Podczas czterech dni zdjęciowych powstają godzinne, a więc niemal o połowę krótsze od spektakli telewizyjnych przedstawienia. Format 60-minutowy sprawdził się już np. w przypadku seriali telewizyjnych. Twórcy dążą w nich do syntezy, skrótu, ukazania esencji pewnych zjawisk. Lubią powtórzenia. Kreują świat złożony z symboli, jak w poezji czy… animacji. W świecie tym ostentacyjna jest sztuczność, umowność, używanie przedmiotów i obiektów w przestrzeni w sposób symboliczny, nietypowy, oryginalny. Przestrzenią często staje się makieta w studiu filmowym, ale nawet naturalne plenery czy wnętrza zostają ujęte teatralnie, skomponowane, traktowane jak scenografia, uwolnione od owego przymusu mimesis, o którym pisał Jerzy Limon. Warto przywołać tu jako przykład chyba najbardziej teatralną scenografię "Walizki" w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego, gdzie towarzyszymy bohaterom w podróży przez miniaturowe miasteczko rodem z teatru lalek. Ważniejszy od samej przestrzeni jest tu zresztą bohater i jego relacja z otoczeniem, a właściwe wycinkiem rzeczywistości.
"Film jest obrazem świata nieskończonym w przestrzeni" – pisze Dorota Wojdan-Świderska w książce „Teatr TV. Trzy odsłony”:
Dzięki kamerze wchodzę do zastanej rzeczywistości filmu i wiem, że gdziekolwiek spojrzę, coś będzie istniało, coś będzie się działo, ze mną lub bez mojego uczestnictwa. Gdyby kamera obróciła się o 180 stopni, pokazałaby drugą stronę tego pełnego świata. Natomiast w Teatrze Telewizji obrócona w ten sposób kamera powinna pokazać mnie. Teatr dzieje się na scenie i nie ma znaczenia czy sceną będzie łąka, czy stary zamek, czy studio telewizyjne, bo najważniejszy powinien pozostać widz, do którego adresowane są wszystkie wypowiadane kwestie.
Twórcy TEATROTEKI nie zapominają o prymacie widza. W przedstawieniach tych objawia się też moc szczegółów, często widzianych z różnych perspektyw, z lotu ptaka, do góry nogami, z perspektywy zwierzęcia, itp. Widzowie śledzą więc wraz z kamerą drgnienia na twarzach aktorów, bąbelki w gotującej się zupie, miniaturowe figurki z chleba, określoną część ciała (jak nogi pod stołem) czy garderoby lub ekran smartfona bohaterów. Kamera jest tu antropomorficznym przewodnikiem widza, partnerem aktora i "okiem" reżysera zarazem, podobnie jak w "tradycyjnym" teatrze telewizji. Bywa też "okiem" postaci czy postacią niewidzialną.
Jedynie cztery dni zdjęciowe to wyzwanie dla twórców, jednak każdy dodatkowy dzień to wzrost kosztów. Anna Wieczur-Bluszcz wymyśliła, że zrealizuje sztukę ("Krzywy domek", tekst: Anna Wakulik) w jednym, 70-minutowym ujęciu. Aktorzy zagrali całą sztukę tak jak na scenie, longiem, w hali zdjęciowej, pamiętając o tym, jak rejestruje ich kamera, odwzorowując dokładnie rozrysowany sposób poruszania się itp.
Miejsce autora