Niestety nie.
To było naprawdę, bez przesady, jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu – ludzie w trakcie filmu klaskali, gdyby mogli, to by wstawali. To też jest dowód na to, że filmy po prostu trzeba oglądać w kinie, w domu są zupełnie inne emocje. Potem na Facebooku ktoś napisał, że ten film powinien być zapisywany na receptę, taki jest piękny i tak człowieka podnosi na duchu.
A wracając do twojego pytania o filmy trudne – staramy się dbać o balans emocjonalny naszych widzów także dla własnych korzyści – MDAG to festiwal, który w dużej mierze żyje ze sprzedanych biletów, między innymi dlatego byliśmy w stanie przetrwać i rozwijać się za wcześniejszych rządów, kiedy nie dostawaliśmy dotacji na przykład od Ministerstwa Kultury.
Od ilu lat jesteś już dyrektorem Konkursu Polskiego?
To szósta edycja konkursu i mój ósmy rok na festiwalu. Wcześniej oczywiście polskie filmy były pokazywane na festiwalu, ale nie miały oddzielnego Konkursu.
Czy przez te lata zaskoczył cię kiedyś werdykt jury?
Największym zaskoczeniem, nie tylko moim, było zwycięstwo kilka lat temu filmu Bukolika, trzydziestoletniego wtedy Karola Pałki. Zdecydowanym faworytem wtedy był Film balkonowy Pawła Łozińskiego, świetny film, jury jednak zdecydowało inaczej – i wybrało inny świetny film, artystyczną opowieść o matce i córce, które żyją sobie gdzieś daleko od reszty świata. To była chyba największa niespodzianka w historii całego festiwalu. Paweł Łoziński chyba sam był tym zdziwiony, bo znał wartość swojego filmu, nie chcę powiedzieć, że przyszedł jak po swoje, ale myślę, że mógł się spodziewać nagrody – tymczasem okazało się inaczej.
Ale z perspektywy czasu myślę, że wszystko dobrze się złożyło: film Łozińskiego i tak zdobył szeroką publikę, wszedł do kin i zobaczyły go tysiące ludzi, a nieznany szerzej wcześniej Karol Pałka – w dużej mierze dzięki nagrodzie na MDAG – dzisiaj wchodzi w bardzo dużą, komercyjną produkcję, bo najpewniej producent szukał kogoś z innego świata, kto będzie miał świeże spojrzenie. Jeden nie stracił, a drugi zyskał.
A na marginesie: podobna sytuacja, co z Pałką, miała miejsce z Elizą Kubarską, znaną w świecie dokumentu, ale nie w komercji, autorką między innymi Ostatniej wyprawy, dokumentu o Wandzie Rutkiewicz, który pokazywaliśmy dwa lata temu na otwarciu naszego festiwalu. Okazało się, że przyszła na nie Doda, zachwyciła się filmem i zaproponowała Elizie, aby reżyserowała dokument o niej.
Może powinniście promować się hasłem: „MDAG łączy ludzi”?
No nie wiem, bo jednocześnie dbamy, żeby niektórych połączeń nie było. W Konkursie Polskim staramy się, aby dwie trzecie jury stanowiły osoby z zagranicy, bo powiedzmy otwarcie, że polski świat filmowy jest mały i są w nim i pewnie zawsze będą zależności. Ktoś był w jakiejś komisji PISF, ktoś inny w niej będzie, ktoś jest czyimś kolegą, ktoś komuś nie dał pieniędzy na film. Dobrze, jeśli jury jest z tego całego kontekstu uwolnione.
I pewnie jeszcze jest dodatkowa korzyść, że filmy oglądają ważne postaci z zagranicy?
Przyjeżdżają do nas ludzie z całego świata, w tym roku mieliśmy ponad 200 gości z branży, selekcjonerów z kilkunastu festiwali, ludzi z telewizji, producentów, z którymi twórcy mogą rozmawiać o swoich przyszłych projektach.
Jest taki wesoły samolot, który wyleciał we wtorek rano z Warszawy, w którym mniej więcej 60–70 osób leciało z naszego festiwalu na festiwal w Cannes, więc możesz sobie wyobrazić, że oni lecą i sobie rozmawiają o tym, co u nas widzieli. MDAG słynie z tego, że mamy najmłodszą publiczność na całym świecie, więc rzeczywiście świat filmu chce do nas przyjeżdżać, podglądać, co się podoba, co nie.