Sporo z tych pustostanów znajduje się też w innych krajach i na innych kontynentach. Jakie było najdziwniejsze miejsce, w którym malowałeś?
Po ukończeniu liceum (nie w ramach poszukiwań duchowych, a z czystego zamiłowania do kolei) ruszyłem ze swoją ówczesną dziewczyną Agnieszką na czteromiesięczną ekspedycję do Indii. Często wsiadaliśmy do dość przypadkowych pociągów i jechaliśmy przed siebie, wysiadaliśmy w miejscach, o których niewiele wiedzieliśmy. Przemieszczaliśmy się intuicyjnie i przy tej okazji trafialiśmy w różne ciekawe zakamarki, w których wszyscy byli zwykle bardzo otwarci na wszelkie oddolne malarskie interwencje.
Z kolei w trakcie podróży z Karoliną Mełnicką (z którą Stach Szumski współtworzy duet artystyczny Nomadic State – przyp. red.) przez Syberię, dzięki graficiarskim koneksjom, które bywają ogólnoświatowe, miałem okazję wykonać parę interwencji we Władywostoku. Głównie na osiedlu Churkin, największym kompleksie blokowisk, jaki miałem okazję zwiedzić. Władywostok do upadku ZSRR był zamkniętym miastem, militarno-portową bazą Związku Radzieckiego. Nie miał więc wówczas zbyt rozbudowanej infrastruktury mostowej, zatoka oraz pobliskie wyspy nie były ze sobą połączone. Churkin po wojnie był dzielnicą, w której osadzano kryminalistów – cały proces resocjalizacji postkryminału odbywał się w tym blokowiskowym molochu. W pewnym momencie, po upadku ZSRR, połączono tę dzielnicę mostem z centrum, więc dotarcie tam nie wymaga już półtoragodzinnej ekspedycji wokół zatoki, a dojazd autobusem z centrum zajmuje już tylko 15 minut. To było najbardziej intensywne metaosiedlowe i egzotyczne doświadczenie, Churkińskie bloki są w stanie mocnej degradacji i do poziomu pierwszego piętra pokrywają je tagi i wrzuty, w nachodzących na siebie obłokach tworzących grafficiarskie mgławice. Ciekawy krajobraz.
Podczas syberyjskiej ekspedycji zainteresowałem się estetyką łatania pękających bloków. Ich żywotność określana była na około trzydzieści lat, a użytkowane są do dziś, choć teoretycznie powinny rozpaść się już jakieś cztery dekady temu. Wiele z nich zatem pęka i na całej Syberii funkcjonuje ciekawa praktyka łatania tych pęknięć grubymi gipsowymi łatami. Linearność spękalin uwydatniona jest grubą białą linią, mocno odcinającą się od okadzonej czasem fasady. W trakcie tej podróży byliśmy też w Ałtaju, gdzie dokumentowaliśmy degradujące petroglify Scytów sprzed około siedmiu tysięcy lat.