvela. Zamiast "Avengersów" we wstępnym moodboardzie mogłyby znaleźć się kadry z "Brazil" Terry’ego Gilliama i "Ludzkich dzieci" Alfonso Cuaróna.
Miasto i mieszkańcy
Bardo z komiksu Odiji i Stefańca to nadmorska metropolia przyszłości, będąca ostatnią ocaloną z katastrofy cząstką pewnego mitycznego świata. Miasto jest brudne i nieprzyjazne, rozciąga się nie tylko horyzontalnie, ale także nad i pod ziemię. Bardo charakteryzuje monstrualne rozwarstwienie społeczne, a zepsucia, korupcji i okrucieństwa jest w nim więcej niż w Sodomie, Gomorze i Gotham City razem wziętych. Mieszkańcy miasta dzielą się na tych, którzy żyją w centrum i na ogół próbują zapomnieć o problemach, zatracając się w pustej rozrywce, oraz tzw. wydalonych, zamkniętych w specjalnej strefie, których ciała zdeformowane są przez epidemię tajemniczego grzyba. Ludzie żywią się tabletkami, bo innego pożywienia już właściwie na świecie nie ma. Z kolei tabletki potocznie nazywane "chemią komunikacyjną" pozwalają im na nieograniczone komunikowanie się ze sobą, co niestety wiąże się także z całkowitą inwigilacją. Problemem numer jeden jest jednak bezpłodność – w Bardo od lat nie urodziło się żadne dziecko. Z kolei te urodzone wcześniej są obywatelom zabierane przez rządzących, którzy potrzebują ich do badań nad przywróceniem płodności. Krótko mówiąc: koniec świata wisi w powietrzu.
Głównym bohaterem opowieści Odiji i Stefańca jest białowłosy Stolp, który zawodowo zajmuje się odnajdowaniem zaginionych dzieci. Jest w tym więcej niż bardzo dobry, a swoją wybitną skuteczność zawdzięcza pewnym nadnaturalnym zdolnościom. Jeśli chodzi o charakter, facet stanowi połączenie strapionego detektywa z kryminału noir i myślącego zawiłą frazą poety-egzystencjalisty. Najlepszy przyjaciel Stolpa też jest jednostką wybitną, ale w zgoła inny sposób. Ma na imię Rege, jest dwupłciowcem (jak mówi się w świecie Bardo) i największym artystą-performerem w metropolii – powszechnie uwielbianym, choć zupełnie niesterowalnym przez władze. A właściwie przez władcę, najważniejszą osobą w mieście jest bowiem wywodzący się z długiej linii rządzących Naczelny XVI wspomagany przez demoniczną i wyuzdaną żonę oraz wybitnego naukowca doktora Majnda. Poza wyżej wymienionymi do malowniczego grona bohaterów cyklu należą jeszcze m.in.: król mafijnego podziemia Amur Bos i jego pozbawiony moralności syn, wskrzeszona przez naukę Zun Kua, będąca kimś na kształt zcyborgizowanej wersji Wyroczni z "Martixa", najwyższa kapłanka Czarnego Słońca, czyli dominującej w Bardo religii, a także należący do Rege kameleon Zezu, który ma dostęp do umysłów ludzi i potrafi manipulować nimi w niemal dowolny sposób.
Każda z tych postaci ma swoje mniej lub bardziej jawne cele, do których stara się dążyć. O większości z nich czytelnik nie dowiaduje się od razu. Stolp wydaje się zrezygnowany, niemal martwy w środku, ale w głębi duszy najbardziej pragnie odzyskać swoje dziecko, które przed laty pod przymusem oddał ludziom Naczelnego. Rege chce po prostu żyć jako niezłomny, bezczelny, plujący w twarz autorytetom artysta, a jego największym marzeniem jest dokonanie samozapłodnienia. Jeśli chodzi o Naczelnego, to właściwie trudno powiedzieć, czy bardziej leży mu na sercu ocalenie Bardo, czy własne polityczne powodzenie, ponieważ jest jasne, że bez tego pierwszego nie ma szans na to drugie. Z kolei Naczelna, Amur Bos, kapłanka Czarnego Słońca, a nawet Zezu zanadto nie kombinują – chcą władzy.
Wizje i echa
Pomyliłby się czytelnik, który chciałby widzieć w Bardo fantastycznonaukowy świat stworzony przy użyciu szkiełka i oka. Choć Odija i Stefaniec korzystają z motywów charakterystycznych dla science fiction, szczególnie cyberpunku, tak naprawdę bliżej im do surrealistycznego uwolnienia wyobraźni. Kiedy w wywiadzie opublikowanym w 27 numerze "Zeszytów Komiksowych" Krzysztof Lichtblau zapytał Daniela Odiję o inspiracje, ten odpowiedział: "Nie zastanawiałem się nad tym, gdy »Stolp« mi się śnił i go zapisywałem", sugerując tym samym, że jest to w dużym stopniu komiks "wizyjny". Z kolei w wywiadzie udzielonym Magdalenie Czubaszek, opublikowanym w 2023 roku na łamach "Dwutygodnika", Odija mówił tak:
Text
Założenie było takie, by nie bać się głupich pomysłów. Korzystać maksymalnie z wyobraźni. Tak pootwieraliśmy furtki nie tylko na różne gatunki, ale i na style: piosenki, baśnie, slang, nowomowę czy staropolską gawędę. [...] Otworzyliśmy też Bardo na doświadczenia narkotyczne i psychodeliczne. Wojtek rysuje słupy myśli – przejścia między rzeczywistościami w komiksie. Taki logiczny surrealizm.
W innym fragmencie tej samej rozmowy można z kolei przeczytać: "Nasze »Bardo« jest rodzajem przypowieści". Jak nietrudno zauważyć – tropów jest wiele.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Daniel Odija, Wojciech Stefaniec, “Bardo - 3 - Rege.”, fot. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy
Obrazek
bardo_rege_800.jpg
Tetralogia "Bardo" to rozpisany na ponad czterysta wielkoformatowych stron trip – psychodeliczny, oniryczny, ale także przywodzący na myśl chaos i dezorientację związane z przeciążeniem informacyjnym. Stefaniec często rysuje stany zmienionej świadomości – zarówno te ekstatyczne, jak i wysoce niepokojące – i podobnych wycieczek jest w komiksie tyle, że w zasadzie czytelnik nie może być pewien, czy cokolwiek jest tu obiektywnie realne. Jakby tego było mało, halucynacyjna podróż Stolpa i innych bohaterów tonie w kulturowych odniesieniach. Odija z upodobaniem umieszcza w tekście komiksu cytaty – czytelnik odnajdzie w dymkach m.in. słowa zapisane przez Bolesława Leśmiana, Sun Tzu, Friedricha Schillera, Roberta Oppenheimera i autorów biblijnych oraz te, które podobno wypowiedzieli Adolf Hitler, Józef Stalin, Jezus Chrystus czy Mahomet. W konstruowaniu fabuły kolejnych tomów pomaga żonglerka kulturowymi tropami: echa klasycznego noir uosabiane przez Stolpa walczą o lepsze z burleskowym, pełnym przepychu stylem Rege, a wątki inspirowane political fiction konkurują o uwagę czytelnika z baśniową przypowieścią o genezie miasta i pojawiającymi się w każdej części wstawkami z dziwną propagandową telenowelą oglądaną przez mieszkańców Bardo.
Odija i Stefaniec zaszyli w swoim dziele nawet aluzje do Słupska, w którym obaj mieszkają. Po pierwsze, imię głównego bohatera, czyli Stolp, to dawna niemiecka nazwa tego miasta. Po drugie, metropolia przyszłości, jaką jest Bardo, zamiast bazować na najpowszechniejszych futurystycznych fantazjach, przypomina właśnie pełne kamienic poniemieckie miasto – podobno w niektórych budynkach narysowanych przez Stefańca da się nawet rozpoznać ich rzeczywiste, słupskie pierwowzory.
Między śmiercią a życiem
A jednak, mimo barokowej mnogości różnorodnych tropów, wiele wskazuje na to, że w głowie Daniela Odiji wszystko zaczęło się od nadania nazwy komiksowemu miastu. Bardo to wywodzące się z języka tybetańskiego buddyjskie pojęcie, które oznacza przestrzeń pośrednią. W "Tybetańskiej Księdze Umarłych" jest ono używane m.in. jako nazwa stanu, w którym znajduje się ludzka świadomość po śmierci, ale przed ponownymi narodzinami lub osiągnięciem nirwany. Według tybetańskich wierzeń pobyt w pośmiertnym bardo trwa maksymalnie 49 dni, choć w sprzyjających okolicznościach może to być okres krótszy. "Tybetańska Księga Umarłych" jest przede wszystkim rodzajem przewodnika po Bardo. Ma podpowiedzieć ludzkiej świadomości, jak najlepiej się po nim poruszać – tak, by albo wyzwolić się z koła samsary, albo przynajmniej odrodzić na jak najkorzystniejszych warunkach.
Podsumowując: miejsce akcji cyklu Odiji i Stefańca nazywa się Bardo, liczba 49 dni jest w komiksie wyraźnie zaakcentowana i na pierwszy rzut oka widać, że ukazany w nim świat wszedł w okres transformacji. Tak wyraźne nawiązania do "Tybetańskiej Księgi Umarłych" nie mogły być przypadkowe. W przywoływanych wcześniej wywiadach Odija wprost przyznawał, że cykl "Bardo" jest m.in. "opowieścią o żałobie i stracie, o zbliżającej się śmierci i byciu w niej" ("Dwutygodnik") i że wpływ na jego powstanie miało "poczucie utraty kogoś bliskiego, kogoś, kogo nie da się zastąpić" ("Zeszyty komiksowe"). Choć więcej na ten temat nie powiedział, wyraźnie widać, że to właśnie śmierć i stan po śmierci stanowią rdzeń tej opowieści. Dopiero na nim Odija i Stefaniec budują cyberpunkowy świat stanowiący odbicie ich lęków dotyczących naszej współczesności i prawdopodobnej przyszłości. Odbicie to nie jest oczywiście dosłowne, jednak czytelnik bez trudu domyśli się, że twórców niepokoją m.in. tendencje autorytarne, bezmyślny konsumpcjonizm, dobrowolne zrzekanie się podstawowych swobód na rzecz wygody, postępująca degradacja środowiska naturalnego, rosnące rozwarstwienie społeczne, choroby cywilizacyjne i problemy demograficzne – zarówno przeludnienie, jak i bezdzietność.
Komiksowe malarstwo
O ile do scenariusza Daniela Odiji można mieć zastrzeżenia – wśród najczęstszych zarzutów do cyklu "Bardo" pojawiają się przegadanie i trudności z zapanowaniem nad bardzo bogatym materiałem – o tyle rysunki Wojciecha Stefańca już od początkowych plansz pierwszego tomu budzą podziw. A im dalej, tym robi się wizualnie ciekawiej.
Format wyświetlania obrazka
portretowy obrazek (272px desktop)
Daniel Odija, fot. Elżbieta Lempp
"Wiesz, ja sam od siebie wymagam różnorodności, lubię zmiany, nie potrafię tkwić w jednym projekcie. Nie wyobrażam sobie pracy przy regularnej serii, jak te marvelowskie. Dlatego nie bałem się podejścia Daniela, który chciał próbować różnych rzeczy" – mówił Stefaniec w rozmowie z Bartkiem Czartoryskim opublikowanej w serwisie Lubimyczytać.pl. Wizualna różnorodność to w przypadku "Bardo" mało powiedziane. Stefaniec rysuje w tetralogii odważnie i brawurowo, swobodnie żonglując stylami, hojnie eksperymentując i z dużą pewnością siebie operując kolorem. Echa stylu realistycznego, chwilami kojarzącego się z amerykańskim komiksem superbohaterskim, znikają u niego pod jak gdyby nerwowymi, ekspresjonistycznymi pociągnięciami pędzla. Stefaniec co najmniej po kilka razy w każdym z albumów pozwala sobie na dłuższe psychodeliczne sekwencje – za każdym razem narysowane nieco inaczej. Kiedy ma taką potrzebę, flirtuje z rysunkiem cartoonowym, a innym razem chętnie oddaje się tworzeniu całostronicowych, malarskich kadrów (również niefiguratywnych). W ogóle w "Bardo" nie brakuje eksperymentów z kadrem. Czasami jeden zajmuje całą rozkładówkę, a innym razem jest ich na dwóch sąsiednich stronach kilkadziesiąt, choć każdy z nich zawiera tę samą twarz. Stefaniec potrafi również zaszaleć i stworzyć efektowną rozkładówkę, na której dwaj bohaterowie schodzą po schodach i rozmawiają, a wzrok czytelnika intuicyjnie wędruje wraz z nimi w dół, pokonując kolejne kondygnacje. Krótko mówiąc, rysunki w tetralogii "Bardo" to co najmniej klasa europejska, a ich twórca udowodnił, że na współpracy z nim mógłby skorzystać nawet scenarzysta tej klasy co Alejandro Jodorowsky.
Czytelnik, który po raz pierwszy zetknie się z tetralogią "Bardo", może mieć poczucie, że jest to dzieło przeładowane – zarówno pod względem koncepcyjnym, jak i wizualnym. I chociaż to wrażenie nie każdemu musi się podobać, cykl Odiji i Stefańca ma licznych, oddanych fanów. Jest ich na tyle dużo, że kiedy twórcy postanowili posłużyć się kampanią kickstarterową, by w spokoju kontynuować pracę nad swoją opowieścią, bez problemu przekroczyli zakładaną kwotę. Jak na realia polskiego komiksu to niemałe osiągnięcie, ale właściwie nie ma w tym nic dziwnego, bo dzieła podobnego do cyklu "Bardo" dotąd w Polsce nie było. I raczej nie będzie – przynajmniej do czasu, kiedy słupscy twórcy nie stworzą kolejnej wspólnej historii.
Daniel Odija, Wojciech Stefaniec, tetralogia "Bardo"
Wydawnictwo Komiksowe / timof i cisi wspólnicy, Warszawa, 2017–2024
Liczba stron: 116, 152, 144, 104
ISBN: 978-83-67440-41-7 ("Stolp")
978-83-66347-09-0 ("Rita")
978-83-66347-94-6 ("Rege")
978-83-67440-82-0 ("Bardo")