Z powojennego przesunięcia granic wynikło nazewnicze poruszenie. Proces spolszczania nazw na terenach poniemieckich rozpoczął się jeszcze w strefie przyfrontowej. Już w kwietniu 1945 roku przy Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych w Poznaniu działała Komisja dla spraw Przywrócenia Nazw Słowiańskich na Przyodrzu, której zadaniem było nadanie polskich nazw stacjom kolejowym na Ziemi Lubuskiej.
Chwilę później powołano Komisję Ustalania Nazw Miejscowości przy Ministerstwie Administracji Publicznej. Na jej czele stanął geograf Stanisław Srokowski z Warszawy, a w jej składzie znaleźli się wybitni językoznawcy: Kazimierz Nitsch, Mikołaj Rudnicki, Witold Taszycki, Stanisław Rospond. Jak pisała badaczka Maria Wagińska-Marzec: "Urzędowo nadana nazwa polska była ważnym czynnikiem mającym służyć przezwyciężeniu »psychozy tymczasowości«, z jaką borykała się większość nowych mieszkańców tych ziem". Do nazwania było wiele tysięcy nazw miejscowości, jezior, rzek, kotlin, szczytów.
Jak powiedział Stanisław Rospond, praca Komisji polegała na "odgrzebywaniu spod grubszego lub cieńszego tynku naleciałości niemieckich". Wiele nazw miało swoje dawne, słowiańskie odpowiedniki; czasem też dosłownie tłumaczono nazwy niemieckie (np. Guttstadt – Dobre Miasto).
Trudno jednak było nieraz uniknąć nazewniczego chaosu. Czasem pionierzy nie czekali na Komisję, tylko nazywali wieś od nazwiska pierwszego osadnika, sołtysa czy jakiejś miłej ich sercu zabużańskiej miejscowości (zwykle te nazwy jednak urzędowo zmieniano). Niekiedy inną nazwę tej samej miejscowości nadawały władze administracyjne, a inną PKP: dzisiejszą Polanicę Zdrój (niem. Bad Altheide) władze nazwały wpierw Puszczykowem Zdrojem, a stacja kolejowa nazywała się Wrześniowem. Karpacz (niem. Krummhübel) przez kilka tygodni nazywano Szterlingowem, od nazwiska dowódcy patrolu, który po zajęciu tych terenów przez Wojsko Polskie jako pierwszy zdobył szczyt Śnieżki. Stacja kolejowa nazywała się Krzywa Góra. Pierwsza nazwa nadana przez Komisję, Drogosławice, nie spodobała się mieszkańcom, w końcu w maju 1946 ochrzczono tę górską osadę Karpaczem.
Czasem nowe nazwy nadawano miejscowościom, które miały tradycyjnie usankcjonowane polskie nazwy. Tak było choćby z Giżyckiem (niem. Lötzen), nazwanym na cześć Gustawa Gizewiusza, mazurskiego działacza i folklorysty. Spowodowało to liczne protesty, bo miejscowa ludność słowiańska od dawien dawna nazywała miasto Lecem lub Łuczanami.
Niektóre nazwy uszlachetniano, dowartościowywano. Tak było choćby z dzisiejszym Chlebowem (województwo lubuskie). Pierwotna dolnołużycka nazwa wsi brzmiała Namašklěb (i od niej wzięła się niemiecka Niemaschkleba). Do 1953 roku, zgodnie z ustaleniami językoznawców, po polsku miejscowość znana była również jako Niemaszchleba.
Podobnie było z mazurskim Spychowem. Do 1945 roku obowiązywała niemiecka nazwa Puppen, po niemiecku “lalki”, ale nazwa wywodziła się jeszcze od staropruskiego pupele, oznaczającego bób lub groch. W 1946 roku spolszczono ją na Pupy. Skarżyli się na nią mieszkańcy, więc w 1960 roku przemianowano ją na cześć rodzinnego grodu Sienkiewiczowskiego Juranda, nota bene fikcyjnego (w tym samym roku premierę miała także blockbusterowa ekranizacja tej powieści w reżyserii Aleksandra Forda "Krzyżacy", przypadek?)
Mniej znanym faktem jest to, iż po wojnie usiłowano spolszczać także nazwy miejscowości pochodzące lub kojarzące się z językiem ukraińskim, białoruskim lub łemkowskim. W 1977 roku przeprowadzono taką kampanię w województwach krośnieńskim, nowosądeckim, przemyskim, rzeszowskim i tarnobrzeskim. Przemianowano Tworylne na Słoneczną, Rosochate na Olszynę, Smereczne na Swierkową, Uherce Mineralne na Nową Wieś, Manasterz na Osetkowo, Jaksmanice na Witoldówek, Młodowice na Walterów (od gen. Karola Świerczewskiego, ps. "Walter"). Spowodowało to ogromny sprzeciw: protestowali naukowcy, przewodnicy, Związek Literatów Polskich z Jarosławem Iwaszkiewiczem na czele, lokalne organizacje takie jak Koła Gospodyń Wiejskich. W 1981 roku przywrócono 119 ze 120 nazw. Wyjątkiem była wieś Mordownia w województwie tarnobrzeskim przemianowana na Spokojną.
Skala protestów spowodowała, że odstąpiono od realizacji podobnej akcji zaplanowanej na Lubelszczyźnie. Tam również Urząd Rady Ministrów rozważał zmiany nazw wykazujących cechy języka ukraińskiego, np. Hrebenne miało zastąpić Grzebienne, Dubienkę planowano zmienić na Dębinkę, Dołhobyczów na Długobytów, Uhrusk na Węgiersk czy Husynne na Gąsin.