Pod powierzchnią, czyli okultystyczne inspiracje górniczej Grupy Janowskiej
W czasach, gdy sztuka miała służyć promocji ideologii komunistycznej, grupa górników zdołała uzyskać znaczne wsparcie władz dla swojej działalności artystycznej. Co ciekawe, w swoich pracach malarze-amatorzy Grupy Janowskiej promowali okultystyczne i nieortodoksyjne wierzenia spirytualistyczne.
Waldemar Świerzy, "Miesiąc budowy Warszawy 1953. Cały naród buduje swoją stolicę", fot. Galeria Plakatu BUW
Na pytanie, jak ktoś wyobraża sobie życie codzienne w komunistycznej Polsce, często rozmówcy wymieniają fabryki, przemysł i robotników. Wiele osób nie ma jednak pojęcia, że dla władz sztuka była co najmniej tak samo ważna jak praca u podstaw i rozwój gospodarczy kraju, i to nie tylko ze względu na jej wartość propagandową.
W idealnym komunistycznym społeczeństwie ludzie nie są zmuszani do pracy w odhumanizowanych warunkach kapitalistycznych fabryk. Działając na rzecz wspólnych celów społecznych, czują, że praca ich wzmacnia a swoje moce twórcze - uprzednio stłumione przez alienacyjny system kapitalistyczny - wyrażają za pośrednictwem sztuki.
Innymi słowy, gdyby komunizm przetrwał, ludzie wiedliby wygodne i beztroskie życie pozwalające im na spontaniczne zaangażowanie się w działania, o których zawsze marzyli, np. malarstwo, pisanie wierszy lub muzykowanie. Dlatego też systemy komunistyczne przechodziły same siebie, aby przekonać masy pracujące do zapisywania się do grup artystycznych i tworzenia dzieł sztuki, które miałyby świadczyć o tym, jak wspaniale żyje się społeczeństwu w komunizmie.
Seweryn Wisłocki znawca tzw. sztuki naiwnej pisał:
Text
Władze organizowały szereg kursów, na których zawodowi artyści uczyli malarstwa. "Absolwenci" tych zajęć byli następnie zatrudniani w zakładach w specjalnych zespołach ds. propagandy. Ponadto lokalne domy kultury tworzyły grupy malarzy amatorów. Tematykę prac narzucono artystom z góry. Dostawali oni płótna, farby i pędzle i mieli za pomocą tych narzędzi oddać "idee socjalizmu" (…) Zakazane było malowanie kapliczek, krzyży przydrożnych i kościołów. Poruszanie tematyki religijnej w obrazach wiązało się z wydaleniem z pracy, obniżeniem pensji oraz/lub represjami politycznymi.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ewald Gawlik, "Przekop w kopalni" (1978), olej na płótnie, 80x79 cm, reprodukcja: desakatowice.com
Obrazek
przekop_w_kopalni_ewald_gawlik_1978_olej_plotno_80x79_cm.jpg
Znaczenie, zarówno dosłowne jak i symboliczne takiej sztuki amatorskiej było często bardzo proste. Obrazy zazwyczaj przedstawiały walkę dobra ze złem, w której rewolucjoniści, działacze partyjni i ciężko pracujący zwykli obywatele dzielnie stawiali czoła kłamliwym siłom kapitalizmu i zachodnich imperialistów. Przynajmniej takie było założenie władz. Przykład działalności Grupy Janowskiej pokazuje, że rzeczywistość była jednak nieco bardziej złożona.
Na pierwszy rzut oka Grupa Janowska była ziszczeniem się komunistycznego marzenia. Grupa górników zatrudnionych w kopalni Wieczorek w Janowie spędzała wolny czas w zakładowym domu kultury i malowała obrazy pod okiem zawodowych artystów. Mimo że nigdy nie zorganizowano żadnej grupowej wystawy, wielu z jej członków, m.in. Teofil Ociepka, Erwin Sówka, Ewald Gawlik, Paweł Wróbel, Leopold Wróbel czy Paweł Stolorz, zyskało uznanie w Polsce i zagranicą. W skład Grupy Janowskiej wchodziło wielu mistrzów sztuki naiwnej i była ona mocno promowana przez władze komunistyczne jako idealny przykład tego, że nowy system polityczny pozwolił robotnikom na realizację ich pasji artystycznych.
Jednak w rzeczywistości członkowie grupy niespecjalnie przejmowali się ideami socjalizmu i zdecydowanie nie wpisywali się w oficjalną materialistyczną ideologię. Najlepszym terminem do opisania charakteru Grupy Janowskiej i wpływów, jakim poddawała się ich wyjątkowa twórczość, jest okultyzm.
Przemiana węgla w złoto
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Teofil Ociepka, "Lew z Saturna" (1954), fot. TVP
Obrazek
teofil-ociepka-lion-of-saturn-lew-saturna-1954-oil-on-canvas-505-x-70-cm-photo-by.jpg
Pierwsze skojarzenie czytelników z okultyzmem to zapewne alarmistyczne doniesienia mediów w latach 90. XX w. ostrzegające o niebezpieczeństwie muzyki heavymetalowej, ale prawdziwi wyznawcy okultyzmu wierzą w to, że klucz do zrozumienia wszechświata leży pod powierzchnią rzeczywistości, oraz że prawdziwą wiedzę można posiąść jedynie przez doświadczenie pozazmysłowe.
Okultyzm, w szczególności w takiej postaci, jaką wyznawano w Janowie, w mniejszym stopniu poświęcony jest praktykowaniu satanistycznych obrzędów, a bardziej uważnej kontemplacji Biblii i lekturze średniowiecznych traktatów alchemistycznych w celu lepszego zrozumienia i doświadczenia duchowego wymiaru życia.
Uprzemysłowiony region Śląska z kopalniami i hutami nie był co prawda najbardziej przyjaznym miejscem do zgłębiania astrologii, medytacji i odkrywania tajemnic ukrytych w starych księgach. Prawdopodobnie to właśnie z tego powodu wielu krytyków pomijało elementy okultystyczne obecne w twórczości Grupy Janowskiej, ale prawdę mówiąc Śląsk był miejscem równie dobrym do nauki alchemii co opuszczone średniowieczne zamki.
Pogmatwana przeszłość regionu, ujmująco ukazana w filmach Kazimierza Kutza pozwoliła na wspieranie i podtrzymywanie tradycji sztuki ludowej łączącej w sobie elementy chrześcijaństwa i wpływów pogańskich. Przed powstaniami śląskimi, które miały miejsce w latach 1919-1921, bogaty w złoża węgla region był częścią Niemiec, a wykorzystywani jako tania siła robocza Ślązacy nie mieli wielu możliwości awansu społecznego. W przeciwieństwie do niemieckich właścicieli fabryk, Ślązacy byli w znacznej mierze ubodzy i niewykształceni. Mimo że polskie władze założyły państwowe szkoły na zdobytych ziemiach, to sytuacja Ślązaków nie uległa szybkiej poprawie, a wybuch II wojny światowej dodatkowo ją skomplikował.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Ewald Gawlik, "Odpust w Janowie" (1977), olej na płótnie, 80x125cm, fot. desa.art.pl
Obrazek
ewald_gawlik_odpust_w_janowie_1977_olej_lotno_80x125.jpg
Wielu górników, w tym malarzy należących do Grupy Janowskiej, miało ukończone najwyżej kilka klas szkoły podstawowej. Być może właśnie to było z jedną przyczyn, dla których Ślązacy nie skłaniali się ku naukowemu wyjaśnianiu świata, ale woleli ulegać ludowym wierzeniom, myśleniu magicznemu i popularnym na Śląsku legendom. Niebezpieczne życie górników obfitowało w zaskakujące i tajemnicze zjawiska, które najczęściej tłumaczono działaniami tajemniczych podziemnych istot oraz niewyjaśnionych i ponadnaturalnych sił. Górnicy zwykli mówić, że umierają z rąk demonów, a nie z powodu wybuchu metanu czy tąpnięć, a ratunek zawdzięczali swojej patronce św. Barbarze lub Skarbnikowi, dobremu duchowi, strażnikowi podziemnych skarbów.
Bogata mitologia śląska sprawiła, że region ten był wyjątkowo podatny na okultystyczne idee. Głównym ich promotorem stał się Teofil Ociepka, który po raz pierwszy spotkał się ze spirytyzmem w czasie służby w armii pruskiej podczas II wojny światowej. Po powrocie do domu Ociepce udało się skontaktować z Philipem Hohmannem, okultystą z Wittenbergi, który wysyłał mu księgi ezoteryczne i udzielał lekcji okultyzmu w zamian za miesięczna opłatę. Za radą Hohmanna, Ociepka założył społeczność okultystyczną w Janowie i ogłaszał się w ogólnopolskich periodykach jako nauczyciel duchowy. Mimo że jego sława nie wykroczyła poza Śląsk, Ociepce udało się przekonać wielu ze swoich sąsiadów i współpracowników (pracował jako elektryk w kopalni Kaiser, później przemianowanej na kopalnię Wieczorek), że twórczość Hohmanna była szczególna. Ociepka założył bibliotekę okultystyczną i zachęcił kilka osób zainteresowanych tematem do wstąpienia w szeregi loży Różokrzyżowców, której sam był członkiem.
Ociepka i inni członkowie społeczności okultystycznej w Janowie byli zagorzałymi alchemikami, choć ich pojęcie o alchemii różniło się znacznie od powszechnej wiedzy na ten temat. Głównym ich celem było stworzenie kamienia filozoficznego i mimo że niektórzy z mężczyzn przejawiali zainteresowanie materialnymi aspektami ezoteryki i dokonywali prób przemiany ołowiu w złoto (przy okazji wielokrotnie raniąc się podczas spektakularnie nieudanych eksperymentów), "prawdziwa" alchemia była przedmiotem duchowych poszukiwań. Zgodnie z naukami Hohmanna janowscy okultyści wierzyli, że dzięki uważnej kontemplacji Biblii i nieskazitelnej postawie moralnej będą w stanie stworzyć kamień w sobie samych do 60 roku życia, co pozwoliłoby im żyć wiecznie w dobrym zdrowiu. Ta ekscytująca wizja sprawiła, że Ociepka i jego zwolennicy poszukiwali wciąż nowych sposobów połączenia się z wyższymi siłami, a jak się okazało, malarstwo było jednym najlepszych kanałów komunikacji ze światem nadprzyrodzonym.
Bóg przemawia na wiele sposobów
Format wyświetlania obrazka
mały obrazek (568px desktop)
Teofil Ociepka, "Autoportret", fot. Muzeum Etnograficzne w Warszawie
Obrazek
teofil_ociepka_autoportret_muzeum_etno_w_warszawie.jpg
W połowie lat 20. Hohmann wyjawił Ociepce, że wkrótce odwiedzi go duch, który zainspiruje go do twórczości malarskiej. Przez pewien czas nic takiego się nie wydarzyło, ale w 1927 roku, gdy Ociepka rozmyślał właśnie nad odpowiedzią do swojego mistrza, aby poinformować go, że żadnego ducha ani widu ani słychu, poczuł nagłą potrzebę chwycenia za pędzel. Tak powstał pierwszy obraz Ociepki. Jak się później okazało, do tworzenia arcydzieł potrzeba czegoś więcej niż tylko iskry bożej, a po krytycznej opinii historyka sztuki z Krakowa Tadeusza Dobrowolskiego na temat jego twórczości, w 1930 roku Ociepka postanowił porzucić malarstwo. Do malowania powrócił podczas II wojny światowej, a w 1949 roku przekroczył próg nowego domu kultury prowadzonego w kopalni Wieczorek, w którym sekcją plastyczną kierował lokalny działacz i animator kultury Otton Klimczok.
Dom kultury otworzył swoje wrota dla malarzy amatorów w 1946 roku, a uczestników zajęć rekrutowano wśród utalentowanych, ale niemających wykształcenia plastycznego górników. Dostanie się do grupy nie sprawiło Ociepce trudności, szczególnie, że od dawna przekonywał wszystkich, że malarstwo jest misją nadaną przez Boga. Misją, która pozwalała artystom zrozumieć walkę dobra ze złem i dzięki temu osiągnąć nieskazitelną moralność. Obrazy Ociepki są bezpośrednim przełożeniem jego przekonań, a poszczególne przedmioty i kolory na obrazach zawsze niosły za sobą konkretne znaczenie. Dzięki temu kolorów i wzorów wykorzystywanych przez Ociepkę próżno szukać w twórczości innych artystów. Celem Ociepki było przekazanie przesłania, a nie tworzenie atrakcyjnych obrazów.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Erwin Sówka, "Medytacje" (1986), fot. Muzeum Śląskie w Katowicach
Duży wpływ na rozwój grupy miał także Bolesław Skulik, jeden z najbardziej aktywnych zwolenników Ociepki (Skulik po latach stał się zagorzałym wrogiem swojego mistrza i zadenuncjował go jako oszusta). Dzięki słabości do parapsychologii Sulik przekonał się, że malarstwo portretowe mogło służyć jako środek do poznawania fizycznych, astralnych i duchowych ciał modeli pozujących do portretu. Udało mu się namówić wielu członków grupy do malowania portretów, co sprawiło, że twórczość Grupy Janowskiej była jeszcze bardziej wyjątkowa, bo większość malarzy naiwnych z innych części świata rzadko zajmowała się malarstwem portretowym. Sulik stał się również ojcem duchowym wielu członków grupy, w szczególności dla Erwina Sówki.
Pierwsze lata działalności grupy nie były łatwe. Mimo tęsknoty za światem nadprzyrodzonym, artyści musieli udawać, że popierają oficjalną ideologię socjalistyczną i - jak sami mówili - każdy z nich musiał odfajkować swoją porcję "Stalinów i Leninów". Obrazy, które nie spełniały kryteriów polityki partii, musiały liczyć się z druzgocącą krytyką podczas prezentacji na wystawach, a sami artyści często niszczyli je w złości. Tak samo działo się, jeżeli jakiś obraz spotkał się z krytyką ze strony pozostałych członków grupy podczas okresowych przeglądów prac, które były tak naprawdę przede wszystkim pretekstem do pijatyk i tego, by obśmiać pracę innych. Członkowie grupy jeszcze mocniej zaangażowali się w działalność okultystyczną i poszukiwania duchowe podczas wojny i po jej zakończeniu. Niektórzy wręcz nawiązali intensywne kontakty z centralą Różokrzyżowców w Kalifornii, a o Ociepce mówiło się powszechnie (acz prawdopodobnie niesłusznie), że znał się z Rabindranathem Tagore i Mahatmą Ghandi, więc nie wszystkie prace stworzone w ramach koła plastycznego faktycznie spełniały wymogi partii. Prawdopodobnie członków grupy spotkałyby poważne represje ze strony władz, gdyby nie zadziwiająca protekcja kapitan SB Izabeli Czajki-Stachowicz.
Protekcja wyższych sił
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Erwin Sówka, "Poranek z księżycem" (1997), olej, fot. Muzeum Śląskie w Katowicach
Obrazek
poranek-z-ksiezycem-mskpln456.jpg
Czajka, jak się na nią potocznie mówiło, nie zawsze była funkcjonariuszem służby bezpieczeństwa. Kobieta zyskała pewną sławę w przedwojennych kręgach artystycznych, będąc muzą wielu malarzy, a jej zainteresowanie sztuką nie skończyło się wraz z wojną. Po tym, jak zapoznała się z pracami Ociepki, postanowiła chronić Grupę Janowską przed prześladowaniami i promowała ich twórczość poza Śląskiem. Udało jej się nawet przekonać Juliana Tuwima, aby kupił kilka obrazów Ociepki, a motywy dżungli, często obecne w twórczości artysty, miały pojawić się właśnie dzięki inspiracji protektorki. Żona Pawła Wróbla Elżbieta wspomina, że Czajka była początkowo zafascynowana bardziej Wróblem niż Ociepką, ale Elżbieta, która interpretowała podziw dla twórczości jej męża jako próbę romantycznych podchodów, doradziła Czajce zainteresowanie się Ociepką, który był kawalerem.
Niezależnie od tego, czym kierowała się Czajka-Stachowicz, jej opieka i protekcja miały fundamentalne znaczenie dla sukcesu całej Grupy Janowskiej. Dzięki niej artyści mogli przeżyć trudne czasy stalinizmu, a sam Ociepka zyskał sławę i popularność godną Douaniera Rousseau, co z pewnością pomogło członkom grupy przetrwać 15 lat odwilży politycznej. Jednak mimo że po śmierci Stalina w 1953 roku artyści zyskali więcej wolności artystycznej (socrealizm stał się wówczas już tylko zalecanym a nie obowiązkowym stylem, a malarze z Janowa mogli doskonalić swój warsztat pod okiem utalentowanego studenta Akademii Sztuk Pięknych z Krakowa Zygmunta Lisa), ich życie nie zawsze było łatwe.
Janowscy malarze wiedzieli, co znaczy ciężka praca. Bieda i brak wykształcenia znacznie ograniczał ich możliwości życiowe, a wojna jeszcze bardziej utrudniła im życie. Paweł Wróbel, ze względu na swój wyjątkowy styl zwany często polskim Hieronimem Boschem, został zesłany na Syberię i przeżył w łagrze tylko dlatego, że dla spragnionych rozrywki strażników więziennych malował scenki z Zachodu. Ewald Gawlik musiał z powodu wojny pożegnać się z marzeniem studiów artystycznych aż dwukrotnie (po raz pierwszy nie udało mu się rozpocząć nauki na uczelni w Krakowie, gdy został zesłany na roboty do Niemiec, a następnie w Dreźnie, gdzie siłą wcielono go do Wermachtu), natomiast po powrocie do Polski szanse na wykształcenie plastyczne przekreśliła przypięta mu łatka osoby "politycznie podejrzanej".
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Paweł Wróbel, "Śląskie wesele" (1981), akryl na płótnie, fot. desa.art.pl
Obrazek
slaskie_wesele_1981_pawel_wrobel_akryl_plotno.jpg
Janowskich górników malarzy spotykało tyle nieszczęść, że powstał wśród nich przesąd, że grupa może liczyć jedynie dwunastu członków, bo jak tylko pojawia się trzynasty, inny rezygnował z członkostwa w wyniku sprzeczek i konfliktów albo umierał. Najsłynniejszy exodus z Grupy Janowskiej zaliczył sam Ociepka, który miał dosyć sporów ze Skulikiem na temat ich odmiennych interpretacji okultyzmu i w 1959 roku wyprowadził się do Bydgoszczy (przez lata Skulik doprowadził do wielu innych konfliktów z innymi członkami, przez co krytycy nazywali go często naczelnym dysydentem grupy). Najbardziej tragiczny los, który miał istotny wpływ na funkcjonowanie całej grupy, spotkał jednak Ottona Klimczoka.
To dzięki Klimczokowi Grupa Janowska w ogóle powstała. Jego wczesne sukcesy animowania życia kulturalnego górniczego miasteczka nie spotkały się z większym zainteresowaniem mieszkańców Janowa, ale wraz z rozwojem domu kultury kopalni Wieczorek, który z jednej sali zajęciowej wkrótce rozrósł się na cały budynek, wielu artystów zaczęło zazdrościć Klimczokowi jego stanowiska i pozycji w środowisku. Zarzucali mu brak odpowiedniego wykształcenia i niewystarczające zaangażowanie polityczne, które rzekomo miało stać na przeszkodzie kierowaniu przezeń tak ważnej instytucji, która w tamtym czasie cieszyła się już renomą międzynarodową dzięki indywidualnym wystawom członków Grupy Janowskiej. Przeciwnicy Klimczoka pomawiali go zarówno w rozmowach kuluarowych, jak i w prasie, co ostatecznie doprowadziło do zdjęcia go ze stanowiska. Klimczok odebrał sobie życie w Sylwestra 1971 roku, dzień po swoich urodzinach.
Samobójstwo założyciela było szokiem dla grupy, a Zygmunt Lis zrezygnował ze stanowiska instruktora po 15 latach pracy. Mimo że Grupa Janowska oficjalnie istniała dalej, otrzymała oficjalne wsparcie finansowe i jej spotkania nadal odbywały się regularnie, nigdy już nie osiągnęła poziomu artystycznego, jaki reprezentowała w latach 1956-1971. Grupa Janowska nadal istnieje, ale po czasach jej świetności pozostała tylko nazwa. Zmarły na początku 2021 roku Erwin Sówka był ostatnim żyjącym członkiem podstawowego trzonu grupy, ale i on oficjalnie odszedł z Grupy w latach 80. XX wieku.
Starożytne mity i współczesne legendy
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Erwin Sówka, "Rodzina" (1980), olej na płótnie, fot. Muzeum Śląskie w Katowicach
Obrazek
rodzina-1980_erwin_sowka_olej_plotno_muzeum_slaskie.jpg
Kreatywność i pasja malarzy tworzący Grupę Janowską w okresie jej świetności to fenomen na skalę światową. To, że tak wielu utalentowanych malarzy amatorów - pracujących w jednej kopalni i połączonych wspólnymi zainteresowaniami okultyzmem i sztuką ludową - stworzyło legendarną grupę artystyczną, wydaje się niemal nieprawdopodobne. Tym bardziej, że wiele przekazów na temat Grupy Janowskiej brzmi niczym opowieści z kart książek science fiction.
Sówka, którego obrazy zwykle przedstawiały wątki biblijne, elementy mitologii i filozofii Wschodu (zazwyczaj reprezentowane przez nagie kobiety, które Sówka uznawał za obdarzone darem od Boga) na tle krajobrazu Nikiszowca, słynnej dzielnicy Katowic, uznawany był za medium potrafiące wywierać wpływ na innych za pośrednictwem telepatii. Podobno pod obrazami Sówki ludzie spontanicznie zaczynali się modlić, a jego prace niekiedy znikały po zakończeniu wystawy w tajemniczych okolicznościach i odnajdywały się w równie cudownych okolicznościach, gdy nadzieja na ich odzyskanie umierała. Te i inne anegdoty złożyły się na ezoteryczną renomę Sówki i zaskarbiły artyście rzesze wielbicieli – z całej Europy organizowane były nawet do Nikiszowca wycieczki, których członkowie przybywali na Śląsk w nadziei, że kupią najnowszy obraz emerytowanego malarza.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Leopold Wróbel, "Parada Górników" (1983), olej na płótnie, fot. desa.pl
Obrazek
parada_gornikow_leopold_wrobel_1983_olej_plotno.jpg
Leopold Wróbel zyskał znaczną popularność, w szczególności za granicą, jako ofiara kradzieży i handlu skradzionym towarem. Jego obrazy były kupowane w oficjalnych kanałach sprzedaży za niewielkie pieniądze, ale później wykradane i sprzedawane za setki dolarów w Wiedniu. Złodzieje zarabiali na twórczości Wróbla kilkaset procent więcej niż on sam. Gdy malarz dowiedział się o tej sytuacji od policji, o dziwo nie był zdruzgotany ani tym bardziej zły. Wróbel poczuł się spełniony jako artysta, skoro jego amatorskie prace okazały się warte kradzieży!
W samej Polsce większą sławą cieszył się jego kuzyn Paweł Wróbel. Mimo krytyki ze strony znawców sztuki i zawodowych artystów (jeden z nich powiedział nawet Wróblowi, że ten musi zjeść jeszcze wiele farby, zanim nauczy się malować, co artysta amator postanowił wcielić w życie po zakrapianej imprezie z Ewaldem Gawlikiem i przed śmiercią z zatrucia farbami uratowała go żona), jego wyjątkowy styl przykuł uwagę osób, których opinia naprawdę się liczyła. Ówczesny minister kultury Włodzimierz Sokorski był tak zafascynowany obrazami Wróbla, że zaproponował mu nawet podjęcie studiów na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Choć minister obiecał malarzowi, że ewentualnym brakom niezbędnego licealnego wykształcenia dałoby się zaradzić, Wróbel odmówił twierdząc, że woli malować jako robotnik. W rzeczywistości wstydził się przyznać, że ukończył jedynie trzy klasy szkoły podstawowej, a nie siedem, o których minister zapewne przeczytał w biografii artysty podrasowanej przez politycznych działaczy ze Śląska.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Paweł Wróbel, "Utopiec, Diabeł i Skarbnik", fot. desakatowice.com
Obrazek
utopiec_diabel_skarbnik_akryl_plotno_1979.jpg
Z kolei Gawlik miał szansę stać się zawodowym artystą po tym, gdy zaproponowano mu członkostwo w Związku Artystów Polskich, ale odmówił zaszczytu w obawie, że jego lokalna społeczność (która była głównym bohaterem jego obrazów) odwróci się od niego. Postanowił kontynuować karierę malarską jako artysta amator mimo trudności, jakie napotykał. Jego prace były często dyskwalifikowane w konkursach malarskich z powodu zbyt wysokiego poziomu artystycznego jak na amatora.
Jest jeszcze wiele innych ciekawostek i anegdot na temat grupy, ale ostatecznie największym symbolem świetności Grupy Janowskiej są stworzone przez jej członków fascynujące ezoteryczne obrazy i ich charakterystyczny "pozaświatowy" styl. Ich prace w zasadzie są "nie z tego świata" – oficjalnie w PRL-u nie było miejsca na duchowość, okultyzm czy fantastykę. Jednocześnie socjalistyczna rzeczywistość, szara i wroga wobec jakichkolwiek odchyleń od obowiązujących standardów, była idealnym gruntem dla działalności ideologicznych odmieńców z Janowa. Władze komunistyczne, spragnione wielkiej nieprofesjonalnej sztuki tworzonej przez lud robotniczy, były skłonne przyjąć i promować wszystko, co spełniało te kryteria. Na szczęście dla nas, to coś było tak niezwykłe.
Artykuł powstał w j. angielskim, tłumaczenie: Magdalena Szwedowska
Źródła: "Mit, magia, manipulacja i orbis interior" (2004) i "Janowscy Kapłani Wiedzy Tajemnej: Okultyści, Wizjonerzy i Mistrzowie Małej Ojczyzny" Seweryna Wisłockiego