Łoziński szybko dostosował się do nowej rzeczywistości czasów Covid-19. Na balkonie mieszkania ustawił kamerę, do niej podpiął kilka mikrofonów. Tyle wystarczyło, by stworzyć filmowy plan. Początkowo traktowany z nieufnością, z czasem stał się elementem sąsiedzkiego pejzażu, a oswojeni z jego obecnością sąsiedzi coraz częściej zatrzymywali się, by porozmawiać o swoim życiu, jego małych i dużych dramatach.
Realizacja filmu zajęła Łozińskiemu dwa i pół roku, pochłaniając 165 dni zdjęciowych. Reżyser zarejestrował ponad dwa tysiące rozmów, z których finalnie zmontował stuminutową filmową mozaikę. Jego "Film balkonowy" okazał się czymś więcej niż tylko dokumentalnym eksperymentem. Filmowa opowieść o Saskiej Kępie i jej mieszkańcach dzięki Łozińskiemu przeobraziła się bowiem w opowieść o potrzebie rozmowy. W wywiadzie udzielonym Culture.pl po premierze "Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham" reżyser mówił:
"Po "Ojcu i synu" potrzebowałem dowodu, że istnieje taki rodzaj rozmowy, która sprawia, że ludziom łatwiej jest żyć ze sobą, albo każdemu z nich łatwiej jest żyć z osobna".
Jego "Film balkonowy" jest zapisem poszukiwań drugiego człowieka, z jego własną prawdą, tajemnicami, radością i bólem. Na warszawskiej uliczce mijają się imigranci i turbopatrioci, przedstawiciele seksualnych mniejszości i obrońcy tradycyjnego modelu rodziny, rozmodlona dziewczyna i reżyser-agnostyk, ludzie sukcesu i ci, którzy czują się niespełnieni. U Łozińskiego każdy z nich zachowuje odrębność, a zarazem jego portret staje się elementem większego obrazu.