Gdy w październiku 1979 roku film Bajona zaprezentowano na wielkim ekranie, od razu zdobył uznanie krytyków. W grudniowym numerze "Kina" Andrzej Ochalski pisał o nim:
Wśród tylu znakomitych lub interesujących filmów bieżącego sezonu ten wydaje się wyjątkowo oryginalnie pomyślany, a i wykonany brawurowo. Zważywszy, że jest debiutem, że konkurencję ma zarówno liczną, jak świetną – czyż można zacząć od większej pochwały?
Z czego wynikała szczególna sympatia dla filmu Bajona? Profesor Tadeusz Lubelski w poświęconym filmowi wykładzie w Akademii Polskiego Kina zwraca uwagę na znakomicie uchwycone przez reżysera napięcie między kulturą niską i wysoką, cyrkiem i operą, które do siebie tęsknią i wzajemnie się potrzebują. Bo choć bohater "Arii…" wydać się może klasyczną postacią rodem z kina sportowego, dalece wykracza poza schematy charakterystyczne dla tego gatunku. Zafascynowany operą, marzy o tym, by świat zobaczył w nim człowieka – z jego wrażliwością i intelektem. "Wszyscy mówili o mnie góra mięsa, a nikt jakoś nie zauważał moich dobrych manier" – rzuca w jednej ze scen, a swoim życiem próbuje udowodnić, że jest kimś więcej niż tylko scenicznym wojownikiem.
W rozmowie z Izabelą Tomczyk-Jarzyną dla "Załącznika kulturoznawczego" reżyser wspominał:
Moment, który mi tę "Arię dla atlety" uporządkował, znalazłem w pamiętnikach Cyganiewicza […]. Na końcu któregoś z rozdziałów pojawiło się w nich takie zdanie: "Zdałem sobie sprawę, że bardzo lubię operę". Było to jedno jedyne takie zdanie… Myślę sobie: "Taki gość lubi operę". I tak dostałem klucz do tego świata – bardziej skomplikowanego, niezrozumiałego, jak w "Wilku stepowym".